fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Prawie każdy kupi w tym tygodniu majonez

Adobe Stock
Wart 670 mln zł rynek przeżywa właśnie swój najlepszy czas w roku.

Nadchodząca Wielkanoc generuje duży ruch w branży spożywczej, ale najbardziej z tego święta cieszą się producenci majonezu. O potężnej pozycji tego sosu na stołach świadczy fakt, że według badań GfK majonez jest w dziewięciu na dziesięć polskich domów.

Ten niezbędny dodatek do jajek, sałatki jarzynowej czy śledzi, niewiele zmienia się od lat. Nowości co prawda się pojawiają – jak choćby ostatnio majonez wegański – bez zawartości żółtka jajek, ale grają bardziej rolę ciekawostki. – Majonezy tradycyjne są główną osią kategorii. Nowe trendy mają obecnie udział w rynku na poziomie 1 proc., obserwujemy jednak dużą dynamikę wzrostu – mówi Maciej Kazimierczak, dyrektor działu kulinariów Nestle.

Na zakupy po ten akurat składnik świątecznego szału klienci dopiero ruszą. – Majonez to jedna z tych kategorii, dla których Wielkanoc jest nawet ważniejsza niż Boże Narodzenie – mówi Elżbieta Szarejko, ekspert rynku spożywczego z Centrum Monitorowania Rynku. W małych sklepach liczba paragonów, na których widnieje majonez, jest najwyższa w tygodniu zakończonym wielkanocną niedzielą, a szczyt sprzedaży przypada na piątek i sobotę. W ubiegłym roku całe zakupy przedświąteczne przypadły na marzec, to ułatwia obliczenia, dzięki temu wiemy, że klienci małych sklepów na sam majonez wydali, bagatela, 22,8 mln zł, dwukrotnie więcej niż w styczniu. Wszystkie zapytane sieci handlowe zanotowały w marcu ubiegłego roku trzykrotnie większy ruch niż w styczniu. A jak wynika z danych Kantar Media (cennikowych, bez upustów), reklama majonezu kosztowała producentów i handlowców w ub.r. 37,4 mln zł.

Klienci kupują duże opakowania na święta – co czwarty słoik przekracza pojemność pół litra, dwa razy więcej niż zwykle. W małych sklepach klienci mogą średnio wybierać spośród czterech marek. Ale na przykład Biedronka informuje, że ma 13 marek majonezów od 12 dostawców.

Podział rynku w zasadzie się nie zmienia. Według Nielsena Winiary mają 52,6 proc. rynku pod względem wartości. Na drugim miejscu jest Kielecki – 16,5 proc. udziałów ogółem, ale w małych sklepach 23 proc. Duże znaczenie mają marki regionalne, z silną pozycją w swoim regionie, ale zupełnie nieznane gdzie indziej. I tak: na północy rynek dzielą między sobą majonezy Pomorski i Kętrzyn, marki Motyl i Mosso panują w centrum kraju, Majonez Świdnicki rządzi na stołach Śląska, a wspomniany już Majonez Kielecki podbił Małopolskę, Świętokrzyskie i część Śląska.

– O tym, że rynek jest atrakcyjny, świadczy fakt, że coraz więcej firm próbuje na niego wejść ze swoimi markami. Generalnie rynek jest jednak stabilny i wzrost udziału procentowego o jeden punkt to już jest dużo – mówi Zbigniew Mojecki, wiceprezes WSP Społem, producent Kieleckiego.

Producenci regionalni są zaniepokojeni zainteresowaniem globalnych firm majonezem. – W tym roku znacznie bardziej aktywny jest nowy duży koncern Kewpie, który zakupił markę Mosso – mówi Piotr Wiśniewski, prezes spółdzielni Majonezy, producent Kętrzyńskiego. – Widać z ich strony duże nakłady finansowe na promocję w punktach sprzedaży. Większość konsumentów nadal jest przekonana, że Winiary to polska marka. Kewpie będzie czyniło te same starania w odniesieniu do marki Mosso. Majonezy marek własnych sieci handlowych też są dużą konkurencją cenową dla producentów markowych wyrobów – dodaje Wiśniewski.

Rosną nowe kanały sprzedaży, coraz chętniej też sięga po majonez gastronomia. Szybko przybywa też sosów na bazie majonezu. – Notujemy stabilny wzrost sprzedaży majonezu i sosów majonezowych na poziomie 9 proc. rocznie – mówi Bożena Sajnog, kierownik w firmie Fanex, wyspecjalizowanej w produkcji dla gastronomii. Ten wzrost to efekt tego, że coraz więcej Polaków spędza święta poza domem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA