fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Spowolnienie gospodarki to już fakt

Adobe Stock
Końcówka tego roku to wyraźne pogorszenie się rynkowych wskaźników, a w przyszłym roku PKB będzie rósł jeszcze wolniej. Ale to nie tragedia, bezrobocie nie wróci, konsumenci czy budżet państwa tak mocno nie ucierpią.

Seria negatywnych danych za wrzesień potwierdziła obawy, że polska gospodarka spowalnia. Coraz słabiej radzi sobie nasz wewnętrzny rynek, zagrożenia płyną też z zagranicy.

I tak, wartość zakupów konsumentów w sklepach, jak podał w piątek GUS, wzrosła tylko o 3,6 proc. (w porównaniu z wrześniem 2017 r.), choć analitycy rynkowi spodziewali się wzrostu o 6,2 proc. Tak słabo sprzedaż detaliczna wyglądała ostatnio 2,5 roku temu.

Konsumpcja na hamulcu

Podobnie nie najlepiej radzi sobie przemysł – we wrześniu produkcja zwiększyła się rok do roku raptem o 2,6 proc. I choć nie był to najgorszy wynik w tym roku, to okazał się spójny z najgorszym od prawie dwóch lat wskaźnikiem wyprzedzającym koniunktury w przemyśle, czyli PMI. We wrześniu spadł do 50,5 pkt, co oznacza poziom bliski stagnacji.

Pewne niepokojące wieści płyną też z rynku pracy. Co prawda firmy wciąż narzekają na brak rąk do pracy, ale zatrudnienie rośnie coraz wolniej. We wrześniu w porównaniu z wrześniem zeszłego roku było ono o 3,2 proc. większe, choć jeszcze w styczniu wzrost wyniósł 3,8 proc. W porównaniu zaś z sierpniem tego roku odnotowano spadek o ok. 4 tys. etatów. – Przy stabilizacji wzrostu wynagrodzeń oznacza to, że dochody Polaków już nie rosną tak dynamicznie jak dotychczas – zauważa Piotr Piękoś, ekonomista banku Pekao. – Widzimy pewne ożywienie w kredytach konsumpcyjnych, jednak zapewne nie na tyle duże, by powstrzymać wygaszanie towarzyszącej nam już dość długo, konsumenckiej euforii – dodaje.

PKB rośnie, ale wolniej

W sumie ekonomiści, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita" szacują, że w III kwartale PKB wzrósł o 4,5–4,6 proc. wobec 5,1 proc. w II kwartale. Dalej może być jeszcze gorzej, w ostatnich miesiącach tego roku tempo rozwoju gospodarczego może spaść do średnio 4,3 proc., a w całym przyszłym roku nawet do 3,5 proc. (według najbardziej pesymistycznych analityków).

– Oprócz czynników krajowych, zagrożenia płyną też z zagranicy – zaznacza Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – A pogorszenie się kondycji światowej gospodarki to zły sygnał dla naszego eksportu, czyli drugiego obok konsumpcji motoru wzrostu gospodarczego – dodaje. Wśród tych negatywnych czynników warto wymienić chociażby eskalację wojen handlowych, możliwy w przyszłym roku twardy Brexit, niewiadome efekty konfliktu rządu włoskiego z Komisją Europejską, rosnące ceny ropy naftowej, słabnącą gospodarkę chińską czy możliwe spowolnienie gospodarki amerykańskiej w 2019 r. (m.in. w efekcie wzrostu stóp procentowych czy wygaszeniu impulsu reformy podatkowej)...

Mimo tych złych wieści ekonomiści podkreślają, że spowolnienie gospodarcze to nie jakaś katastrofa, i nie ma co panikować. – Trzeba pamiętać, że Polska i tak pozostanie liderem wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej – podkreśla Piotr Bujak.

Bez paniki

– Nawet jeśli tempo wzrostu PKB spadnie poniżej 4 proc., to wciąż będzie to tempo przekraczające nasz potencjał. Nasza gospodarka jest stabilna i dobrze przygotowana na umiarkowany szok makroekonomiczny – ocenia Bujak. – Spodziewamy się, że spowolnienie w miarę łagodnie przełoży się na konsumentów – uważa też Jakub Rybacki, ekonomista ING Banku. – Z perspektywy budżetów domowych wielkich zagrożeń nie ma. Ciężko wyobrazić sobie masowe zwolnienia i wzrost bezrobocia, czyli katastrofy na rynku pracy – podkreśla. Choć dodaje, że siła nabywcza dochodów Polaków może w przyszłym roku nieco spaść m.in. ze względu na inflację, spodziewany wzrost cen energii elektrycznej czy w końcu wejście w życie pracowniczych planów kapitałowych. To ostatnie rozwiązanie przewiduje, że kilka milionów Polaków zacznie więcej odkładać na emeryturę, co jednak uszczupli ich bieżące dochody.

Za to większe problemy mogą mieć przedsiębiorstwa.

Kto ucierpi?

– PPK i ceny energii przełożą się też na finanse pracodawców – zaznacza Rybacki. – Do tego od stycznia 2019 r. będą musieli, o ile Trybunał Konstytucji nie postanowi inaczej, zacząć płacić wyższe składki na ubezpieczenia społeczne za najlepiej zarabiających pracowników. To wszystko spowoduje, że przedsiębiorstwa będę ponosić wyższe koszty działalności. Przy spowolnieniu dynamiki krajowej konsumpcji i eksportu odnotują też gorsze wyniki finansowe –zaznacza Rybacki.

Przypomnijmy, że zniesienie limitu wysokości dochodów, po przekroczeniu którego przestaje się płacić składki do ZUS, może kosztować rynek nawet 5 mld zł.

Budżet się nie załamie

– Jesteśmy za szczytem koniunktury, ale to nie znaczy, że idziemy w kierunku stagnacja czy recesji – mówi też Grzegorz Ogonek, ekonomista Santander Bank Polska. – Choć rzeczywiście biznes może to odczuć bardziej niż konsumenci – dodaje.

Spowolnienie wzrostu PKB nie powinno załamać budżetu państwa. Konstrukcja przyszłorocznych dochodów i wydatków budżetowych oparta jest na założeniu, że PKB wzrośnie o 3,8 proc. – Nawet jeśli będzie trochę mniej, nie wpłynie to negatywnie na stan kasy państwa. Choć z drugiej strony lepszych wyników niż prognozowane 28,5 mld zł deficytu pewnie nie uda się osiągnąć – podkreśla Piękoś.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA