fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

W obawie przed drugą falą tniemy wydatki

Fotorzepa, Robert Gardziński
Aż dwie trzecie Polaków boi się spodziewanego jesienią ponownego wzrostu liczby zachorowań na Covid-19. Już teraz przygotowujemy się na gorsze czasy.

Co siódmy z nas zdecydował się na uprawianie własnych warzyw i owoców, a 4 proc. myśli nawet o zakupie działki, na którą można się przenieść w przypadku ponownej izolacji – wynika z najnowszego sondażu ARC Rynek i Opinia.

Czytaj także: Kryzys przed nami, minął tylko pierwszy wstrząs

Starsi rezygnują z wyjazdów, nawet w Polsce, młodsi szukają zaś alternatywnych sposobów zarabiania online. I trudno się dziwić, bo jak pokazują ostatnie analizy naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, co dziesiąty student łączący naukę z pracą stracił w trakcie lockdownu źródło dochodu, a 15 proc. żaków ma wyraźnie ograniczoną możliwość zarobkowania.

– Nastroje najprawdopodobniej najgorsze są wśród absolwentów I stopnia łączących pracę z nauką na studiach magisterskich. Prawie 80 proc. z nich jest zatrudnione na umowy cywilnoprawne, słabiej chroniące przed zwolnieniem – mówi dr Dominik Buttler z UEP.

Czytaj także: Przedstawiciel WHO: Druga fala COVID-19 może zabić miliony

Spadający optymizm

Strach przed drugą falą epidemii, która może nastąpić jesienią, sprawił, że staramy się żyć oszczędniej. – Polacy cały czas w tyle głowy mają świadomość, że koronawirus nie zniknął. To poczucie potęgują doniesienia ze świata o nowych ogniskach w miejscach, gdzie problem już się wyciszał, dlatego na poważnie bierzemy ryzyko, że pandemia wróci. To ogranicza chęć wydawania pieniędzy – mówi Adam Czarnecki z ARC.

Jak zaznacza, te czynniki mają negatywny wpływ na wskaźnik tzw. optymizmu zakupowego. – Najbardziej cierpi na tym turystyka, czyli przede wszystkim biura podróży oraz linie lotnicze. Wakacje powinny sprzyjać przemieszczaniu się, co z kolei stymuluje popyt – podkreśla dr Czarnecki.

Spada nasze zaufanie nie tylko do firm z branży turystycznej, ale również do branży handlu detalicznego. Potwierdza to najnowszy raport agencji Catchers oraz Instytutu Badawczego IPC, z którego wynika, że co trzeci respondent za powód obniżenia zaufania wskazywał wzrost cen produktów, a co czwarty – nieprzestrzeganie przez pracowników m.in. konieczności noszenia maseczek. Ankietowani zwracają też uwagę na brak wydzielonych odstępów w strefach kasowych oraz nieegzekwowanie ich przestrzegania, a także na niezwracanie uwagi na bezpieczeństwo w obrębie sklepu, ale i przed nim. Blisko 40 proc. z nas negatywnie wypowiada się o nieprzestrzeganie limitu osób przebywających w sklepie, a niewielu mniej badanych wskazuje na brak dostępu do środków higieny osobistej, które sieci handlowe miały udostępniać kupującym (37 proc.), czy nieegzekwowanie używania środków ochrony osobistej przez samych klientów (33 proc).

– Wyniki raportu są potwierdzeniem tego, jak sytuacje kryzysowe wpływają na postrzeganie marek przez klientów. Musimy pamiętać, że takie sytuacje mogą być szansą na przyciągnięcie do siebie nowych klientów i „zlojalizowanie" dotychczasowych, ale także zagrożeniem ich utraty – tłumaczy Hubert Koszela, partner w Catchers.

Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest prowadzenie odpowiedzialnych z perspektywy klientów działań wedle skrupulatnie zaplanowanej wcześniej strategii. – Bez wątpienia na tym etapie istotne jest słuchanie opinii klientów, reagowanie na nie oraz przygotowanie się do podobnych sytuacji kryzysowych w przyszłości – dodaje Koszela.

Bezpieczniej na osiedlu

Z raportu „Zaufanie Polaków do sieci handlowych w czasie pandemii" wynika, że zdecydowana większość rodaków (63 proc.) w tym czasie najchętniej kupowała produkty w sklepach osiedlowych. Niemal połowa (47 proc.) najczęściej robiła zakupy w Biedronce, natomiast na trzecim miejscu uplasował się Lidl (16 proc.). Jak wyjaśnia Kamil Pluta, badacz w IPC, ów wynik wskazuje, że w okresie największych sanitarnych obostrzeń dokonywaliśmy zakupów w lokalnych sklepach, chcąc zmniejszyć ryzyko przebywania w skupiskach ludzi. – Ryzyko związane z nieprzestrzeganiem restrykcji epidemiologicznych było znacznie mniejsze niż chociażby w dyskontach czy hipermarketach – przekonuje Pluta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA