fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Tarcza potrzebna, ale po konsultacjach

Fotorzepa, Robert Gardziński
Ochrona przed wykupem polskich firm za bezcen szybko przebija się przez Sejm. Pomysł jest zgodny z polityką unijną, ale niezbyt przedyskutowany z polskim biznesem.

Ochrona polskich strategicznych firm przed przejęciami, którą Sejm zajmował się w czwartek wieczorem, wywołuje skrajnie odmienne reakcje ekspertów. Ekonomiści są za, prawnicy i przedsiebiorcy przeciw, a doradcy inwestycyjni zauważają, że tłumu chętnych do tych przejęć ciągle brak.

Ochrona coraz bliżej

Drugie czytanie projektu ustawy o dopłatach do kredytów bankowych miało się odbyć w czwartek wieczorem, już po zamknięciu tego wydania „Rzeczpospolitej". Ważną częścią tego dzieła jest wprowadzenie ostrej kontroli pozaunijnych inwestycji w Polsce. Przejęcie firmy bez zgody nadzorującego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów może się skończyć karą 100 mln zł, a nawet więzieniem dla zarządów. Rynek nawet mocno nie protestuje przeciwko samemu pomysłowi, ogromne zastrzeżenia budzi jednak forma wprowadzania tych przepisów, a zwłaszcza łącznie 150 dni na podjęcie decyzji przez UOKiK czy praktycznie otwarty katalog firm, które podlegają kontroli.

– Mówimy o ochronie przed potencjalnymi zagrożeniami, które mogą płynąć z bezpośrednich inwestycji zagranicznych państw trzecich, takich jak Chiny, na terytorium państw UE – mówi Paweł Wojciechowski, b. prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (dziś PAIH). Tłumaczy, że dyskusja o potrzebie obrony przed inwestycjami, fuzjami i przejęciami przez firmy z kilku konkretnych krajów spoza Europy, toczy się w Brukseli od kilku lat. Uwzględniane są tu wrażliwe sektory gospodarki, czyli infrastruktura krytyczna – sektor obrony narodowej, energetyka, transport, telekomunikacja czy technologie przyszłości. Ekspert wyjaśnia, że w UE panuje dziś przeświadczenie, że współpraca z Chinami powinna opierać się na zasadzie wzajemności – o której trudno mówić przy tak wielkiej nierównowadze po stronie chińskiego kapitału i gdy za inwestycjami prywatnych firm z Państwa Środka mogą stać interesy Pekinu.

Komisja Europejska przygląda się Polsce i prowadzi dialog z naszym rządem na temat mechanizmu planowanych zmian w celu zapewnienia ich zgodności z podstawowymi swobodami UE i zapobiegania nieuzasadnionym ograniczeniom przepływów inwestycyjnych w UE – dowiedziała się „Rz" w KE. Unijne rozporządzenie UE w sprawie badań bezpośrednich inwestycji zagranicznych wejdzie w pełni w życie w październiku 2020 r., a polskie zmiany mają dostosować krajowe przepisy do unijnych.

Tłumów brak

– Polska nie ma aż tak atrakcyjnych kąsków do przejęcia, jak atrakcyjna technologia, którą można by tanio kupić, czy firm o zasięgu globalnym – zauważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, który uważa, że bardziej zagrożeni są Niemcy, którzy wyspecjalizowali się w niszach o zasięgu globalnym. Wskazuje słabe strony rozwiązania, jak brak regulacji, np. gdy jeden fundusz będzie chciał wyjść z inwestycji i sprzedać swoje udziały innemu. Piętą achillesową projektu jest, jego zdaniem, brak konsultacji z biznesem. – Gdyby resort rozwoju wykazał odrobinę pokory i skonsultował się z biznesem, przepisy byłoby dużo lepsze – mówi Kaźmierczak.

Ryzyko przejęć przy tym obecnie niemal nie istnieje. – Inwestorzy są gotowi raczej na akwizycje firm, które są odporne na kryzys – mówi Rafal Śmigórski, partner w firmie doradczej Grant Thornton. Firma nawet sama zbadała temat. – Okresowe zawirowanie na rynku, które spowodowało wysoki poziom niepewności co do przyszłości, nie wywołało silnej aktywności inwestorów poszukujących oportunistycznych okazji – zauważa. Niepewność nie pozwala inwestorom ocenić, czy negatywne skutki pandemii nie będą nasilać się w przyszłości, a wobec tego, czy jest sens inwestować w branże, w których kryzys być może będzie się tylko pogłębiał – jak w turystyce, centrach handlowych czy lotnictwie. To stawia pod znakiem zapytania ewentualną oczekiwaną stopę zwrotu. Inwestorzy dziś wolą biznesy odporne na pandemię i z perspektywami rozwoju. Przy tym sam proces akwizycyjny trwa średnio kilka miesięcy, więc jego zakończenie może mieć miejsce w zupełnie innych okolicznościach niż rozpoczęcie.

Projekt krytykują oczywiście firmy obsługujące międzynarodowych klientów. – Uzasadnieniem dla wprowadzenia tak istotnego ograniczenia prywatnej własności miała być ochrona polskich przedsiębiorców przed ich przejęciem za bezcen przez inwestorów spoza UE, jednak ustawa w żaden sposób nie odnosi się do sytuacji, w jakiej dana spółka się znalazła – mówi Łukasz Targoszyński, adwokat z Baker McKenzie Krzyzowski i Wspolnicy sp.k.

Ograniczenia obejmą nie spółki w trudnej sytuacji, ale wszelkie spółki z branż uznanych przez rząd za strategiczne. – Szczególnie inwestorzy amerykańscy mogą być mocno dotknięci nowymi przepisami – zauważa Targoszyński i dodaje, że protekcjonizm jest obosieczna bronią.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA