fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Do Chin eksportujemy mniej niż do Czech czy Słowenii

Adobe Stock
Gigantyczny potencjał rynku żywności w Państwie Środka Polacy wykorzystują tylko w ułamku procentu. Jako tako radzi sobie jedynie branża mleczarska, powoli wraca też drób.

O Chinach jest ostatnio głośno nie tylko w kontekście wojny handlowej z USA, ale też małej afery szpiegowskiej, która nieoczekiwanie wybuchła w Polsce, w związku z aresztowaniem dyrektora w polskiej filii Huawei. Polscy producenci żywności zastanawiają się, jak nagłe napięcie w relacjach między Polską i Chinami wpłynie na nasz eksport, który i tak do tej pory jest wobec potęgi liczącego 1,4 mld konsumentów rynku wręcz śladowy.

Czytaj także: Przez ASF Polska traci miliony na eksporcie mięsa

Uspokajające sygnały

Polscy eksporterzy z niepokojem patrzą na rozwój sytuacji związanej z aresztowaniem dyrektora ds. sprzedaży firmy Huawei przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obawiają się podobnego napięcia, jakie pojawiło się między Chinami i Kanadą po aresztowaniu w grudniu dyrektor finansowej, a zarazem wiceprezesa i córki założyciela tego koncernu, Ren Zhengfei.

Tym razem władze chińskie wysyłają jednak uspokajające sygnały. Jak pisał na Twitterze dziennikarz Tomasz Sajewicz, korespondent Polskiego Radia w Chinach, tamtejszy MSZ wydał oficjalną notę, że Chiny mają nadzieję na współpracę z Polską, budowanie wzajemnego zaufania i utrzymania relacji. „Bardzo konsyliacyjna odpowiedź chińskiego MSZ wobec Polski po zatrzymaniu pracownika Huawei pod zarzutem szpiegostwa. Albo Chinom zależy na nietraceniu Polski ze swojej sfery wpływu, albo cisza przed burzą" – dodał.

Pytanie, jak rynek się zachowa w świetle dzisiejszej polityki, zadaje sobie dziś branża mleczarska, nasz główny eksporter do Chin. Tym bardziej że właśnie trwa wizyta Chińczyków z firm sprzedających polskie mleko na platformach internetowych koncernu Alibaba. – Na razie nie odczuliśmy żadnych sygnałów, by polskie produkty miały być przestać eksportowane – mówi „Rzeczpospolitej" Agnieszka Maliszewska, dyrektor biura Polskiej Izby Mleka. Budowę eksportu wspierały środki funduszu promocji mleka.

Mniej optymistyczny jest proszący o anonimowość przedstawiciel innej branży spożywczej. – Chińczycy są wrażliwi, czasem nie powiedzą, a zapamiętają. Cała nasza branża obawia się, że może to się odbić czkawką – mówi „Rzeczpospolitej". Jak dodaje, polscy eksporterzy są w Chinach w roli petenta, a nie poważnego gracza.

Ważne relacje

Polski eksport żywności i używek do Chin był wart w 2017 r. 432 mln zł (102 mln euro według Eurostatu), a w 2018 r. do października sięgnął 423 mln zł według danych GUS. – Niespełna 102 mln euro to bardzo mało. Więcej żywności wyeksportowaliśmy w tym okresie chociażby do Słowenii, gdzie mieszkają 2 mln osób, eksport do Czech był 14 razy większy niż do Chin – mówi „Rzeczpospolitej" Michał Koleśnikow, ekspert rynków rolnych w BOŚ. Blisko połowę eksportu (38 mln euro) stanowiły w 2017 r. produkty mleczarskie, drugie miejsce (9 mln euro) zajęła żywność dla niemowląt, cukier i słodycze to 8 mln euro.

Polskim firmom może pomóc porozumienie PAIH, zawarte w listopadzie z siecią Greenland, która ma w Chinach ok. tysiąca sklepów. PAIH i Greenland chcą stworzyć spółkę joint venture, która zajmie się dystrybucją polskiej żywności, celem jest zakup naszych produktów spożywczych o wartości 100 mln dol.

Wszyscy eksporterzy wskazują na powtarzające się błędy Polaków w Chinach. Relacje budowane są długo, ważny jest udział w targach i obecność na miejscu. – Jeśli ktoś chce zacząć współpracę z rynkiem chińskim i myśli, że zrobi to korespondencyjnie lub telefonicznie, to ma małe szanse w odniesieniu tam sukcesu. Tam są naprawdę inne zasady – mówi Jan Wolff, zastępca dyrektora ds. eksportu w SuperDrob.

Miniony rok najlepszy dla agencji

2,13 mld euro warte są projekty inwestycyjne, których realizację dopięła w 2018 r. Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH). To o 2,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Wszystkie razem mają przynieść 19,1 tys. nowych miejsc pracy. Przeszło połowa planowanych przedsięwzięć to reinwestycje. – 2018 r. był najlepszym rokiem w historii agencji zarówno pod względem napływów kapitału, jak i liczby projektów inwestycyjnych, które kiedykolwiek obsłużyliśmy – powiedział Krzysztof Senger, p.o. prezesa PAIH, na spotkaniu z dziennikarzami w środę. Obecnie PAIH negocjuje 175 projektów o wartości 6,8 mld euro, gdzie łączna liczba deklarowanych miejsc pracy przekracza 33,3 tys. Pod względem liczby sfinalizowanych projektów dominowały inwestycje w sektorze usług dla biznesu (15), następnie w branży motoryzacyjnej (13) oraz w sektorze elektromobilności (6). Ten ostatni okazał się liderem w łącznej wartości zaplanowanych inwestycji (511,3 mln euro), wyprzedzając branżę motoryzacyjną (438,3 mln euro) i przemysł szklarski (350 mln euro). Największe zatrudnienie deklarowane jest w sektorze usług biznesowych, następnie w motoryzacji i logistyce. Przybyło zwłaszcza projektów zaawansowanych technologicznie. Do największych należy fabryka komponentów do baterii litowo-jonowych firmy Umicore, druga po LG Chem czołowa inwestycja w branży elektromobilności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA