fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Polska w strefie euro. To ciągle ma sens

Adobe Stock
Wejście Polski do strefy euro nadal powinno być jednym z najważniejszych tematów w Polsce. To korzystne dla gospodarki. To inwestycja w nasze bezpieczeństwo – przekonują ekonomiści.

W 2008 r. w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy ówczesny premier Donald Tusk złożył niespodziewaną deklarację: rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 r. Tusk przyznał, że cel będzie trudny do zrealizowania, ale możliwy. Zdanie to podzielała większość ekonomistów, a złoty na zapowiedź wejścia Polski do strefy euro umocnił się. Deklarację premiera z entuzjazmem przyjęli też przedsiębiorcy.

W 2008 r. Polska nie spełniała dwóch z pięciu kryteriów z Maastricht, które stawiano przed kandydatami do strefy euro. Mieliśmy problem z inflacją oraz zbyt rozchwianym kursem złotego. Za progiem czaił się już jednak światowy kryzys gospodarczy, który marzenia o euro zepchnął na dalszy plan. W kolejnych latach musieliśmy się zmagać z nadmiernym deficytem w finansach publicznych. A kiedy już udało się go opanować, władzę w Polsce przejął PiS, który nie dość, że zlikwidował stanowisko pełnomocnika rządu do spraw euro, to wyprowadził z nadzorowanych przez siebie urzędów flagi UE. Czy euro w Polsce straciło sens?

Czytaj także: Nie zapominajmy o euro

Euro: topowy temat

– Nasze wejście do strefy euro powinno być jednym z topowych tematów – przekonuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Nie ma sensu odsuwanie przyjęcia euro. Korzyści z tym związane, choćby znacznie niższe stopy procentowe, już dziś przydałyby się naszej gospodarce – dodaje.

Czytaj także: Grzegorz W. Kołodko: Euro to także korzyści polityczne

Podobnego zdania są inni ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy. – W chwili akcesji do UE Polska zobowiązała się do przyjęcia euro – przypomina prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

– To wciąż ma sens. W dalszej perspektywie korzyści z akcesji będą przeważać. To choćby wzrost wymiany handlowej i zagranicznych inwestycji bezpośrednich, likwidacja ryzyka kursowego, obniżka stóp procentowych. Wejście do strefy euro byłoby impulsem prorozwojowym dla naszej gospodarki – uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego, głównego ekonomisty PwC, wprowadzenie euro jest korzystne dla dobrze zarządzanej gospodarki. - Trzeba więc poprawić zarządzanie i ustabilizować finanse państwa – mówi.

Ideę przyjęcia europejskiej waluty niezmiennie popiera też prof. Grzegorz Kołodko, były wicepremier i minister finansów. – Na gruncie ekonomicznym nie mam wątpliwości, że byłoby to korzystne dla polskiej gospodarki na dłuższą metę i, co więcej, również w kategoriach politycznych poprawiłoby znakomicie pozycję Polski, a także przyczyniło się do poprawy pozycji Unii Europejskiej w świecie – tłumaczy prof. Kołodko (wywiad z nim publikujemy na str. A27).

Zdaniem Jakuba Borowskiego wejście do strefy euro zwiększyłoby w sposób trwały polskie bezpieczeństwo. – Po akcesji stalibyśmy się częścią świata finansowego. Ewentualny atak na Polskę byłby atakiem na strefę euro. To niedoceniany argument. Tymczasem jako kraj NATO, a także ze względu na nasze położenie geopolityczne, musimy inwestować w armię i obronność ogromne pieniądze. Euro jest taką inwestycją. W dużej części dlatego do strefy euro przystąpiły kraje bałtyckie – tłumaczy Borowski.

Nie straszyć euro!

Rządzący nie słuchają tych argumentów. Tymczasem do przyjęcia euro konieczna będzie zmiana konstytucji. – Potrzebna jest do tego większość konstytucyjna, czyli poparcie co najmniej 307 posłów. W tej chwili takiej większości nie ma. Kiedy może się pojawić? W moim odczuciu dopiero, gdy dojdzie do rozłamu w PiS albo gdy PiS po prostu przestanie rządzić. To nie jest kwestia najbliższych lat – mówi prof. Gomułka.

– Staram się być realistą. Wejście do strefy euro jest korzystne i powinno nastąpić jak najszybciej, ale są uwarunkowania polityczne. Inicjatywa w tej sprawie należy do rządu. Ten tymczasem zlikwidował stanowisko pełnomocnika do spraw integracji ze strefą euro. Teraz powinien je przywrócić. Konieczne jest przygotowanie mapy drogowej naszego dojścia do strefy euro oraz bieżące raporty o korzyściach z przyjęcia unijnej waluty – mówi Jankowiak.

Prof. Gomułka apeluje do przywódców PiS, by przestali straszyć strefą euro i opowiadać, że Polska może zacząć myśleć o przystąpieniu, dopiero, jak ta pierwsza pokona wewnętrzny kryzys i zreformuje się. - To manipulacja. W strefie euro nie było kryzysu. Kilka krajów miało problemy, ale dziś sytuacja jest stabilna. Nie widać zagrożenia kryzysem. Wszystko jest pod kontrolą – mówi główny ekonomista BCC. Zwraca też uwagę, że zadowolenie Polaków z członkostwa w UE sięga dziś 80–85 proc. – Nie ma dużego zagrożenia polexitem. Partia, która by to proponowała, traciłaby poparcie. Wie to nawet PiS – uważa.

– Nie przejmowałbym się niedawnym sondażem, z którego wynika, że 47 proc. Polaków uważa, iż lepsza przyszłość czeka nas poza UE. To jednostkowy wynik, niespójny z rezultatami innych badań. Polacy są największymi euroentuzjastami – wtóruje mu Jakub Borowski. Zwraca też uwagę, że lepiej być przy stoliku, niż nie być. – To daje większy wpływ np. na wielkość budżetu, który będzie nam przyznany w przyszłości – przekonuje.

Prof. Gomułka zwraca uwagę, iż PiS mówi, że wejdziemy, ale nie mówi kiedy. – Trzeba apelować o podanie daty wejścia. O przygotowanie programu dojścia do strefy euro. Nasz akces do niej powinien być celem strategicznym, ponad podziałami politycznymi. Rząd powinien przekonywać Polaków do wejścia do strefy euro – mówi główny ekonomista BCC.

– Przyjęcie euro to dziś raczej wybór polityczny, a nie ekonomiczny. Większość Polaków boi się podwyżek cen związanych z przyjęciem euro. Trzeba więc ten proces przygotować tak, by ich nie było. To zadanie dla polityków. Potrzebna jest też kampania informacyjna, która sprawi, że Polacy przestaną się bać podwyżek – przekonuje prof. Witold Orłowski.

Eurostat o poziomie życia w krajach UE i strefy euro

Europejski urząd statystyczny tłumaczy, że rzeczywista indywidualna konsumpcja (AIC) jest miarą dobrobytu materialnego gospodarstw domowych. Ze wstępnego szacunku za 2018 r. wynika, że AIC na mieszkańca wahała się od 56 proc. do 132 proc. średniej w Unii Europejskiej. Najwyższy poziom odnotowano w Luksemburgu, gdzie AIC była o 32 proc. wyższa od średniej unijnej. Polska znalazła się w tym zestawieniu w grupie krajów z AIC poniżej średniej unijnej. PKB na mieszkańca wahał się od 50 proc. w Bułgarii do aż 254 proc. średniej unijnej, w przypadku Luksemburga. Także tu Polska znalazła się w grupie państw znacząco odstających od średniej dla UE. Średnie AIC oraz PKB dla krajów strefy euro były przy tym nieco wyższe niż dla całej UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA