fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#PROSTOzPARKIETU: Maciej Jacenko: Przy posiłku trzeba myśleć o kolejnym polowaniu

Rzeczpospolita.tv
Gościem czwartkowego Parkiet TV był Maciej Jacenko, dyrektor departamentu rynków kapitałowych w Haitong Banku, który zdradzał kulisy procesu IPO.

Czy spółki same zgłaszają się do pośredników z pomysłem upublicznienia, czy to wy sami musicie szukać firm, które mogłyby zadebiutować na GPW?

Jest to proces bardzo niejednorodny. W większości przypadków to jednak domy maklerskie szukają potencjalnych emitentów. Brokerzy prowadzą własne listy rankingowe, szukają spółek, patrząc na ich wielkość, przychody, zyskowność i w ten sposób typują firmy, z którymi mogłyby wejść w bezpośrednie relacje i używając różnych argumentów, przekonać je do debiutu. Trzeba przy tym pamiętać, że giełda dla spółek jest tylko jedną z opcji strategicznych. Oczywiście zdarzają się też sytuacje, kiedy to emitenci sami zgłaszają do domów maklerskich z pomysłem upublicznienia. Z takimi przypadkami mamy często do czynienia wówczas, kiedy właścicielami spółek są profesjonalni inwestorzy, m.in. fundusze private equity. Na pewno jednak istotną częścią dnia pracy bankiera inwestycyjnego jest aktywne myślenie o pozyskaniu nowych klientów. Nazywam to „kulturą łowiecką", czyli przy każdym posiłku trzeba myśleć już o kolejnym polowaniu.

Jakie są największe obawy spółek w związku z procesem IPO i upublicznieniem firmy?

Przede wszystkim upublicznienie to istotna zmiana w życiu każdej spółki. Mówimy bowiem o dopuszczeniu do niej nowych akcjonariuszy, zmianach statutowych, corporate governance, obowiązkach informacyjnych. To są z reguły te elementy, które potencjalni emitenci poważnie biorą pod uwagę. Dlatego ważne jest znalezienie argumentów, które przeważą jednak szalę na korzyść upublicznienia. Wśród nich można wymienić m.in. potencjalne zachowanie kontroli przy pozyskaniu nowego kapitału na atrakcyjnych warunkach. Jeśli ze strategicznego punktu widzenia potencjalny emitent uzna, że pozyskanie kapitału tą drogą jest najlepsze, to cała reszta staje się proceduralną formalnością. Zatrudnienie dobrego banku inwestycyjnego, z dużym doświadczeniem do tego procesu sprawia, że jest on w większości przypadków bezbolesny.

Ile czasu mija od nawiązania współpracy z firmą do momentu wprowadzenia jej na giełdę?

Są różne przypadki i nie ma jednej prostej odpowiedzi na to pytanie. W uproszczeniu można jednak powiedzieć, że taki proces trwa około sześciu miesięcy. Można go podzielić na trzy główne etapy. Pierwszy to etap przygotowań, w którym dom maklerski i inni doradcy przeprowadzają proces due diligence i już na tym etapie koncentrują się na poprawnym napisaniu prospektu emisyjnego. Etap drugi to sama procedura zatwierdzania prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Etap trzeci, już po zatwierdzeniu prospektu, to etap tzw. marketingu. Podczas niego emitent spotyka się z inwestorami instytucjonalnymi, prowadzi kampanię reklamową, a dom maklerski w imieniu emitenta przyjmuje zapisy na akcje.

A co z waszej perspektywy, czyli pośrednika, jest najtrudniejsze w procesie IPO?

Samo przekonywanie potencjalnych emitentów do giełdy już jest dużym wyzwaniem. Często są to procesy, które trwają wiele miesięcy, a nawet lat. Jeśli chodzi zaś o sam proces IPO, to największym wyzwaniem jest jego efektywna koordynacja. Musimy bowiem pamiętać, że w taki proces zaangażowanych jest wiele stron. Oprócz samej spółki, mamy różnych doradców, kancelarie prawne, audytora, agencje PR czy IR. Harmonogram prac z reguły jest bardzo napięty i wymaga współpracy wszystkich stron. Rolą banku inwestycyjnego jest właśnie koordynacja całego procesu tak, aby dopiąć go według założonego wcześniej harmonogramu. Praktyka pokazuje, że ten kilkumiesięczny okres to czas naprawdę bardzo intensywnej pracy.

Często można usłyszeć, że w ofercie bierze udział kilka firm inwestycyjnych. Na jakiej zasadzie są one dobierane i kto o tym decyduje?

Budowa konsorcjum nie jest wymagana ani konieczna. Faktycznie są jednak sytuacje, kiedy wielkość i model biznesowy spółki, czy też sama wielkość oferty, sugerująca, że potrzebne będzie szerokie dotarcie do inwestorów w Polsce i za granicą, sprawiają, że korzystne jest rozszerzenie składu konsorcjum. W takiej sytuacji emitent koncentruje się przede wszystkim na wyborze wiodącego domu maklerskiego, tzw. globalnego koordynatora, a na późniejszym etapie w porozumieniu z tym globalnym koordynatorem dokonuje się wyboru pozostałych członków konsorcjum. W tym wyborze pod uwagę branych jest kilka czynników: doświadczenie brokera w prowadzeniu transakcji w branży, którą reprezentuje emitent, szerokość dotarcia do potencjalnych inwestorów czy też ekspertyzy analityczne. Ostateczną decyzję, kto wejdzie do konsorcjum, podejmuje emitent, ale często dzieje się to po konsultacji z globalnym koordynatorem.

Przy okazji ofert publicznych słyszymy też, że instytucje zgłaszają popyt na akcje, a dopiero później są zapisy. Czy możliwa jest sytuacja, w której firma zgłasza popyt, ale ostatecznie nie decyduje się na zakup walorów?

Z prawnego punktu widzenia instytucja zgłaszająca deklarację objęcia akcji nie ma formalnego przymusu, aby je kupić. W praktyce odbywa się to tak, że w trakcie budowania księgi popytu, czyli rozmów maklerów z inwestorami, ci drudzy deklarują swój popyt przy określonych poziomach cenowych. Na tej podstawie tworzy się księgę popytu, która później jest poddana analizie przez domy maklerskie biorące udział w ofercie, jak również przez emitenta. Domy maklerskie składają swoją rekomendację dotyczącą ostatecznej alokacji akcji, którą zatwierdza emitent. Po zakończeniu alokacji domy maklerskie składają propozycje zapisów na akcje do wybranych inwestorów, którzy opłacają akcje. Może się zdarzyć, że jakiś inwestor odmówi złożenia zapisu, objęcia i opłacenia walorów. Jest to ryzyko emitenta. W praktyce do takich sytuacji nie dochodzi. Rynek opiera się na zaufaniu i myślę, że żaden z inwestorów instytucjonalnych nie chciałby być obciążonym negatywną opinią tego, który wycofał się z oferty.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA