fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

Nie chcemy już kredytów walutowych

Fotorzepa/ Dominik Pisarek
Strach i prosta ekonomiczna kalkulacja wpływają na wybór kredytu mieszkaniowego.

W połowie 2018 roku czynne kredyty mieszkaniowe miało ponad 3,8 mln Polaków - podają Emmerson Realty i Otodom. - W porównaniu z czerwcem 2017 roku przybyło 102,6 tysięcy nowych kredytobiorców. Dane Biura Informacji Kredytowej jednoznacznie wskazują, że zainteresowanie kredytobiorców zdecydowanie koncentruje się na zobowiązaniach złotówkowych, których liczba systematycznie się zwiększa. Kredyty w walutach nie cieszą się dzisiaj dużym wzięciem.

- Kredyty walutowe praktycznie nie są już u nas udzielane - mówi Jarosław Krawczyk z serwisu Otodom. - Stopniowo obniżająca się liczba osób, które spłacają takie zobowiązania wynika z dwóch głównych przyczyn: ze strachu i z prostej ekonomicznej kalkulacji. Sporą część spłacanych kredytów stanowią w tym przypadku te udzielone w latach 2006-2008, a więc w okresie boomu mieszkaniowego, który nastąpił po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Łukasz Żurowski, ekspert rynku nieruchomości i współwłaściciel firmy Fides Estate przypomina, że w bankach królowały wtedy kredyty we franku szwajcarskim, które ze względu na ówczesny atrakcyjny kurs walutowy były sporo tańsze od tych w rodzimej walucie. - Niższa cena szła jednak w parze z dodatkowym ryzykiem walutowym, z którego znaczenia niewiele osób zdawało sobie do końca sprawę. Ryzykiem, które zmaterializowało się po upadku banku Lehman Brothers i rozpoczęciu kryzysu finansowego. Zmiany poziomu notowań złotówki w relacji do franka sprawiły, że wartości kredytów mieszkaniowych w tej drugiej walucie urosły do niebotycznych rozmiarów - mówi.

- Niejednokrotnie wartość tych kredytów znacznie przekracza wartość samej nieruchomości. Dzisiaj osoby starające się o pieniądze z banku, wyciągając wnioski z tamtej lekcji, szerokim łukiem omijają kredyty walutowe - dodaje Jarosław Skoczeń Emmerson Realty. - Poza tym kredyty walutowe nie są po prostu już tak atrakcyjne jak przed dziesięciu laty. Przyczyniły się do tego zmiany kursów walutowych oraz sukcesywnie wprowadzane rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego, których celem było ograniczenie podaży takich kredytów.

Eksperci zauważają, że wzrost liczby osób, które mają czynne kredyty mieszkaniowe pociąga za sobą wzrost łącznego zadłużenia z tego tytułu. Pomiędzy czerwcem 2017 a czerwcem 2018 roku przyrost wyniósł 13 mld zł. - Należy pamiętać, że z jednej strony nowo udzielane kredyty mieszkaniowe przekładają się na wzrost tej kwoty. Z drugiej zaś na bieżąco spłacane zobowiązania przyczyniają się do jej obniżenia. W przypadku kredytów złotówkowych na przestrzeni wskazanych 12 miesięcy zadłużenie z tytułu zobowiązań złotówkowych wzrosło o 26,6 mld zł. Jeśli chodzi o zobowiązania w obcych walutach odnotowany został spadek o 13,6 mld zł - podaje Łukasz Żurowski.

- Wartość zadłużenia wynikająca z kredytów mieszkaniowych na koniec 2017 roku stanowiła jedną piątą wartości PKB - zauważa Jarosław Krawczyk. - Zgodnie z danymi BIK między rokiem 2007 a 2017 odsetek ten uległ podwojeniu. Z poziomu 10,4 proc. w roku 2007 do 20,3 proc. dziesięć lat później.

Kamil Zabrocki, prezes Beaver Peak Resort&Gallery, zaznacza, że w krajach starej piętnastki europejskiej wspólnoty zadłużenie z tytułu kredytów mieszkaniowych w relacji do PKB jest kilkakrotnie wyższe. - W niektórych przypadkach przekracza nawet tę wartość. Należy więc oczekiwać, że wraz ze zbliżaniem się polskiego PKB do unijnej średniej i rosnącymi wynagrodzeniami, konsekwentnie zwiększać się będzie również zadłużenie z tytułu kredytów mieszkaniowych - ocenia.

Eksperci podkreślają, że kredyty walutowe, także te we franku szwajcarskim charakteryzują się większą terminowością spłat niż zobowiązania złotówkowe. - Przykładowo wśród kredytów mieszkaniowych udzielonych w 2010 roku w polskich złotych w czerwcu 2018 roku obsługa 2,4 proc. zobowiązań pozostawała opóźniona powyżej 90 dni - wskazują. - Ten sam wskaźnik dla kredytów walutowych był wtedy o dwie trzecie niższy i wynosił 0,8 proc. Może to wynikać z nagłośnienia w ostatnich latach sytuacji frankowiczów, co przekłada się na to, że osoby spłacające kredyty walutowe mają większą świadomość ryzyka walutowego, przez co bardziej pilnują terminów spłaty i chcą, jak najszybciej pozbyć się wiszącego nad głową zobowiązania.

Największy odsetek umów opóźnionych w obsłudze o ponad 90 dni w czerwcu 2018 roku przypadał na kredyty udzielone w 2008 roku. - Dotyczyło to i kredytów złotówkowych, i tych walutowych. W pierwszym przypadku zaległości dotyczyły 5,1 proc. umów, a w drugim 3,2 proc. - wskazuje Jarosław Skoczeń.

- Przyznawane wtedy kredyty to te najbardziej ryzykowne, choć, zwłaszcza w drugiej połowie 2008 roku, pojawiało się coraz więcej sygnałów - w Polsce i za oceanem - świadczących o kończącym się prosperity, to jednak jeszcze w tym roku ceny mieszkań uzyskiwały niebotyczne, dzisiaj często nieosiągalne poziomy. Kupujące wówczas mieszkania osoby nierzadko przeceniały swoje możliwości finansowe i płaciły ceny z samego szczytu bańki mieszkaniowej- wyjaśnia Kamil Zabrocki. - Z tego w większości wynikają dzisiejsze problemy ze spłatą kredytów mieszkaniowych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA