fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Finanse państw UE wymagają reform

Bloomberg
UE zastanawia się, jak zreformować system zarządzania gospodarczego. Obecne pokryzysowe reguły są zbyt skomplikowane i nie w pełni przestrzegane.

Komisja Europejska ogłosiła w środę, że do końca roku czeka na pomysły, jak zmienić reguły dyscyplinujące kraje członkowskie i zachęcające je do prowadzenia antycyklicznej polityki. To oficjalne przyznanie, że obecnie obowiązujące ramy nie są doskonałe.

Czytaj także: Przykre konsekwencje przekroczenia unijnego limitu deficytu

– Mamy za sobą siedem lat nieprzerwanego wzrostu, kolejne lata też będą dobre, nastąpiła większa gospodarcza konwergencja – chwalił się Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący KE ds. gospodarki służącej ludziom. Żadne z państw członkowskich nie jest obecnie objęte częścią naprawczą paktu stabilności i wzrostu, czyli tzw. procedurą nadmiernego deficytu.

W 2011 roku było ich aż 24. Jednak Komisja podkreśla, że tempo reform osłabło. Brak widma kryzysu nie motywuje rządów do bolesnych reform i oszczędności.

Czytaj także: Wspólna waluta w połowie zreformowana

Podstawowe zasady dyscyplinujące finanse publiczne państw członkowskich to wprowadzone w 1992 roku limity 3 proc. produktu krajowego brutto dla deficytu sektora finansów publicznych i 60 proc. PKB dla długu publicznego. W 1997 roku uzgodniono pakt stabilności i wzrostu, który stał się podstawą działania strefy euro. Podstawowe zmiany w architekturze gospodarczej wprowadzono po kryzysie finansowym z 2008 roku, gdy okazało, że przestrzeganie zasad PSW nie chroni przed załamaniem gospodarczym. To wtedy uchwalono kolejne pakiety regulacji, tzw. dwupak i sześciopak. – Wyciągnęliśmy wnioski z kryzysu, takie jak: konieczność oszczędzania w dobrych czasach, znaczenie długu publicznego, a nie tylko deficytu, wreszcie rola nierównowag makroekonomicznych – mówił Dombrovskis.

Jednak to tylko zalecenia, do których państwa członkowskie nie w pełni się stosują, bo – jak mówi ten sam Dombrovskis – problemem jest ciągle wysoki dług publiczny w wielu państwach UE; fakt, że polityka fiskalna nie łagodzi cykliczności; wreszcie istnienie nierównowag makroekonomicznych. Nie zmieniono struktury finansów publicznych, tak aby stała się bardziej przyjazna dla wzrostu: państwa członkowskie nadal wolą zwiększać wydatki bieżące, niż chronić inwestycje. – Może nasze zasady stały się zbyt skomplikowane i trudne do wytłumaczenia – przyznaje wiceprzewodniczący KE. To utrudnia komunikację i obniża odpowiedzialność polityczną za ich wdrażanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA