fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Jak żyć w swoim kraju

Wikimedia Commons/Michaił Popow
Aleksiej Sieriebriakow o roli w filmie „Ukryta gra" i o pozycji aktora w Rosji.

W „Ukrytej grze" Łukasza Kośmickiego, która wchodzi na ekrany, zagrał pan generała radzieckiego kontrwywiadu. W okresie zimnej wojny ma on zidentyfikować szpiega wśród oficerów Układu Warszawskiego. Pana bohater z takim samym spokojem pali cygara, jak torturuje ludzi.

Ciekawi mnie kino gatunkowe, miałem wolny czas, a przede wszystkim pomyślałem, że dawno nie grałem w Polsce. Chętnie przyjąłem propozycję Łukasza Kośmickiego. I nie żałuję. Ciekawe doświadczenie.

Co jakiś czas naraża się pan swoimi rolami rosyjskim władzom. Pana bohater z filmu „9 kompania" pytał: Dlaczego jesteśmy w Afganistanie?

Niestety słyszał okrągłą, formalną odpowiedź. Bondarczuk twierdził, że młode pokolenie Rosjan miało duże poczucie winy za stalinizm i lata okupowania kawałka Europy i Azji, więc chciał zrobić film o bohaterstwie i godności. Ale odżegnywał się od polityki. Gdy oglądamy „9 kompanię", żal nam chłopców, którzy giną, ale nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje i po co.

Jednak już „Ładunek 200" był filmem bardzo mocnym. Tytuł to kryptonim dla transportu trumien z ciałami żołnierzy poległych w Afganistanie, a Aleksiej Bałabanow pokazał społeczność prowincjonalnego miasteczka, w którym przestały obowiązywać jakiekolwiek zasady moralne.

Teraz moi synowie mają 15–16 lat i chcę, by ten film obejrzeli. Bo wszystko wraca. Pojawiły się szklane pałace, ale nie zmieniła się mentalność ludzi, którzy przywykają do strasznego świata i uważają go za normę. I głosują za stabilizacją.

A Andriej Zwiagincew sportretował w „Lewiatanie" Rosję skorumpowaną, bezkarność władzy i jej związki z Kościołem.

Raz na trzy, cztery lata trafiam na znaczący projekt. Zagrałem w ponad 150 filmach. I „Lewiatan" jest wśród siedmiu, może ośmiu, które pokażę wnukom, gdy zapytają „Dziadku, co robiłeś w życiu?". Żeby zrozumieli, gdzie są ich korzenie, jaka jest ich narodowa przynależność, mentalność.

Wyemigrował pan przecież z rodziną do Kanady.

Wywiozłem dzieci, żeby nie rosły w Rosji. Ale sam wciąż tam mieszkam i pracuję. Muszę utrzymać rodzinę, a to w Kanadzie kosztuje: sama prywatna szkoła, w której uczą się synowie, to 48 tysięcy dolarów rocznie. Więc gram dużo, a moje pobyty w Kanadzie to raczej odwiedziny.

Grał pan w głośnym serialu BBC „McMafia", mógłby pan pewnie zbudować karierę za oceanem.

Nie mam presji, żeby zaczynać wszystko od nowa w wieku 55 lat. Wyreżyserowałem w Kanadzie spektakl, zagrałem w kilku filmach. Ale pracuję tam rzadko.

A może aktorowi trudno odciąć się od korzeni?

W Rosji się urodziłem i nauczyłem się żyć. Znam panujące tam zasady i prawa. Podoba mi się wiele rzeczy, no, może poza brudnym śniegiem, brakiem słońca i niekończącą się agresją. I tak już jest: wdychasz powietrze swojego kraju i – chcesz czy nie – stajesz się patriotą. Możesz wyemigrować i wybudować swoje życie gdzie indziej. Niektórym się to udaje. Ale we własnym kraju, w swoim powietrzu jest łatwiej się spełnić. To jest jak kałuża. Czasem upadniesz, pobrudzisz się, ale wstajesz i idziesz dalej.

Nawet jeśli jest ciężko?

Dla artysty nie ma to znaczenia. Bywa, że im ciężej tym lepiej. Ale na co dzień staram się nie myśleć w kategoriach patriotycznych. Po prostu mam w Rosji swoją pozycję i pracę. A czasem zdarzają się ciekawe projekty.

Jak pan ocenia rosyjskie kino?

Mamy mocny przemysł serialowy, który daje dużo pracy filmowcom i aktorom. W kinach pojawiają się czasem filmy wysokobudżetowe, adresowane, jak na całym świecie, do chcących się rozerwać 14–15-latków. I są filmy autorskie, niszowe. Zwiagincewa, Chlebnikowa, Sieriebriennikowa, kilku innych. Doszliśmy więc do sytuacji, która jest na świecie.

Jak wygląda w Rosji wolność autorów kina? „Lewiatan" długo nie mógł trafić tam na ekran.

Jeśli w scenariuszu nie ma niczego, co dotyka prezydenta, pracy w służbach specjalnych, patriarchatu, jesteś wolny. Jeśli o takie tematy się otarłeś, nie masz wolności. A różne ograniczenia są wszędzie, w Kanadzie też się je czuje. Ale Rosja jest szczególnie groźna. Sencow pięć lat spędził w łagrze. Sieriebriennikow trafił prawie na dwa lata do aresztu domowego z wątpliwymi zarzutami defraudacji dotacji w teatrze. Nie trzeba było kręcić „Ucznia", to robiłby spokojnie swoje spektakle. Sam rozumiem, że muszę uważnie dobierać słowa.

Półtora roku temu przedstawiciele jednej z partii zwrócili się do ministra kultury, żeby nie angażować do finansowanych przez państwo filmów aktorów wyrażających się niepochlebnie o władzach Rosji.

Byłem na tej liście. Cóż, nasz parlament uchwalił wiele ustaw ograniczających wszystko, co tylko możliwe. Jeśli przyjmą ustawę, że nie mogę grać w filmach, odniosę się do tego ze zrozumieniem.

Czym jest dla pana kino?

Pracowałem ostatnio z wielkim Danielem Olbrychskim przy filmie „Van Gogi". To był dla mnie ważny film, dzięki Danielowi przeżyłem na planie emocjonalny wstrząs. Bo z kinem jest jak z literaturą. Czasem czytasz książkę i śledząc cudzy los, próbujesz zrozumieć, kim sam jesteś. Aktorstwo daje możliwość przeżywania cudzego życia, dzięki czemu możesz czasem zrozumieć swoje własne. Takich ról bywa niewiele. Ale zdarzają się, i wtedy, wracając do domu, odkrywasz dla siebie i o sobie coś nowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA