fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Fisheye”. Kobieta uwięziona we własnej pamięci

Piotr Adamczyk jako Marek w filmie „Fisheye”
Piotr Adamczyk jako Marek w filmie „Fisheye”
fot. mat.pras.
Psychologiczny thriller Michała Szcześniaka „Fisheye” z intrygującymi rolami Julii Kijowskiej i Piotra Adamczyka trafił od razu do Netfliksa.

W fabularnym debiucie Michała Szcześniaka młoda kobieta w laboratorium dokonuje odkrycia, które może przyczynić się do wynalezienia lekarstwa na raka płuc. Wraca do domu nad ranem. I wychodzi na chwilę do sklepu, bo lodówka pusta. Przy wyjściu z bloku stoi mężczyzna. Nagle robi się ciemno.

Potem jest pomieszczenie bez okien. Porywacz rozmawia z kobietą przez głośnik. Nazywa ją Alicją. „Pomyliłeś się – krzyczy ona. – Mam na imię Anna". Ale w dzieciństwie była właśnie Alicją. I jest wizjer, przez który może obserwować, co dzieje się w jej mieszkaniu. Widzi swojego partnera, szukających ją przyjaciół, policjanta, rodziców. Mijają dni, tygodnie, miesiące.

Na myśl przychodzi „Oldboy" Parka Chan-wooka o człowieku więzionym przez 15 lat przez porywacza czy „Pokój" Abrahamsona o kobiecie przetrzymywanej w piwnicy przez gwałciciela. Ale Michał Szcześniak niczego nie kopiuje. Bohaterowie „Fisheye" muszą zmierzyć się z własną przeszłością, z rodzinnymi dramatami, z tajemnicami wypieranymi z pamięci.

Michała Szcześniaka interesują chwile dla człowieka przełomowe. Kilka lat temu w dokumencie „Punkt wyjścia" towarzyszył kobiecie, która siedem lat odsiedziała za morderstwo. Jej stosunek do świata zaczął się zmieniać pod wpływem podopiecznej z domu pomocy społecznej, gdzie pracowała w ramach rehabilitacji. W „Fisheye" umiejętnie buduje napięcie, długo nie wiadomo, kim jest porywacz i czego chce. Przede wszystkim jednak ten film jest spojrzeniem na własne życie. Jakby człowiek, stając się niewidzialny, obserwował bliskich i dostrzegał to, czego zazwyczaj nie widzi.

Julia Kijowska pokazuje całą gamę możliwości, od arogancji i krzyku aż do lęku i cierpienia. Zapominając o swoim emploi uwodziciela, mroczną stronę natury eksploruje Piotr Adamczyk. Dobre role tworzą Ewa Błaszczyk i Wojciech Zieliński.

Zwraca uwagę wyjątkowa dbałość o formę, rzadka u debiutantów. Każdy kadr jest starannie skomponowany, a świetne zdjęcia Pawła Dyllusa budzą niepokój.

Nie da się przejść wobec tego filmu obojętnie. Zwłaszcza dzisiaj, gdy pandemia wymusiła izolację, spotęgowała samotność, zachęciła do refleksji. I widz musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy obejrzał psychologiczny thriller, czy psychodramę, w której bohaterka zanurzyła się we własną przeszłość, by móc żyć dalej. Albo odejść.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA