fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Oto my”. Czy bezgraniczna miłość jest dobra

Film Oto my
fot. mat.pras.
„Oto my" Izraelczyka Nira Bergmana to niezwykła historia więzi między ojcem i synem. Od piątku film na naszych ekranach.

Żyją razem w domu, w nadmorskiej, pięknej miejscowości. Syn jest niepełnosprawny, choruje na autyzm. Ojciec, rysownik, zrezygnował ze świetnie rozwijającej się kariery, nawet ze współpracy z „New Yorkerem" i poświęcił się dla niego.

Ojciec kocha syna ponad wszystko. Rozumie każdy jego gest, potrafi wyczuć jego nastrój, jego potrzeby. Wie, że Uri uwielbia filmy Charliego Chaplina, zwłaszcza „Brzdąca", że boi się ślimaków, że lubi jeść makaron-gwiazdki i kocha wycieczki rowerowe. Uri ponadto tylko przy ojcu czuje się bezpiecznie. Wciąż pyta go o wszystko: „Czy ja lubię myć zęby?", „Czy ja lubię żółty kolor?", „Czy ja lubię mamę?"

Żona przed laty zostawiła Aharona z autystycznym synem, sama zajęła się zdrowymi dziećmi, czasem tylko Uriego odwiedza. Gdy chłopiec staje się pełnoletni, matka postanawia oddać go do ośrodka dla niepełnosprawnych – luksusowego, ze świetną opieką, z zajęciami rozwijającymi zainteresowania i talenty podopiecznych. Chce, żeby chłopak zyskał trochę samodzielności.

„Co będzie, jak ciebie zabraknie?" – żona pyta Aharona. Ojciec zgodzi się więc odwieźć syna do ośrodka, ale gdy po drodze Uri wpada w histerię, razem uciekają.

Wbrew pozorom „Oto my" nie jest jednak opowieścią jednoznaczną. Reżyser pokazuje miłość i oddanie ojca, ale też ogromne uzależnienie od siebie dwojga ludzi. Uri jest z ojcem szczęśliwy, czy jednak nie ma prawa do odrobiny niezależności? A ojciec? Czy całkowita rezygnacja z własnego życia to jedyna droga?

Film urodzonego w Haifie w 1983 r. Nira Bergmana powstał na podstawie osobistej historii scenarzystki Dany Idisis, która ma autystycznego brata. „Relacja mojego brata i ojca jest niezwykła. Rozumieją się bez słów, a ich związek jest zabawny i symbiotyczny: oni dwaj przeciwko całemu światu, żyjący w ochronnej bańce. Czasem zbyt ochronnej – wyznaje Dana Idisis, odnosząc się również i do własnych doświadczeń. – Piszę o nich z potrzeby podzielenia się z innymi szczególną, męską relacją, a także sposobem postrzegania świata i największym lękiem, jaki wisi zarówno nad nimi, jak i nade mną: co się stanie, gdy w końcu nadejdzie ta nieunikniona chwila, w której będą musieli się rozstać?

Dana Idisis dodaje też: – Dla mnie nie jest to film o autyzmie, lecz o nieuchronnym momencie rozstania rodziców z dziećmi.

Bohaterowie filmu Nira Bergmana dojrzewają do tego, by – zachowując wielką miłość – pójść jednak bardziej własnymi drogami. Syn przestaje się panicznie bać samodzielności, ojciec natomiast zaczyna rozumieć, że Uri może mieć własne sprawy. Może też kiedyś pomyśli, że i on sam nie musi żyć wyłącznie dla syna.

Nir Bergman, opowiadając o niepełnosprawności, nie szuka sensacji. Nie próbuje też wzbudzić w widzu litości. Opowiada tę historię w piękny i delikatny sposób, tworząc jasne, pełne ciepła obrazy. Tu nie czuje się żadnego przekłamania, ale jednocześnie reżyser nie proponuje łatwych diagnoz.

Każdy widz musi zatem sam sobie odpowiedzieć, czy jakakolwiek instytucja może być lepsza od miłości rodzica. I czy osoba niepełnosprawna psychicznie może mieć kawałek własnego życia, które nie będzie kontrolowane przez najbliższych.

„Oto my" świetnie się ogląda, także dzięki znakomitym rolom Shaiego Avivi, który gra Aharona, i Noama Imbera – Uriego. To również oni sprawiają, że film głęboko zapada w pamięć widza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA