Reklama

"Płomienie": Historia trzymająca widza w napięciu

Niespełniona miłość, zbrodnia, trudny świat - tak południowokoreańskie „Płomienie” wciągają widza do gry. Film już na ekranach.
Jong-seo Jun, odtwórczyni głównej roli w „Płomieniach”

Jong-seo Jun, odtwórczyni głównej roli w „Płomieniach”

Foto: Aurora Films

To czarny koń tegorocznej rywalizacji oscarowej. Nie wydaje się, by „Płomienie” miały szansę na statuetkę, ale są już na krótkiej liście dziewięciu tytułów i nominacja jest w zasięgu ich możliwości.

Reklama
Reklama

Akcja „Płomieni” jest luźno oparta na opowiadaniu Murakamiego „Spalenie stodoły”. Teoretycznie można ją opowiedzieć klarownie i logicznie, ale południowokoreański reżyser Lee Chang-dong miesza gatunki, zmienia tropy, wybija z wytartego sposobu myślenia.

Bohater, młody chłopak Yong-soo, który żyje bardzo skromnie z dorywczych prac, jeździ starą półciężarówką i chce zostać pisarzem, spotyka koleżankę z dzieciństwa. W jej mikroskopowym mieszkaniu dziewczyna i chłopak spędzają noc.

Zaraz jednak potem Hae-mi wraca z wycieczki do Afryki z Benem, młodym bogatym biznesmenem, którego poznała w podróży. Na lotnisku nie wsiądzie już do gruchota Yonga-soo, lecz do porsche, które przyjechało po Bena.

Reklama
Reklama

Para próbuje z Yongiem-soo utrzymać przyjazne relacje, on jednak mocno przeżywa odrzucenie. Co więcej, zakochany w Hae-mi zaczyna podejrzewać, że jej nowy partner jest seryjnym mordercą kobiet. A sam Ben przyznaje, że ma specyficzne hobby: co jakiś czas podpala stare, opuszczone szklarnie.

W „Płomieniach” nic nie jest jednak jednoznaczne. Gdy bohaterka wyjeżdża do Afryki, Yong-soo w jej malutkim mieszkaniu karmi kota, który nigdy nie pokazuje się obcym. Istnieje naprawdę? Czy nie? W jednej ze scen dziewczyna obiera ze skórki nieistniejącą mandarynkę. Obrazek jak z pantomimy albo jak z „Powiększenia” Antonioniego.

Wszystko w filmie Lee Chang-donga jest metaforą, nic nie jest pewne. Ile z tych zdarzeń zrodziło się w umyśle aspirującego pisarza, ile dzieje się naprawdę? Kim są bohaterowie opowieści? Co jest prawdą, a co tylko nadinterpretacją wrażliwego chłopaka? Jaką rolę odgrywa w tej opowieści przeszłość? Wśród tych rozmaitych tropów widz zaczyna się gubić. Ale o to właśnie chodzi reżyserowi.

Ktoś spojrzy na „Płomienie” jak na opowieść o trudnej miłości. Ktoś inny dostrzeże w nich przede wszystkim historię kryminalną. Albo dramat społeczny o ludziach pochodzących z różnych klas, mających bardzo różny punkt startu. A może też metaforę współczesnego społeczeństwa, które rodzi w ludziach niepewność i zagubienie.

W filmie Lee Chang-donga mamy samotność, niespełnienie, tęsknotę za szczęściem, które wciąż wymyka się z rąk. Wśród naturalistycznych obrazów rodzi się coś więcej niż tylko kino gatunkowe: opowieść o zagubionych wartościach i ludziach, którzy nie mają w świecie oparcia.

– Zręczność Chang-donga Lee w opowiadaniu o interakcjach międzyludzkich sprawia, że „Płomienie” trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty – pisał recenzent nowojorskiego „Village Voice”. Coś w tym jest. Film doświadczonego, 64-letniego reżysera, twórcy m.in. „Sekretnego światła” i „Poezji”, mimo wolnego tempa rzeczywiście wciąga i intryguje.

Film
Oscary rozdane. Do kogo trafiły najważniejsze statuetki?
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Film
Maciek Szczerbowski, emigrant doby stanu wojennego, zdobył Oscara
Film
Dwa Oscary i kontynuacja na Netfliksie. Wielki sukces koreańskiej animacji
Film
„Pan Nikt kontra Putin”: narastająca propaganda reżimu obejmuje nawet dzieci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama