Felietony

Kuź: Irański kocioł

Hasan Rowhani
AFP
Prezydent Hasan Rouhani ostrzegł Donalda Trumpa, iż wojna z Iranem może się okazać „matką wszystkich wojen".

Faktycznie Iran, inaczej niż Syria czy na przykład Ukraina (państwa ważne, lecz w swym międzynarodowym otoczeniu peryferyjne), jest centralną potęgą regionu, który jest kluczowy dla światowej energetyki i handlu. To wystarczy, by wokół tego, co się dzieje z Iranem, tworzyły się zupełnie nowe globalne sojusze. Chiny już zapowiedziały, że wbrew sankcjom ponownie nakładanym przez USA będą nadal importować irańską ropę. Z Teheranem współpracuje też Rosja, zupełnie zaś nie chce współpracować Izrael. Znając proizraelskość Donalda Trumpa i sądząc na podstawie jego wypowiedzi po ostatnim spotkaniu z Putinem, mógł on za zamkniętymi drzwiami starać się nakłonić gospodarza Kremla, by ten zmienił zdanie w sprawie Iranu. Kto wie, może mowa była nawet o tym, by Rosja pomogła wyprzeć podległe Teheranowi siły z Syrii? Putin raczej jednak się nie da przekonać. Coraz wyraźniej w sprawach międzynarodowych „przykleja" się do Chin, ostatnio przestał już nawet wierzyć w amerykańskie obligacje.

Unia Europejska na czele z Francją, Niemcami i Wielką Brytanią ma zaś twardy orzech do zgryzienia. Chce obronić nuklearną umowę z Teheranem, którą współtworzyła i która jest korzystna dla jej rynku energetycznego. Tylko co będzie, jeśli globalne potęgi naprawdę zaczną się wokół Iranu ścierać tak silnie, że w końcu polecą iskry?

Nie chodzi przecież o sam Iran, idzie raczej o kolejną odsłonę starcia Pax Americana z obozem chińsko-rosyjskim. Dla USA Europa idąca pod rękę z Chinami i Rosją to widmo wielkiej eurazjatyckiej koalicji, o której pisał swego czasu George Friedman. Jednak dla Europy taki sojusz też jest niewygodny. W przypadku „nowego rozdania", o którym coraz więcej się mówi, Stary Kontynent może bowiem stać się politycznym zakładnikiem autorytarnych potęg. Potęg, które do europejskich instytucji, wartości i liderów mają stosunek, oględnie mówiąc, sceptyczny.

Co więcej, potęgi te są w swoim nastawieniu znacznie konsekwentniejsze niż demokratyczne państwo, którym pozostają Stany Zjednoczone.

Autor jest politologiem z Uczelni Łazarskiego i Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL