fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Mariusz Cieślik: Zniknięte pół godziny

Materiały prasowe
Można odnieść wrażenie, że doszło do jakiejś implozji. Że mózgi zahibernowane na czas pandemii po odmrożeniu wybuchły.

Pamiętają państwo Ministerstwo Głupich Kroków Monty Pythona? To on był człowiekiem, który nie dostał stypendium, bo jego krok nie był wystarczająco głupi. Albo parodystyczny „Żywot Briana" rozgrywający się w czasach Chrystusa, gdzie zagrał Poncjusza Piłata? A może „Rybkę zwaną Wandą", w której był jąkającym się Kenem?

Kto jak kto, ale Michael Palin z Monty Pythona wie, co to absurd. Jednak to, co zobaczył w Korei Północnej (o czym napisał książkę i zrealizował dokument), przerosło nawet jego. Na przykład pewnego poranka obudził się o świcie i udał na spotkanie z przewodniczką. Chociaż przyszedł punktualnie, na miejscu dowiedział się, że jest pół godziny spóźniony. Okazało się, że rząd w nocy zmienił czas, nikogo o tym nie informując. O sprawie nie wiedziała nawet obsługa hotelowa. Wcześniej północna Korea, żeby się odróżnić od południowej, przesunęła czas o pół godziny w przód, ale później w ramach poprawy stosunków znowu go cofnięto. I tak oto odnalazło się zaginione pół godziny. Dyktatorskie państwo Kimów zasypało dziurę w czasoprzestrzeni.

Oczywiście w Korei bywa też strasznie. Bo przecież w innym miejscu tej samej książki Palin opowiada o wielkim głodzie w latach 90. Wiadomo też o łagrach i egzekucjach przeciwników politycznych. A jednak z tej opowieści najbardziej zapamiętałem zniknięte pół godziny – by zacytować Bareję. Dlaczego? Może dlatego, że to samo widzę teraz wokół siebie?

Nie mają państwo wrażenia, że po szczycie pandemii wpadliśmy w jakąś dziurę w czasoprzestrzeni? Afera ze znikającą piosenką w Trójce, w której do niedawna pracowałem? Albo gołosłowne oskarżenia Sylwestra Latkowskiego wobec osób publicznych, którym zarzucić można jedynie to, że były kiedyś w jakiejś knajpie należącej do podejrzanego osobnika? A może #hot16challenge z udziałem prezydenta?

Absurd goni absurd, choć w niektórych przypadkach jest to też bardzo nieprzyjemne. Można odnieść wrażenie, że doszło do jakiejś implozji. Że mózgi zahibernowane na czas pandemii po odmrożeniu wybuchły. Nie jest to, rzecz jasna, poziom północnej Korei, ale parę osób zasłużyło na stypendium Ministerstwa Głupich Kroków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA