fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Maciejewski: Nie trzeba głośno mówić

Fotorzepa, Robert Gardziński
W demokracji, a zwłaszcza demokracji w stanie wojny i zagrożenia, najważniejsze jest nie to, co się wie, tylko to, o czym się milczy.

Może dlatego, że Izraelczycy i Ukraińcy toczą niekończącą się wojnę, wojnę, która stała się dla nich tym, czym dla nas jest pokój – stanem zwyczajnym, tłem dla codziennej krzątaniny. A może dlatego, że wybierali swoich przywódców w odstępie kilku tygodni, a my żyliśmy ich decyzją, bo z jednymi i drugimi raz łączy, innym razem dzieli, ale zawsze boleśnie splątuje nas historia. Ale głównie chyba dlatego, że przy wszystkich tych zbiegach dat i okoliczności Izrael i Ukraina to dzisiaj dwie doskonale sprzeczne odpowiedzi na to samo pytanie. Z tych wszystkich powodów od momentu ogłoszenia zwycięstwa Wołodymyra Zełenskiego nie mogę przestać myśleć o książce izraelskiego dziennikarza Ronena Bergmana.

„Powstań i zabij pierwszy" ma sensacyjnie brzmiący, ale jednak trochę zbyt skromny podtytuł: „Tajna historia skrytobójczych akcji izraelskich służb specjalnych". Rzeczywiście, przeszło 700 stron opowieści Bergmana to, jak w porządnej powieści szpiegowskiej, prawie cały czas akcja, spektakularne wpadki i olśniewające triumfy izraelskich agencji wywiadowczych. Ale to nie one są właściwą treścią tej historii. Jest nią, jak w porządnym dramacie politycznym od czasów Szekspira, to, o czym wszyscy wiedzą, czego domyślają się nawet dzieci, ale czego, pomimo i właśnie dlatego, nie mówi się na głos. To, że Izrael, którego kodeks karny nie przewidywał kary śmierci, regularnie i na ogromną skalę wykonywał ją na swoich wrogach. Że państwo, w którym nazw Mosad i Szin Bet przez kilka dekad nie można było publicznie używać, trwało dzięki ukrytym w mroku nocy i milczenia działaniom tych służb. Że to ich funkcjonariusze zostawali później ministrami i premierami.

Nie wydaje mi się, żeby Ukraińcy trwali w stanie zbiorowej iluzji, pomieszania telewizyjnego snu i politycznej jawy. Pewnie nawet najmniejsze ukraińskie dzieci wiedzą, że Zełenski i Hołoborodka, aktor i grana przez niego postać, to dwie różne osoby. Ale w demokracji, a zwłaszcza demokracji w stanie wojny i zagrożenia, najważniejsze jest nie to, co się wie, tylko to, o czym się milczy. Szara strefa lęku i nadziei utkana z niedopowiedzenia jest tą, w której decyduje się przyszłość. Dopiero historia pokaże, kto milczał mądrzej. Ale swój typ mam już dzisiaj.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA