fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Witold M. Orłowski: Czas uruchomić cały arsenał

AFP
Naprawdę nie ma żartów. Nie da się wykluczyć, że stoimy na skraju gospodarczego kryzysu o skali równej co najmniej temu z roku 2008.

Podziwiam odwagę osób, które twierdzą, że są w stanie przedstawić prognozy gospodarcze na najbliższe kwartały. Jakichkolwiek względnie wiarygodnych prognoz (czyli projekcji najbardziej prawdopodobnego przebiegu zdarzeń, dokonanych na podstawie obecnej wiedzy) nie jest dziś w stanie zrobić nikt. Można co najwyżej snuć różne scenariusze, w zależności od założeń na temat dalszego przebiegu pandemii.

Jakie scenariusze wchodzą w grę? Jeśli pandemia osiągnie w ciągu najbliższych tygodni w Europie i USA swoje apogeum, po czym fala zacznie stopniowo opadać, katastrofy nie będzie. W strefie euro będzie recesja, a w Polsce wyhamowanie wzrostu, może nawet w pobliże zera. Jednak później, w miarę jak będzie opadać panika, nastąpi odbudowa – dość powolna w realnej gospodarce, spektakularna na rynkach finansowych.

Jeśli jednak pandemia będzie nadal się rozwijać, osiągając apogeum po kilku miesiącach, a liczba chorych sięgnie milionów, recesja będzie długotrwała i głęboka. Dotknie również naszego kraju, obnażając przy okazji wszystkie słabości rozwoju z ostatnich lat i wpędzając naszą giełdę w depresję.

Co byłoby, gdyby ilość zachorowań nadal rosła w wykładniczym tempie, sięgając dziesiątek lub setek milionów, na razie lepiej nie myśleć.

To nie znaczy – nie przygotowywać się. Musimy założyć, że przed nami niezwykle ciężkie czasy w gospodarce i finansach. Dlatego trzeba jak najszybciej wytoczyć najcięższe armaty. W odróżnieniu od kryzysu sprzed 11 lat, który swoje źródła miał w sektorze finansowym, a potem przeniósł się na realną gospodarkę, tym razem jest odwrotnie. A to oznacza, że główne narzędzia walki z kryzysem ma w rękach nie NBP, ale rząd. Nie bacząc na koszty, musi natychmiast podjąć radykalne działania, by nie dopuścić do masowych bankructw firm – najpierw małych, potem dużych. Małym najlepiej ulżyć, odsuwając w czasie (a w uzasadnionych przypadkach umarzając) płatność podatków i składek. Duże potrzebują awaryjnego kredytowania, a w ciężkiej sytuacji zastrzyków kapitałowych. Ponieważ jednocześnie niezbędne jest wprowadzenie masowych ulg w spłacie kredytów – zastrzyków kapitałowych może też potrzebować część banków. A państwo powinno przejąć na siebie współfinansowanie pensji tych, którym grożą zwolnienia, w tym osób na umowach śmieciowych.

Czy państwo ma na to pieniądze? Odpowiedź jest prosta: musi mieć. Podobnie jak musi znaleźć takie środki dla służby zdrowia, jakie tylko będą niezbędne. Nieodpowiedzialna polityka z ostatnich lat, kiedy zamiast gromadzić środki na trudniejsze czasy, rząd zajmował się wydawaniem ich na prawo i lewo w celu kupowania głosów wyborczych, stawia nas dziś niewątpliwie w trudnej sytuacji. Pieniądze potrzebne dziś zostały przejedzone – czego symbolem może być choćby opróżniony Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale nie ma wyjścia, musimy brakujące środki pożyczyć, zaciągając ogromne długi. I modlić się, żeby jednak się okazało, że realizuje się ten mniej groźny scenariusz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA