fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Andrzej Malinowski: Wolni najmici

Fotorzepa, Robert Wójcik
Zły stan finansów publicznych, dziura budżetowa, rozdęte programy socjalne, inflacja najwyższa w UE i kryzys gospodarczy wywołany chaotyczną walką z koronawirusem powodują, że rząd szuka pieniędzy, gdzie się tylko da.

Tym razem na celowniku znalazła się spora (oceniana na 70 tys. osób) grupa rolników, którzy oprócz prowadzenia gospodarstwa zajmują się również dodatkową działalnością tzw. okołorolniczą. Pomysł sprowadza się do odebrania im prawa do ubezpieczenia w KRUS i przeniesienie do ZUS. To prosty ruch: usunięcie jednego artykułu z ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników, dającego możliwość prowadzenia działalności gospodarczej niewielkich rozmiarów, bez utraty ubezpieczenia w KRUS-ie.

Zmiana ta to podwyższenie składek na ubezpieczenie z ok. 700 zł kwartalnie na ok. 1450 zł miesięcznie (od każdego zatrudnionego). Dotyczy zaś rolników prowadzących niewielkie biznesy: przetwórnie płodów rolnych, sklepy wiejskie, mleczarnie, masarnie, gospodarstwa agroturystyczne itp. Nowe rozwiązanie uderzy więc w ludzi, dla których ważnym źródłem utrzymania jest dodatkowa działalność gospodarcza, a obniżone składki pozwalają na jej opłacalność.

To kolejny „światły" rządowy pomysł mający podobno uszczelnić coraz bardziej dziurawy budżet Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Władza podkreśla przy tym, że jej intencje jak zwykle są szlachetne. Obywatele będący rolnikami tylko „na papierze" nie mogą przecież korzystać z nienależnych im „preferencji".

Ustawa ma dać dodatkowo 4 mld złotych dla FUS. Tak wynika z magicznego Excela, z którego słynie premier Morawiecki. Sęk w tym – i nie jest w stanie tego przewidzieć żaden program kalkulacyjny – że ta operacja może spowodować nieopłacalność większości podejmowanych przez przedsiębiorczych rolników inicjatyw. W konsekwencji zaś ich zamknięcie. Mityczne miliardy do FUS po prostu nie trafią.

Fakt. Państwowy ubezpieczyciel nie ma pieniędzy i łatanie jego budżetu jest coraz trudniejszym zadaniem. To problem, który jednak należy rozwiązać systemowo. Pomysł zaś objęcia kolejnej, znacznej grupy społecznej zwielokrotnionymi składkami pokazuje, że „dobra zmiana" zdecydowała się łatać tylko dziury. O jakichkolwiek całościowych zmianach zaś nie myśli. Przerzucając na przedsiębiorczych Polaków koszty utrzymania nieefektywnego systemu.

Aktualne są tu słowa wiersza Marii Konopnickiej „Wolny najmita":

Ubogi zagon u nędznej twej chatki

I mokrą łączkę, i mszary, i wrzosy

Obsadzi urząd... podatki! podatki!

Ty idź do kosy!

Idź, idź! Opłatę do kasy wnieść trzeba,

Choć jedno ziarno wydadzą trzy kłosy

I choć nie zaznasz przez cały rok chleba...

Idź, idź do kosy!

Władza zapomina przy tym, że w pogoni za szukaniem pieniędzy wszędzie, gdzie się tylko da, gubi interes obywateli. Ich cierpliwość ma jednak swoje granice. W Małopolsce na przykład zwykle „wychodzi się na pole". „Na dwór" mieszkańcy tej części Polski poszli tylko raz, podczas rabacji chłopskiej, zwanej też rzezią tarnowską. Czy rząd planuje podobny ruch w skali całego kraju? Uwaga: jest nawet jego naturalny lider! To Władysław Kosiniak-Kamysz, poseł nomen omen z Tarnowa. Rządzący powinni lepiej znać historię i wyciągać z niej wnioski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA