fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Krzysztof Kowalski: Mądrej głowie dość dwie słowie

stock.adobe.com
„Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" – pisał Juliusz Słowacki. Brytyjski językoznawca twierdzi, że ta chęć jest starsza niż rodzaj ludzki.

Odkrycia w takich dziedzinach jak fizyka, astronomia, chemia, biologia czy archeologia sypią się jak z rękawa. Językoznawcy nie mogą się pochwalić takimi sukcesami, ale na ich podwórku także nie ma zastoju. Fundamentalne pytanie lingwistyki brzmi: kiedy i w jaki sposób powstał język?

Pytanie to nurtuje ludzi od niepamiętnych czasów. Istnieje tradycja przypisująca ten wynalazek siłom nadprzyrodzonym, np. w Indiach – bogu Indrze, w Grecji – Platon w dialogu „Kratylos" wkłada w usta Sokratesa informację, że nazwy rzeczy ustalili bogowie. Druga tradycja, biblijna, zgodna jest co do zasady z ustaleniami współczesnej nauki: „Utworzywszy tedy pan Bóg z ziemie wszelkie źwierzęta ziemne i wszelkie ptastwo powietrzne, przywiódł je do Adama, wszytko bowiem, co nazwał Adam dusze żywiącą, to jest imię jego. I nazwał Adam imionmi ich wszytkie źwierzęta i wszytko ptastwo powietrzne, i wszytkie bestie ziemne" (Księga Rodzaju, II: 19–20, przekład Jakuba Wujka z 1599 r.).

Współczesna nauka zgadza się z tym, że język to dokonanie Adama, czyli człowieka, i zgadza się też co do tego, że miało to miejsce za Adama i Ewy, czyli u zarania ludzkości – bardzo, bardzo dawno temu. Tyle tylko, że wciąż nie wiadomo, jak dawno – na razie nauka częstuje nas domysłami, przypuszczeniami i hipotezami bez dowodu. Podręczniki antropologii informują, że mowa jest rówieśnicą gatunku homo sapiens, przyznając równocześnie, że zawiodły próby wywiedzenia języka od głosów zwierząt lub ludzkich okrzyków odzwierciedlających emocje – radość, strach, wściekłość itp.

Nasz gatunek rozwijał się m.in. dzięki wymianie między ludźmi wiedzy, przemyśleń, doświadczeń, osiągnięć techniki i kultury. To dzielenie się było i jest możliwe dzięki złożonej technice komunikowania się. Techniką taką nie posługuje się, oprócz człowieka, żaden inny gatunek. Technika ta to języki. Dotychczas w nauce panował pogląd, że podstawowe elementy języka zaczęły się rozwijać wraz z pojawieniem się gatunku homo sapiens, około 200 tys. lat temu. Jednak naukowcy zachowują się jak dzieci budujące zamki z piasku – uwielbiają pacnąć łopatką i zburzyć budowlę, oczywiście innego dziecka. Właśnie tak postąpił prof. Simon Townsend z brytyjskiego Uniwersytetu w Warwick. Jego zdaniem zdolność do rozumienia relacji pomiędzy wyrazami – czyli element fundamentalny rozwoju języka – pojawił się dużo, dużo dawniej, bo już u przodków małp i człowieka, nie przed 200 tys., lecz przed 40 milionami lat. Różnica jest kolosalna.

Wyjaśniając rzecz łopatologicznie, prof. Townsend podaje następujący przykład: gdy słyszymy „pies kot ugryzł uciekł", rozumiemy, że pies ugryzł kota i mruczek uciekł. Ale istota języka polega na tym, żeby ktoś, kto nie zna relacji między psami a kotami, jednak wiedział, co się wydarzyło, kto był agresorem, a kto zrejterował.

Zdolność rozumienia związków między poszczególnymi wyrazami, umiejętność podążania za tymi związkami to podstawa ludzkiego języka. Językoznawcy badają te związki: składniowe, frazeologiczne, jakie kto chce: „Dlaczego ambicje można podsycać? Dlaczego oburzeniem płoniemy? Skąd ten ogień? Dlaczego czas płynie? Dlaczego wniosek wypływa? Skąd ta woda?" – pyta i odpowiada prof. Jerzy Bralczyk w pięknie wydanej i mądrej książce „Porzekadła" (Olszanica 2020).

Historia każdego języka zapisała się w jego fleksji, składni, fonetyce, frazeologii, leksyce. Komunikowanie się z innymi ludźmi wymaga sięgania po różne odmiany języka, w zależności od sytuacji. Rozumienie tego, co nam komunikują w naszym własnym języku, bynajmniej nie jest oczywiste. Magistrat warszawski zalecił urzędnikom używanie języka prostego, zrozumiałego dla obywateli, i szkoli urzędników w tym zakresie. Najwyraźniej ktoś w warszawskim ratuszu przypomniał sobie przysłowie: „W języku nie ma kości, jak się zegnie, to się uprości".

Aby rozumieć mowę ojczystą, wypada „sięgnąć od strony językowej w dziedziny bardzo różne, w najrozmaitsze gwary zawodowe: żołnierską, sądową, szkolną, kościelną, sejmową, wyzyskać terminologię medyczną czy weterynaryjną, rozszyfrować koncept prawniczy czy literacki, odwołać się do dawnych wierzeń i przesądów" – napisał prof. Julian Krzyżanowski we wstępie do książki, której tytułem jest przysłowie: „Mądrej głowie dość dwie słowie" (Warszawa 1994). Jego łacińskim odpowiednikiem jest „sapienti sat". Obydwa znaczą to samo: mądremu człowiekowi niczego nie trzeba długo tłumaczyć, ponieważ szybko pojmie, o co chodzi. Sentencje te służą uwypukleniu bystrości umysłu niektórych ludzi, chwytających w lot wszystko, co łączy „dwie słowie".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA