fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Stefan Szczepłek: Nad morzem był interes do zrobienia

fot. Shutterstock
Arka Gdynia ma nowego właściciela. Teoretycznie to dobra wiadomość dla klubu na skraju bankructwa. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że Arka wpadła z deszczu pod rynnę.

Nowym właścicielem klubu został Michał Kołakowski, niewiele starszy od 23-letniego Dominika Midaka, od którego odkupił akcje. Midakowi ojciec kupił klub, jak zabawkę. Syn nie wiedział, co z nią zrobić, i w ciągu kilku miesięcy doprowadził Arkę do upadku.

Z informacji o nowym właścicielu najważniejsza jest ta, że to syn Jarosława Kołakowskiego, ważnej postaci na piłkarskim rynku w Polsce. Był on dziennikarzem sportowym, rzecznikiem prasowym PZPN, lobbował na rzecz budowy Stadionu Narodowego na Białołęce, a od kilkunastu lat ma agencję menedżerską zajmującą się transferami zawodników. Przeprowadził wiele transakcji, jego najbardziej znanym dziś podopiecznym jest Kamil Glik. 

Kołakowski junior już powiedział, że będzie korzystał z wiedzy ojca, a to nie wróży najlepiej. Wszystkie podobne przypadki kończyły się w polskim futbolu źle. Antoni Ptak mianował syna Dawida menedżerem Pogoni Szczecin i wspólnie ją rozłożyli. Dawid kupował hurtem Brazylijczyków, których zobaczył na atlantyckiej plaży, i razem z ojcem stworzył jedyny całkowicie brazylijski zespół poza Brazylią. To się nie mogło udać. Adam Mandziara, nim został menedżerem i prezesem Lechii Gdańsk, uczył się od ojca – piłkarza Szombierek i trenera GKS Tychy. Klub jest fatalnie zarządzany, a prezes rozbija drużynę, która przed rokiem zdobyła Puchar Polski. W Zawiszy Bydgoszcz Radosław Osuch był prezesem, ale nieformalnie nadal menedżerem, promującym własnych zawodników. W Polonii Warszawa prezes Jerzy Engel zatrudnił syna w roli dyrektora sportowego. Długo to nie trwało. 

Agent piłkarski przy pomocy skautów szuka zawodników, a potem obraca nimi jak towarem. Tak dzieje się na całym świecie. Jest jak komiwojażer, który swój towar zachwala, wpycha go do klubów, przekonując ich właścicieli, prezesów, dyrektorów sportowych i trenerów, że robią złoty interes.  To jest pole do popisu, ale i korupcji. Sprawny menedżer najpierw załatwi pracę trenerowi, a potem każe mu wstawiać na mecze wskazanych graczy. Dobrze wiadomo, którzy trenerzy są związani z którymi menedżerami. 

Historia polskiej piłki ostatnich 30 lat pełna jest takich przypadków. Agent zawodnika, niewątpliwie potrzebny jako pierwsza pomoc dla często zagubionego i niedouczonego gracza, to jednocześnie synonim lewych interesów, pieniędzy pod stołem, chorych układów. On może piłkarzowi pomóc, ale i wykorzystać jego niewiedzę. Jeśli właścicielem klubu zostaje ktoś z tej branży, od razu rodzą się podejrzenia co do czystości jego intencji. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Kołakowscy kupili Arkę tylko po to, żeby ją dokapitalizować, a po jakimś czasie z zyskiem sprzedać. Do tej pory Jarosław Kołakowski dostarczał kwiaty, teraz kupił kwiaciarnię i może wszystko. To jest tylko interes, serca w tym nie ma. Prawo też nie zostało złamane. 

Michał Kołakowski niewiele ryzykuje, ale jego ojciec, mimo że formalnie niczego nie firmuje, albo zdobędzie wiarygodność, albo wiele straci, nawet jeśli materialnie zyska.

Pierwszy ruch nowych właścicieli wróży nie najgorzej – trenerem zespołu został Ireneusz Mamrot.

Arki byłoby żal. Ma 90 lat, oby dożyła setki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA