fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Rosyjskiej bazy na Białorusi nie będzie

PAP/EPA
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko wrócił z Moskwy bez asysty rosyjskich żołnierzy, ale i bez pieniędzy.

Wtorkowe spotkanie białoruskiego prezydenta z Władimirem Putinem za zamkniętymi drzwiami na Kremlu trwało ponad trzy godziny. Dla Łukaszenki, który 11 października rozpoczął swoją piątą kadencję, to nie była pierwsza zagraniczna wizyta. Po raz pierwszy od ponad dwóch dekad po wygranych wyborach białoruski przywódca poleciał nie do Moskwy, ale do Wietnamu. W międzyczasie odwiedził Turkmenistan. Od początku więc było wiadomo, że rozmowa na Kremlu nie będzie łatwa.

– Wiemy, czego Rosja chce od Białorusi. Jestem przekonany, że Rosja wie, czego Białoruś potrzebuje od Rosji – w ten sposób Aleksander Łukaszenko przywitał rosyjskiego prezydenta. Oczekiwano, że podczas spotkania zostanie poruszona kwestia rozmieszczenia na terenie Białorusi rosyjskiej bazy lotniczej, czemu od kilku miesięcy sprzeciwia się Łukaszenko. Jednak rzecznik Putina oświadczył, że temat ten w ogóle nie był poruszany. Ale w Moskwie nie ukrywają, że dzisiaj jest to priorytetowy temat w białorusko-rosyjskich relacjach.

– W związku ze zwiększającą się obecnością sił NATO w Europie Wschodniej rozmieszczenie rosyjskiej bazy lotniczej na Białorusi jest w bezpośrednim interesie Rosji – mówi „Rz" Igor Korotczenko, redaktor naczelny rosyjskiego czasopisma „Nacjonalna Oborona". – Mówimy o bazie, w której będą stacjonowały się nie tylko myśliwce, lecz również bombowce wielozadaniowe. Będziemy rozmawiali z naszymi białoruskimi partnerami, by zrealizować te plany – dodaje.

Łukaszenko wielokrotnie jednak potwierdzał, że nie chce być częścią tych planów. – Gdy Rosjanie rozmieszczą tu swoją bazę, białoruski prezydent straci kontrolę nad krajem. Do tego mogą wyposażyć bombowce w broń nuklearną, a to oznacza kres stosunków z Zachodem – mówi „Rz" białoruski politolog Aliaksandr Klaskouski.

O tym, że Łukaszenko prowadzi grę na dwa fronty, świadczy poniedziałkowa wizyta szefa białoruskiej dyplomacji Uładzimira Makieja w Brukseli. Dzień przed wizytą prezydenta w Moskwie Makiej spotkał się z szefową unijnej dyplomacji Federicą Mogherini oraz wiceszefem NATO Aleksandrem Vershbowem.

Na brak zgody w sprawie bazy lotniczej Moskwa odpowiedziała w tradycyjny dla siebie sposób. Mówiąc o „oczekiwaniach Białorusi wobec Rosji", Łukaszenko zapewne miał na myśli wstrzymany przez rosyjskie Ministerstwo Finansów kredyt w wysokości 2 mld dol., o który od miesięcy ubiegał się Mińsk. Mimo oczekiwań białoruskich i rosyjskich mediów temat ten – podobnie jak sprawa rosyjskiej bazy – nie został poruszony.

Z końcowego oświadczenia wynika, że jedyną kwestią, w której strony w ciągu ponad trzech godzin znalazły wspólny język, jest status obywateli białoruskich w Rosji. Podpisano porozumienie, zgodnie z którym Białorusini ubiegający się o stały pobyt w Rosji nie będą musieli zdawać egzaminu z języka rosyjskiego.

– Łukaszenko przypomina osobę, która ucieka z tonącego statku. Ale nie ma dokąd biec, ponieważ nie jest gotów na demokratyczne reformy – dodaje Klaskouski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA