Do biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpływa w ostatnich miesiącach wiele spraw. RPO zwraca uwagę, że ws. naruszeń praw obywatelskich podczas pandemii przez rząd interweniował już ok. 80 razy.
- Władze ignorują zapytania o łamanie prawa lub odpowiadają wymijająco - alarmuje w rozmowie z Onet.pl Taborowski w rozmowie z Marcinem Wyrwałem.
- (...) skala naruszeń prawa jest ogromna – począwszy od organizacji wyborów po obowiązek zakrywania na ulicy nosa i ust. Z tego powodu mamy dużo więcej pracy niż przed wybuchem pandemii - dodaje Taborowski.
Czytaj także: 10 tys. zł kary za rzekome malowanie paznokci
Taborowski w wywiadzie dla Onet.pl podkreśla, że według RPO wprowadzane obostrzenia były niezgodne z konstytucją ponieważ nie znalazły się w ustawie. Chodzi np. o zakaz przemieszczania się, czy zakaz wstępu do lasu. Za niekonstytucyjne rzecznik uznał także regulacje o niemożliwości zgromadzeń publicznych.
Wiele watpliwości RPO wzbudzają same kary administracyjne i to, jak zostały ustanowione. - (...) nie jest na przykład do końca jasne, jakie przepisy do nich stosować, a także czy i jakie okoliczności należy brać pod uwagę przy nakładaniu kary. Toborowski podkreślił, że wpływ na taką sankcję powinna mieć siła wyższa, brak wcześniejszej karalności obywatela, czy sytuacja majątkowa.
Za niedopuszczalne rzecznik uważa nakładanie kar w oparciu o notatkę służbową policji. Zdaniem RPO "zawiadomienia" funkcjonariuszy do sanepidu nie mogą stanowić podstawy do nałożenia kary.
Taborowski zwrócił uwagę, że ws. kar i mandatów można odwołać się do sądów. W gorszej sytuacji są ci, na których nałożono karę administracyjną, która podlega natychmiastowej ściągalności. Niektóre z nich sięgały nawet 30 tys. zł.
RPO wskazał, że jeśli w wyniku obostrzeń obywatel poniósł straty, to może ubiegać się o odszkodowanie. W takiej sytuacji znalazł się chociażby przedsiębiorca, który stracił wartościowy kontrakt ponieważ nie mógł wykonać testu na koronawirusa, by wyjechać z kraju.
- To dochodzenie odszkodowania nie jest proste. Trzeba opłacić adwokata, zebrać dowody, wykazać szkodę, naruszenie prawa przez władze, opłacić wpis - wyjaśnił Taborowski. Podkreślił, że postępowanie odszkodowawcze trawa przynajmniej 2-3 lata, ale należy wziąć pod uwagę także znaczne opoźnienia wynikające z epidemii.
Podsumowując zaznaczył, jak ważne w tym wypadku są praworządność i niezależność sądów.
