fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

25 tys. zł zadośćuczynienia za dotkliwe pogryzienie dziecka

123RF
Dziewczynka, która jako roczne dziecko została dotkliwie pogryziona przez psa sąsiadów, nie otrzyma od nich 100 tys. zł zadośćuczynienia. M.in. dlatego, że z uwagi na wiek nie pamięta już bólu i cierpienia wywołanego pogryzieniem.

Takie stanowisko zajął Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z 20 listopada 2015 r. (sygn. akt I ACa 550/150).

Natalia W. (dane wszystkich osób zmienione) miała 12 miesięcy, gdy wraz z matką złożyła wizytę sąsiadom Barbarze i Edwardowi K. – właścicielom psa rasy Akita Inu. Gdy dziecko spacerowało wraz z matką po posesji, pies – który nie był uwiązany i nie miał kagańca – zaatakował dziewczynkę i mocno ją pogryzł. Ponieważ były kłopoty z wezwaniem karetki, sąsiad sam zawiózł dziecko do szpitala. U Natalii W. stwierdzono m.in. otwarte złamanie kości potylicznej z przemieszczeniem odłamu kostnego w głąb czaszki, a także złamanie żuchwy, rozległe rany na policzku, za uchem, na karku, plecach, szyi. Leczenie i rehabilitacja były długie i trudne, m.in. z tego powodu, że rany były silnie zabrudzone i zainfekowane - doszło do ich ropienia. Część tkanek uległa martwicy.

Po tym wypadku pies został uśpiony. Była to decyzja właścicieli i lekarza weterynarii. Wcześniej ten sam pies pogryzł inną sąsiadkę, gdy przechodziła ze swoim psem na smyczy obok domu Barbary i Edwarda K.

Dziś Natalia W. ma 6 lat, mieszka wraz z rodzicami i starszym bratem za granicą. W pozwie przeciwko właścicielom psa domagała się 2 tys. 400 zł odszkodowania, a także 100 tys. zł zadośćuczynienia wraz z odsetkami.

Ślady zostały tylko na ciele

W odpowiedzi na pozew Barbara i Edward K. podnosili, że dopełnili swoich obowiązków w nadzorze nad psem. Nie uwiązali go na czas wizyty sąsiadki z dzieckiem, bo sama sąsiadka tego nie chciała. Dobrze znała psa, karmiła go i bawiła się z nim wielokrotnie, gdy odwiedzała sąsiadów. Nie czuli się winni zdarzenia i żądali oddalenia pozwu, ewentualnie miarkowania wysokości zadośćuczynienia i odszkodowania.

Sąd Okręgowy ustalił, że matka poszkodowanej faktycznie wielokrotnie bywała na posesji Barbary i Edwarda K., zarówno sama jak i z dzieckiem. Nigdy nie domagała się zamknięcia psa, gdyż ten zachowywał się spokojnie. Posesja pozwanych była ogrodzona, zamykana na bramkę z tabliczką „Uwaga, pies". Mimo to zdarzały się sytuacje, że pies wybiegał na ulicę. Właściciele izolowali go, gdy odwiedzali ich goście, którzy bali się psa.

Powołani przez sąd biegli stwierdzili, że dziecko nadal ma szpecące blizny na twarzy, które trzeba dalej leczyć.  Efektu leczenia nie sposób jednak przewidzieć. Mogą wystąpić powikłania, np. przebarwienia. Nie wiadomo także, jakie następstwa będzie miało złamanie kości czaszki z przemieszczonymi odłamami kostnymi, z których jeden wbił się na kilka milimetrów do opony twardej. Nie wykluczyli, że w przyszłości poszkodowana może mieć napady padaczkowe. Długotrwały uszczerbek na zdrowiu związany z wypadkiem biegli określili na 27 proc.

U dziecka nie stwierdzono natomiast pourazowego zespołu zaburzeń adaptacyjnych, np. poczucia zagrożenia atakiem psa. Natalia W. spokojnie reaguje na takie czynniki jak „szczekanie psa, pazury, pysk".

Dla kogo pies na niedźwiedzie

W ocenie Sądu pies rasy Akita Inu w ogóle nie powinien znaleźć się u Barbary i Edwarda K. Jest to bowiem rasa wymagająca specjalnego ułożenia, w przeszłości wykorzystywana była do polowania na niedźwiedzie. Jeżeli jednak pozwani zdecydowali się na posiadanie takiego psa, to powinni byli zachować szczególne środki ostrożności , gdy ktoś ich odwiedzał, a zwłaszcza dzieci. Ich przekonanie, że nikomu nic nie grozi, było błędne, gdyż pies reaguje instynktownie i nigdy do końca nie można przewidzieć jego zachowania. Dlatego Sąd uznał, że umieszczenie na bramce tabliczki informującej, że w obejściu jest pies czy też zabezpieczenie bramki metalową obręczą z drutu, którą każdy mógł usunąć, nie pozwala uznać, że pozwani dochowali należytej staranności w nadzorze nad psem.

Sąd zwrócił uwagę, że matka dziecka postąpiła lekkomyślnie godząc się na to, aby pies nie był zabezpieczony w obecności dziecka. Nie oznacza to jednak przyczynienia się do powstania szkody.

- Przepis, który mówi o przyczynieniu się poszkodowanego do szkody dotyczy zachowania samego poszkodowanego, a nie innych osób. Poszkodowana małoletnia Natalia W. w żaden sposób do szkody się nie przyczyniła. Lekkomyślne zachowanie matki małoletniej nie zwalnia pozwanych z odpowiedzialności. Ponoszą oni winę za wypadek, bowiem nie zabezpieczyli odpowiednio psa, a powinni to zrobić, nawet wbrew temu, co sugerowała matka – stwierdził Sąd Okręgowy.

Trauma w przyszłości

Jak dodał Sąd dziewczynka otarła się ona o śmierć, a od śmierci lub ciężkiego uszkodzenia mózgu dzieliły ją milimetry. Zwrócił też uwagę na to, że przez szereg dni dziecko było narażone na niewyobrażalne cierpienia związane z bólem i leczeniem.

- Dziewczynka wchodzi w życie z 27-proc. uszczerbkiem na zdrowiu i z trwałym oszpeceniem. Przeżyje kolejną traumę w chwili, gdy w sposób świadomy zacznie oglądać swoją twarz, będzie różnić się od rówieśników. Usunięcie blizn na twarzy będzie wymagało w przyszłości dalszych zabiegów chirurgicznych – zauważył Sąd.

Przyznał Natalii W. odszkodowanie i zadośćuczynienie w żądanej wysokości 100 tys. zł. Nie znalazł podstaw do miarkowania zadośćuczynienia. Stwierdził bowiem, że sytuacja materialna stron jest porównywalna: Barbara i Edward K. mają ok. 3 tys. zł z renty i pensji, a czteroosobową rodzinę poszkodowanej utrzymuje wyłącznie ojciec, który za granicą zarabia ok. 1 tys. euro miesięcznie. Do tego rodzina dostaje dostaje 70 euro zasiłku na dziecko.

Matka rażąco lekkomyślna

Z wnioskami Sądu I instancji nie zgodził się Sąd Apelacyjny, do którego wyrok zaskarżyli pozwani właściciele psa.

Przede wszystkim SA nie zgodził się z oceną, że pies rasy Akita Inu nie powinien się znaleźć u pozwanych. Nie wynikało bowiem z materiału dowodowego, że psy tej rasy wymagają specjalnego prowadzenia. Jak zeznali świadkowie pies pozwanych wzbudzał respekt bo był duży, agresję przejawiał tylko wobec innych psów. Pierwszy przypadek pogryzienia sąsiadki był skutkiem zaatakowania należącego niej małego psa.

Inaczej Sąd Apelacyjny ocenił zachowanie matki dziewczynki. Jego zdaniem było ono rażąco lekkomyślne. Można nawet mówić o zaniedbaniu matki przy wykonywaniu pieczy nad małoletnim dzieckiem oraz solidarnej z pozwanymi odpowiedzialności za szkodę córki. SA zgodził się jednak z Sądem I instancji, że nie można uznać -jak chcieli apelujący - że zachowanie matki było przyczynieniem się poszkodowanego do powstania szkody.

Nie wiadomo, czy będzie cierpieć

Za zasadny uznał też Sąd zarzut pozwanych, że nie można obecnie przewidzieć trwałości oszpecenia powódki bliznami i dlatego nie powinno to mieć istotnego znaczenia przy ocenie wysokości jej krzywdy oraz wysokości zadośćuczynienia. Ten aspekt może mieć znaczenie, gdyby sąd ustalał odpowiedzialność pozwanych za skutki wypadku na przyszłość.

Opinie biegłych ani inne dowody nie dały też podstaw do uznania, że „milimetry dzieliły dziecko od śmierci lub ciężkiego uszkodzenia mózgu" ani że„drastyczne skutki wypadku powódka odczuwać będzie do końca życia". Zdaniem SA takie sformułowania świadczą o emocjonalnym zaangażowaniu sędziego referenta. Tymczasem z opinii biegłych wynikało coś przeciwnego:  dziecko nie może pamiętać bólu i cierpienia wywołanego pogryzieniem w okresie niemowlęcym, a do tego  negatywne przeżycia nie zachowały się także w pamięci emocjonalnej dziewczynki.

To wszystko wpłynęło na obniżenie przyznanego Natalii W. zadośćuczynienia do 50 tys. zł.

To tylko nieszczęśliwy wypadek

Jednocześnie zdaniem SA zachodzą przesłanki do miarkowania przyznanej kwoty. I to nie z powodu sytuacji materialnej stron, lecz ze względu na szczególności sytuację osobistą stron oraz zachowanie sprawcy.

SA zwrócił uwagę, że pozwany jest ojcem chrzestnym powódki. Po ataku psa pozwani szybko udzielili dziecku pomocy, odwiedzali je w szpitalu, potem zawozili powódkę i jej matkę na zabiegi, pokrywali koszty zakupu maści i lekarstw. Tak było do czasu ochłodzenia wzajemnych relacji.

Przede wszystkim jednak Sąd Apelacyjny uznał, że stopień zawinienia pozwanych był niski, bo ich postępowanie z psem nacechowane było dużym stopniem staranności. Pogryzienie przez niego innej sąsiadki było związane z atakiem na jej psa, a nie z atakiem na człowieka. Po tym zdarzeniu pozwani zwiększyli środki ostrożności, by zapobiec wydostaniu się psa poza ogrodzenie.

Sąd zwrócił też uwagę, że pies pozwanych był chowany dla towarzystwa, a nie do obrony, polowań czy pilnowania domu.

- Zwyczajowo pies towarzyski przebywa z domownikami, biega swobodnie po nieruchomości i izolowany jest od gości w przypadku istnienia najmniejszych wątpliwości co do ewentualnego niestosownego zachowania zwierzęcia lub w przypadku zgłaszania przez gości niechęci do kontaktu z psem. Taki model chowania psa stosowany był przez pozwanych. Atak psa na dziecko traktować należałoby raczej w kategoriach nieszczęśliwego wypadku, związanego z instynktownym, nieprzewidzianym zachowaniem psa, niż z zaniedbaniami ze strony pozwanych – uznał Sąd.

Dlatego Sąd Apelacyjny dokonał miarkowania przyznanego zadośćuczynienia o połowę, do zaledwie 25 tys. zł.

Wyrok jest prawomocny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA