fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dezubekizacja

Błąd sędziów wstrzymał wyroki ws. emerytur funkcjonariuszy służb PRL

Ciągle nie wiadomo, kiedy Trybunał Konstytucyjny (na zdjęciu prezes Julia Przyłębska) zajmie się kontrowersyjną ustawą
Reporter
Błąd sędziów wstrzymał tysiące wyroków w sprawach emerytur b. funkcjonariuszy.

Warszawski Sąd Okręgowy półtora roku temu zawiesił rozpatrywanie tysięcy spraw emerytów i rencistów, których objęła ustawa dezubekizacyjna. Mógł tak zrobić (choć nie musiał), bo wysyłał pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego. Ten jednak wciąż nie wyznaczył terminu publicznego ogłoszenia orzeczenia, a „sprawa jest w toku postępowania merytorycznego".

Czytaj także:

Generał kierowcą autobusu: Życie po odejściu ze służby

Kontrowersyjna ustawa nawet za miesiąc pracy w organach bezpieczeństwa państwa PRL drastycznie obniżyła świadczenia 38 tys. osób do 1,2 tys. zł i przekreśliła lata ich pracy w wolnej Polsce. Ponad 23,7 tys. „zdezubekizowanych", a więc ponad 62 proc., to osoby, które, pozytywnie zweryfikowane, służyły w mundurze w UOP, ABW, BOR, policji lub straży granicznej.

Odzyskana pamięć

Zapytanie prawne do TK o zgodność ustawy z konstytucją skierowali sędziowie w pierwszej z rozpatrywanych spraw, choć z uzasadnienia ich postanowienia wynika, że ustawa łamie prawa nabyte gwarantowane przez konstytucję.

Dezubekizacja objęła także nieżyjących funkcjonariuszy, których czas służby sięgał również okresu sprzed 1 września 1990 r., obniżając bliskim renty rodzinne. Sąd zawiesił również sprawy tysięcy osób, które je pobierają. Problem w tym, że nie mógł tego zrobić, bo... w styczniu 2018 r. nie wysłał takiego zapytania do Trybunału.

Jak dowiedziała się „Rz", sprawa wyszła na jaw dopiero teraz, bo od postanowienia sądu o zawieszeniu policyjnej renty rodzinnej odwołała się 92-letnia wdowa po funkcjonariuszu. 31 maja tego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał jej rację. „Podjęta przez sąd okręgowy decyzja nie była prawidłowa" – oceniła sędzia Ewa Stryczyńska i skierowała sprawę kobiety do ponownego rozpoznania.

Jednak cztery dni wcześniej warszawski sąd, który zorientował się, że popełnił błąd, wydał postanowienie z zapytaniem do Trybunału – już tylko w sprawie rent rodzinnych, a sprawę wdowy, która udowodniła nieprawidłowe działanie sądu na tej podstawie... ponownie zawieszono.

We wniosku sąd zapytał, czy zgodne z konstytucją jest wyliczanie wysokości renty rodzinnej po zmarłym funkcjonariuszu, „mimo znacznego upływu czasu od zakończenia służby na rzecz totalitarnego państwa przez członka ich rodziny", a także przerzucenie na nich „obowiązku udowodnienia, że zmarły funkcjonariusz podjął współpracę i czynnie wspierał osoby lub instytucje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego" (to jedna z przesłanek uchylających decyzję o obniżeniu świadczenia). Sąd chce także wiedzieć, czy nie ma dyskryminacji w traktowaniu rent rodzinnych po funkcjonariuszu, który w wyniku służby stał się inwalidą.

Wątpliwe jest, by Trybunał Konstytucyjny nowy wniosek sądu w tej sprawie połączył z wnioskiem ze stycznia 2018 r.

Skazani na wegetację

Jak długo osoby pobierające rentę po funkcjonariuszach będą czekały na wyrok Trybunału? Nikt tego nie wie – TK nie jest zobowiązany żadnym ustawowym terminem do wydania postanowienia o konstytucyjności ustawy.

Co błąd sądu oznacza dla świadczeniobiorców, w tym 92-letniej wdowy, której ustawą zmniejszono rentę po mężu do 850 zł?

– Dla osób w tak sędziwym wieku jak moja mama jest on bardzo dotkliwy. Ponowna decyzja sądu o zawieszeniu rozpatrzenia sprawy po prostu skazuje ją na wegetację, w której nie ma nadziei. Radość z wyroku sądu apelacyjnego, który uchylił zawieszenie trwała krótko. Sąd szybko naprawił swój błąd, a my zostaliśmy z niczym – mówi z żalem Jolanta Domańska-Paluszak, córka kobiety. – Mama się załamała. Nie jest w stanie się z tych pieniędzy utrzymać – dodaje.

Jan Gaładyk z zarządu głównego Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych jest zbulwersowany indolencją sądu.

– Nie mamy danych, ile osób zostało w ten sposób pokrzywdzonych – mówi nam Gaładyk. Szacuje jednak, że sytuacja dotyczy setek, a może nawet tysięcy świadczeniobiorców. – Głównie kobiet, najczęściej w bardzo zaawansowanym wieku, u schyłku życia. Dziś ponoszą odpowiedzialność w ramach rzekomej sprawiedliwości dziejowej, odpowiedzialności za wybory życiowe swoich mężów. To niewyobrażalny dramat tych osób pozbawionych środków do życia – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA