fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Szarża Covidu zahamuje ożywienie gospodarcze

Fotorzepa, Robert Gardziński
Szarża Covidu zahamuje ożywienie, ale nie wywoła takiego wstrząsu jak wiosną.

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła we wrześniu o 5,9 proc. r./r., po zwyżce o 1,5 proc. w sierpniu. To najlepszy wynik od maja 2019 r. „Uznalibyśmy go za zupełnie przyzwoity w normalnych czasach. Mamy tymczasem rok recesji" – zauważyli ekonomiści z Pekao.

W związku z gwałtownym pogorszeniem sytuacji epidemicznej w Polsce i innych krajach Europy w październiku, wrześniowe dane mogą się dziś jawić jako wspomnienie z zamierzchłej, lepszej przeszłości. Mają jednak spore znaczenie dla oceny perspektyw polskiej gospodarki.

Azjatycki stabilizator

Wtorkowe dane GUS dotyczące sytuacji w przemyśle sugerują, że III kwartał był dla polskiej gospodarki bardziej udany, niż się dotąd wydawało. Na początku października ekonomiści przeciętnie szacowali, że PKB Polski w minionym kwartale zmalał o 2,9 proc. r./r., po załamaniu o 8,2 proc. w II kwartale. – W świetle ostatnich danych z przemysłu nie zdziwiłby nas nawet spadek o 0,7–0,9 proc. rok do roku – mówi Piotr Bartkiewicz, ekonomista z Pekao.

Mniejszy spadek PKB w III kwartale oznacza zaś, że nawet jeśli za sprawą nowych ograniczeń wprowadzonych przez rząd w reakcji na obecną falę Covid-19 w IV kwartale spadek PKB się pogłębi, w całym roku nadal można oczekiwać ok. 3-proc. zniżki.

Wrześniowe dane z przemysłu, podobnie jak poprzednie, pokazują wyraźnie, że odbicie aktywności w gospodarce w III kwartale w dużej mierze było efektem silnego popytu zagranicznego. Świadczy o tym to, że największe zwyżki produkcji były w branżach o dużym udziale eksportu w sprzedaży.

Ten czynnik może pomagać także w najbliższych miesiącach. „Nawet jeśli popyt krajowy ucierpi pod wpływem rosnącej liczby przypadków zachorowań i zakresu restrykcji w Polsce, to wzrost eksportu będzie łagodził spadek PKB w IV kwartale, zwłaszcza jeśli Niemcy – nasz główny partner handlowy – dalej będą radzić sobie nieźle z drugą falą epidemii" – zauważyli w komentarzu Marcin Luziński i Grzegorz Ogonek, ekonomiści z Santander Bank Polska.

– Wskaźniki koniunktury w światowym przemyśle pozostają solidne, co powinno wspierać aktywność eksportową polskich firm. W szczególności postępująca poprawa sytuacji w Chinach, przy braku nawrotu epidemii, powinna wspierać gospodarkę światową i polską zarówno poprzez efekt popytu, jak i podaży. Warto pamiętać, że zerwanie łańcuchów dostaw na początku roku z powodu pierwszej fali epidemii w Chinach było jednym ze źródeł regresu w globalnej gospodarce w pierwszych miesiącach roku. Nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się powtórzyć – przyznaje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska.

Bez czarnowidztwa

Druga fala Covid-19 w Polsce i w Europie jak dotąd nie pociągnęła za sobą fali rewizji prognoz dla polskiej gospodarki. Na ich obniżenie zdecydowali się na razie tylko ci ekonomiści, którzy wcześniej należeli do optymistów. Przykładowo, analitycy mBanku, którzy oczekiwali w 2021 r. wzrostu PKB Polski o 4,9 proc., obecnie spodziewają się jego zwyżki o 3,8 proc. Ekonomiści z Pekao obniżyli swoją prognozę z 5,2 do 4 proc.

Wyraźnie lepsza niż wiosną sytuacja w globalnej gospodarce to tylko jedna z przyczyn tego, że progności nie popadają w czarnowidztwo. Kolejną są niezłe wciąż nastroje konsumentów. „Opierając się na bieżących danych dotyczących płatności kartami, nie widzimy, aby aktywność konsumentów miała ulec tak gwałtownemu pogorszeniu jak wiosną, co wynikać może z bieżącej dobrej sytuacji na rynku pracy" – zauważyli w niedawnym raporcie ekonomiści z Pekao.

Znaczącego pogorszenia koniunktury na rynku pracy nikt zaś nie oczekuje. Rządowe instrumenty wspierające zatrudnienie przy pierwszej fali epidemii okazały się bowiem skuteczne i w razie potrzeby mogą być znów stosowane.

– Niepewność będzie skłaniała firmy do oszczędności i redukcji zatrudnienia. Pierwsze sygnały drugiej fali zwolnień widać już było w sierpniowych zgłoszeniach zwolnień grupowych. Skala spadku zatrudnienia będzie jednak naszym zdaniem mniejsza od tej, którą widzieliśmy na wiosnę – mówi Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. W jego ocenie tak jak przed wprowadzeniem przez rząd nowych ograniczeń antyepidemicznych nadal można oczekiwać wzrostu stopy bezrobocia rejestrowanego w kolejnych miesiącach do ok. 7 proc. z 6,1 proc. ostatnio.

Ekonomiści podkreślają jednak, że perspektywy polskiej gospodarki popsuć mogłoby zamknięcie szkół podstawowych i przedszkoli. W połączeniu z rosnącą liczbą osób na kwarantannie utrudniłoby to działanie tym firmom, które nie są bezpośrednio objęte restrykcjami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA