fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Kolejki do lekarzy - specjalistów coraz dłuższe. Winny nie tylko Covid

Fotorzepa, Radek Pasterski
Lekarze z roku na rok przyjmują mniej pacjentów na NFZ. Wolą pracować w abonamentówkach.

Blisko 450 tys. pacjentów mniej niż w 2017 r. i blisko 290 tys. mniej niż rok wcześniej przyjęli w 2019 r. z kontraktu z Funduszem lekarze specjaliści. Nie mogąc doczekać kolejki, chorzy migrują do przychodni prywatnych, gdzie przenosi się coraz więcej specjalistów na kontrakcie z NFZ.

Zdjęcie to nie leczenie

Choć ze sprawozdania z wykonania budżetu NFZ za 2019 r. wynika, że w ubiegłym roku przychodnie specjalistyczne wykonały 87,1 mln świadczeń, o ponad 3,5 mln więcej niż rok wcześniej, liczba pacjentów korzystających z publicznej ochrony zdrowia systematycznie malała. Dyrektor departamentu analiz i innowacji Funduszu tłumaczył w sejmowej Komisji Zdrowia, że wynika to z finansowania części świadczeń specjalistycznych z budżetu sieci szpitali (placówki dostają ryczałt na cały rok, zarówno dla hospitalizacji, jak i dla leczenia w poradniach).

Eksperci są jednak zdania, że porady specjalistów w szpitalach to znikoma część wszystkich wizyt.

– Porada specjalisty w poradni przyszpitalnej ogranicza się zwykle do kwalifikacji do zabiegu i kontroli po nim – mówi Marcin Pakulski, pulmonolog, były prezes NFZ i były wieloletni dyrektor szpitala na Śląsku. Dodaje, że znaczny wzrost liczby świadczeń specjalistycznych w 2019 r. wynika z uwolnienia limitów na badania diagnostyki obrazowej (rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej).

– Co z tego, że zrobiliśmy więcej zdjęć, jeśli zabrakło radiologów, którzy mogli je opisać, i specjalistów, którzy na podstawie tego opisu mogli zaordynować leczenie? W statystykach widać wzrost liczby świadczeń, ale pacjent wciąż ma nierozwiązany problem zdrowotny – mówi dr Pakulski.

Czytaj także:

Zbyt mała podwyżka

NFZ chwali się też zwiększeniem wycen świadczeń specjalistycznych, te jednak wciąż są dwu-, trzykrotnie mniejsze niż w segmencie prywatnym. Nic dziwnego więc, że z roku na rok spada liczba poradni podpisujących kontrakt z publicznym płatnikiem.

Dlatego pacjenci szukają pomocy na rynku prywatnym. I zwykle ją znajdują, bo przedsiębiorcy korzystają na niewydolności publicznego systemu. Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, pod koniec września 2019 r. prywatne ubezpieczenie zdrowotne miało ponad 2,8 mln Polaków, o 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Spora część Polaków korzystała z abonamentów w sieciach przychodni, przez lekarzy nazywanych „biedronkami" – od liczby pacjentów, których muszą przyjąć w ciągu godziny, i bardzo krótkich przerw między poradami.

Choć Covid-19 nieco odwrócił tę tendencję i wiele osób zrezygnowało z dodatkowo płatnych abonamentów, nadal na pojedyncze wizyty umawia się do sieci. Idą tam także za swoimi lekarzami.

– Każdego roku zatrudniamy określoną liczbę lekarzy specjalistów, która odpowiada rosnącemu zapotrzebowaniu na nasze usługi na rynku. Oferujemy usługi medyczne w ponad 70 specjalizacjach – mówi Marzena Smolińska z Medicover. I dodaje, że medyków zachęcają nie tylko atrakcyjne stawki, ale też dostęp do najnowszych technologii, np. e-zdrowia, czy wsparcie dla lekarza ze strony pracowników administracyjnych.

Pandemia śrubuje poziom

Wysokimi stawkami kuszą też inne sieciówki, nieoferujące takiego wsparcia dla lekarzy.

– Przed pandemią za godzinę w poradni proponowano mi 150 zł na rękę, a nie miałem jeszcze specjalizacji – mówi warszawski ortopeda. – To pieniądze nie do pogardzenia – dodaje specjalista nefrologii, który w sieciówce przyjmuje jako lekarz internistycznej pomocy doraźnej, bo stawka proponowana za konsultowanie sezonowych infekcji jest wyższa niż ta dla specjalisty.

Choć część placówek narzuca liczbę pacjentów, których trzeba obsłużyć w ciągu godziny, medycy nadal decydują się na pracę i upatrują szansę w pandemii. Wykruszanie się abonentów stopniowo zmusza też mniej etyczne sieciówki do poprawy standardów.

– Po kilku skargach przełożeni zrozumieli, że nie każdego pacjenta da się „obsłużyć" w pięć minut, i dają nam leczyć, jak trzeba – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z lekarzy.

Łukasz Jankowski prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie

Dla lekarza nie ma znaczenia, jaka jest struktura właścicielska jednostki i czy pracuje w publicznej czy prywatnej ochronie zdrowia. O lekarza dziś walczy się warunkami pracy i możliwościami leczenia zgodnie ze sztuką medyczną. W poradniach mających kontrakt z NFZ i tych, które leczą wyłącznie prywatnie, te warunki często się różnią. Im szybciej włodarze systemu zrozumieją ten mechanizm, tym szybciej przychodnie wyłącznie publiczne dostosują warunki pracy do rynkowych. To nie tylko kwestia wynagrodzenia, ale i systemowego wsparcia lekarza podczas pracy. Mam tu na myśli nowoczesne narzędzia, dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej i szybką możliwość konsultacji z innym specjalistą w placówce, nie mówiąc już o komfortowych warunkach zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA