fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cannes

Brutalność rosyjskiej prowincji i nowojorskich przedmieść

Siergiej Łoźnica portretuje prawdziwą Rosję.
Filmy Siergieja Łoźnicy i braci Safdie ukazują mroczną stronę współczesnego świata, ale wywołały różne reakcje.

Korespondencja z Cannes

Po pokazie prasowym "Łagodnej" Siergieja Łoźnicy wielu zachodnich dziennikarzy było skonsternowanych. Film został wybuczany, włoski krytyk, obok którego siedziałam, wyszedł przed końcem projekcji, a znajomy Izraelczyk zapowiedział, że zrezygnuje z wywiadu z Łoźnicą, bo „nie wie, o co go pytać".

Obrazy pokazywane przez Siergieja Łoźnicę wykraczają poza wyobraźnię zachodniego widza. Urodzony na Białorusi, wychowany w Kijowie, wykształcony w Moskwie artysta wybrał w życie w Berlinie. Ale w kinie wciąż śledzi postkomunistyczną mentalność byłych republik ZSRR. Zwykle patrzy z dystansu na Rosję, kreśląc sugestywny obraz kraju, w którym upadły wszelkie wartości. We wstrząsającym filmie „Szczęście ty moje" kierowca ciężarówki, gubiąc się na wiejskim szlaku, pytał: „Dokąd prowadzi ta droga?". „Donikąd" – słyszał w odpowiedzi.

„Łagodna" też jest obrazem degrengolady i wszechobecnej agresji. Do kobiety z małej rosyjskiej mieściny wraca paczka, którą wysłała do męża do więzienia. Mąż został skazany za morderstwo, żona jednak stale powtarza, że siedzi „za nic", bo niczego nie zrobił. Zaniepokojona postanawia sprawdzić, co się dzieje. Jej podróż staje się jednym wielkim upokorzeniem. Bo tu człowiek się nie liczy, każdy urzędnik i funkcjonariusz okazuje swoją władzę. Kobieta obija się o świat ludzi prymitywnych, ich chamstwo, hipokryzję i agresję.

Łoźnica nie chodzi po nocnych klubach Rosji, nie portretuje nowobogackich w mercedesach. Jedzie na prowincję – nędzną, zapomnianą, walczącą o każdy dzień. Straszny, mocny film.

– To metafora kraju, w którym ludzie są permanentnie gwałceni – mówi reżyser. – Na każdym etapie życia stykają się z przemocą, kłamstwem, brakiem szacunku dla podstawowych wartości.

W bogatym świecie Zachodu getta nienawiści i agresji wyglądają inaczej. W „Good Time" Josha i Benny'ego Safdie dwaj bracia usiłują przeżyć na przedmieściach Nowego Jorku. Jeden z nich jest niepełnosprawny umysłowo, drugi się nim opiekuje. Napad na bank ma im przynieść pieniądze na wyjazd do „chaty w lesie" i spokojne życie. Ale to, co miało być bezkrwawą akcją, zamienia się w tragiczną noc. Bracia Safdie zrobili obraz brutalny, pokazali ludzi skazanych na niebyt.

Do takiego kina – pełnego terroryzmu i zbrodni – zachodni krytycy przyzwyczaili się. Obrazy z głębokiej, rosyjskiej prowincji, choć dla nas są mocne i przygnębiające, w ich percepcji świata często się nie mieszczą. Ale przecież przychodzi taki moment, gdy bohater „Good Time" zapytany dokąd zmierza, mógłby już odpowiedzieć jak wieśniak z filmu Łoźnicy: „Donikąd".

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA