fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Cud nad deficytem

shutterstock
Rząd przyjął projekt budżetu na 2020 rok. Potwierdziły się informacje „Rzeczpospolitej", że dochody zrównoważą w nim wydatki. Są wątpliwości, czy to nie zbyt ambitny plan.

Zarówno dochody budżetu państwa, jak i wydatki w 2020 r. mają wynieść po 429,5 mld zł – wynika z projektu budżetu, nad którym we wtorek dyskutowała Rada Ministrów.

To dobra informacja dla Polaków, bo oznacza, że rząd przestanie żyć na kredyt i zadłużać kolejne pokolenia. Premier Mateusz Morawiecki podkreślał na konferencji po posiedzeniu rządu, że zadłużenie sektora finansów publicznych spadnie w 2020 r. aż o 1,5 proc. PKB w porównaniu z 2019 r. Premier mówił też o satysfakcji z budżetowych planów rządu. Bo choć przez ostatnich 30 lat budżet bez deficytu był marzeniem liberalnych ministrów finansów i ekonomistów, taki wyczyn nie udał się dotychczas nikomu.

Czytaj także: Budżet 2020 pełen znaków zapytania

Mimo to plany rządu PiS wzbudziły krytykę. Politycy opozycji wytykali, że to projekt pod publiczkę, możliwy dzięki „skokowi" na prywatne aktywa zgromadzone w OFE. Rzeczywiście, rząd planuje likwidację OFE, a nasze pieniądze trafić mają na indywidualne konta emerytalne. Transferowi towarzyszyć ma tzw. opłata przekształceniowa, która da budżetowi ok. 20 mld zł w ciągu dwóch lat.

– Papier jest cierpliwy, wszystko można napisać – mówi „Rzeczpospolitej" Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej. – Ostatnie lata pokazują, że deficyt w kasie państwa istnieje. W 2019 r., przy wysokim wzroście gospodarczym, mamy go na poziomie 28 mld zł. Czy redukcja dziury budżetowej do zera oznacza, że PiS zrobi to kosztem zamrożenia pensji pracowników administracji, kultury, sądownictwa czy nauczycieli? – wytyka.

Lubnauer dotyka ważnego problemu, który może się pojawić w 2020 r. Z projektu budżetu wynika bowiem, że wydatki kasy państwa wzrosną tylko o 13 mld zł. A samo rozszerzenie programu 500+ na wszystkie dzieci pochłonie 20 mld zł, 13. emerytura zaś (jeśli nastąpi jej wypłata) – ok. 8–9 mld zł. To oznacza, że wydatki na inne cele niż obiecane przez PiS programy społeczne będą musiały być ograniczone.

Zrzeszająca pracodawców Konfederacja Lewiatan zarzuca, że realizacja planów rządu oznacza wyższe koszty dla pracowników i przedsiębiorców. – Zniesienie limitu składek na ZUS to nowe obciążenie dla firm. Zaszkodzi też gospodarce – ostrzega Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Zniesienie limitu składek na ZUS ma przynieść budżetowi w 2020 r. prawie 6 mld zł. Ciekawe, że z informacji przedstawionych we wtorek nie wynika, czy to rozwiązanie wejdzie w życie w 2020 r. czy nie. Premier Morawiecki powtórzył jednak, że projekt nie przewiduje wprowadzenia tzw. testu przedsiębiorcy.

– Budżet bez deficytu byłby możliwy pod warunkiem, że w przyszłym roku nie będzie 13. emerytury, oraz zlikwidowany zostanie limit składek na ZUS – analizuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – W przeciwnym razie nawet z dochodami jednorazowymi i po uwzględnieniu różnych „miękkich" zapisów o wzroście dochodów prezentacja projektu zrównoważonego budżetu byłaby już nawet nie lipą, ale superlipą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA