fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Ambitne plany redukcji długu mogą się nie udać

Fotorzepa, Robert Gardziński
Wartość długu publicznego ciągle rośnie, na koniec 2018 r. sięgnęła 1,035 bln zł. W trzy lata rząd PiS zadłużył Polskę na 111 mld zł, ale rekordzistą był rząd PO–PSL – w kadencji obejmującej światowy kryzys.

Polska idzie pod prąd globalnym tendencjom – nasze zadłużenie spada w relacji do PKB, podczas gdy w krajach rozwijających się szybko rośnie. Czy wkrótce jednak do nich dołączymy?

Dług publiczny na świecie gwałtownie rośnie – ostrzega Bank Światowy w czerwcowym raporcie perspektyw globalnej gospodarki (Global Economic Prospects 2019). W krajach rozwiniętych zadłużenie utrzymuje się powyżej 100 proc. od kilku lat i jest to poziom najwyższy od sześciu dekad.

W 2018 r. delikatnie spadło do 103,5 proc. z 104,5 proc. na koniec 2017 r., ale wiele wskazuje na to, że to tylko wahnięcie. Ze względu na niski koszt pieniądza i jednocześnie słabnące tempo rozwoju gospodarczego w krajach rozwiniętych debatuje się raczej o dalszej ekspansji zadłużenia niż o jego redukcji.

W krajach rozwijających się, do których należy Polska, poziom zadłużenia jest znacznie niższy, ale rośnie szybciej. Na koniec 2018 r. sięgnął 50,6 proc. PKB, czyli aż o 15 pkt proc. więcej niż przed wybuchem światowego kryzysu.

Bank Światowy zaznacza, że te kraje stoją nawet przed większym dylematem niż już rozwinięte, bo mają więcej potrzeb rozwojowych. Analiza BŚ pokazuje, że kraje o niskich i średnich dochodach będą potrzebowały inwestycji w przedziale od 640 mld do 2,7 bln dol. rocznie, aby osiągnąć cele rozwojowe do 2030 roku.

Polska na tle tych analiz wypada bardzo ciekawie, bo idzie raczej pod prąd globalnym trendom. O ile wartość nominalna zadłużenia już przebiła 1 bln zł i ciągle rośnie, o tyle jednak relatywna jego wartość w stosunku do PKB wyraźnie spada od dwóch lat. Co więcej, resort finansów zamierza kontynuować te pozytywne trendy. W Wieloletnim Planie Finansowym Państwa prognozuje, że dług w relacji do PKB spadnie do 40,6 proc. w 2022 r. z 48,9 proc. w 2018 r. I to przy realizacji kolejnych wydatków społecznych, zapowiedzianych w ramach „piątki" PiS.

– To bardzo ambitne plany – komentuje Grzegorz Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Ale raczej zbyt ambitne –dodaje. Jego zdaniem w kolejnych latach zadłużenie państwa w relacji do PKB rzeczywiście może spadać, ale mało prawdopodobne jest, że do 40 proc. PKB.

– W tym oraz przyszłym roku sytuacja finansowa państwa pod względem wielkości deficytu i długu jest bezpieczna, ponieważ bazuje na dochodach jednorazowych – analizuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Chodzi o dochody ze sprzedaży częstotliwości 5G czy tzw. opłaty przekształceniowej, jaką rząd chce pobrać od oszczędności Polaków w OFE, gdy zostaną one przeniesione na prywatne konta emerytalne.

– Jednak są to dochody jednorazowe i można spodziewać się, że od połowy 2021 r., wraz z pojawiającym się wyraźnym spowolnieniem tempa rozwoju, pojawi się spory deficyt, a dług zacznie rosnąć także w relacji do PKB – uważa Benecki.

– Oczekiwania rządu są superoptymistyczne, a ja nie widzę podstaw do takiego optymizmu – wytyka też Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Moim zdaniem tempo wzrostu PKB w horyzoncie ośmiu kwartałów spadnie do 1,5 proc., a wówczas, by zrealizować zapowiedziany wzrost wydatków, rząd będzie musiał się szybko zadłużać – analizuje.

Pytanie, czy jest w tym coś złego? Ogólna zasada brzmi, że kraj jest na dorobku i inwestuje w podnoszenie produktywności gospodarki, to może zwiększać dług, bo będzie go w stanie spłacić w przyszłości. – W Polsce jest jednak inaczej – ocenia Benecki. – Mamy skumulowaną w krótkim czasie ekspansję wydatków socjalnych, które pobudzają tylko konsumpcję w krótkim okresie. Dziś te wydatki finansowane są z poprawy ściągalności podatków, ale ma to też skutki uboczne, bo rosnący fiskalizm i niepewność regulacyjna dusi aktywność inwestycyjną przedsiębiorstw. Innymi słowy, gospodarka i ludzie żyją z pracy w firmach, a nie ze świadczeń społecznych finansowanych z czyichś podatków – mówi Benecki.

– Struktura wydatków publicznych i wzrostu gospodarczej w Polsce sugeruje raczej, że w przyszłości będziemy mieli więcej problemów z rosnącym zadłużeniem – uważa Benecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA