fbTrack

Budżet i Podatki

Fiskus analizuje możliwość obniżenia klina podatkowego

Adobe Stock
Dobra kondycja finansów państwa daje pole do pobudzenia gospodarki przez instrumenty fiskalne – wynika ze słów minister finansów Teresy Czerwińskiej. Być może takim „bodźcem" okaże się obniżka PIT i składek na ZUS.

W marcu Ministerstwo Finansów ma przedstawić i rozpocząć szerokie konsultacje reformy podatków dochodowych. Celem tej reformy ma być przede wszystkim uporządkowanie i rozdzielenie opodatkowania dochodów z różnych źródeł, to znaczy z pracy osobistej, działalności gospodarczej oraz z kapitału.

Obecnie w tym zakresie rzeczywiście panuje pewien miszmasz regulacyjny. Przykładowo firmy od swoich dochodów mogą płacić CIT lub PIT, i to w kilku odsłonach (19-procentowy podatek liniowych lub wedle skali 18 i 32 proc., lub ryczałt). Ale reforma może być znacznie głębsza. Jak mówiła bowiem w środę minister finansów Teresa Czerwińska, w resorcie trwają analizy dotyczące obniżenia tzw. klina podatkowego w celu pobudzenia gospodarki.

– Naszym wyzwaniem, w kontekście spowolnienia gospodarczego, jest utrzymanie tempa wzrostu i pobudzenie gospodarki – mówiła minister. Dodała, że polityka monetarna przy rekordowo niskich stopach procentowych praktycznie wyczerpała swoje możliwości w tym celu, trzeba więc sięgnąć po instrumenty fiskalne. Szybkie tempo rozwoju gospodarczego jest też Polsce potrzebne, byśmy mogli nadrabiać dystans do bardziej rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.

Więcej szczegółów minister Czerwińska nie podała, wiadomo jednak, że obniżenie obciążeń nałożonych na pracę, co prowadziłoby do wzrostu płac netto, byłoby bardzo dobrze przyjęte przez podatników. Klin podatkowy to, mówiąc w uproszczeniu, różnica między tym, ile pracodawca wydaje na wynagrodzenia, a tym, ile trafia do kieszeni pracownika. Wedle badań OECD przy przeciętnym wynagrodzeniu łączne obciążenia (podatki, składki na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenia zdrowotne i inne daniny) wynosiły w 2017 roku ok. 35,6 proc. kosztów pracy. Na tle krajów Europy Zachodniej wypadamy całkiem nieźle (przykładowo w Niemczech to prawie 50 proc.), jednak zdaniem ekspertów w polskich warunkach jest to zbyt dużo. Zwłaszcza w przypadku osób o niskich kwalifikacjach, których zarobki są stosunkowo niskie, zbyt wysoki klin utrudnia znaczące podniesienie płac. Przy wyższych zaś wynagrodzeniach wysokie obciążenia pracy wypychają pracowników na bardziej opłacalne pod tym względem samozatrudnienie. Inna sprawa, że prace resortu finansów mogą zmierzać w kierunku obniżenia klina przy wynagrodzeniu za prace, jak i jego podwyżki przy samozatrudnieniu.

Minister Teresa Czerwińska poinformowała również w środę, że budżet państwa zakończył 2018 rok rekordowo dobrym wynikiem, czyli deficytem znacznie poniżej 15 mld zł. W ten sposób resort uciął spekulacje, że rząd na koniec roku pokaże nadwyżkę. Takie oczekiwania to efekt bardzo dobrej sytuacji budżetu po listopadzie, który był 11,06 mld zł na plusie. Minus po 12 miesiącach oznacza, że w samym grudniu jednostki budżetowe „wyrobiły" ok. 25 mld zł deficytu. W dużej mierze – jak wyjaśniała Czerwińska – to efekt nowelizacji tzw. ustawy okołobudżetowej, co zwiększyło wydatki o ok. 10 mld zł.

Limit dla deficytu budżetu w 2019 r., zgodnie z projektem, nad którym pracuje Sejm, ustalono na 28,5 mld zł. Minister Czerwińska podkreślała, że mimo oczekiwanego spowolnienia gospodarczego kondycja finansów państwa jest stabilna i bezpieczna.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL