fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budowa i remont

Inwestycje na terenach zalewowych to ryzyko

Fotorzepa, Jerzy Dudek jd Jerzy Dudek
Nad rzekami czy strumieniami trudniej teraz budować. Od Nowego Roku obowiązują bardziej restrykcyjne zasady uzyskiwania warunków zabudowy, a te decyzje, które wydano wcześniej, wygasły i można je już tylko wyrzucić do kosza.
Tysiące decyzji o warunków zabudowy przestało obowiązywać od Nowego Roku. Ważności pozbawiło je prawo wodne, które tego dnia weszło w życie. Chodzi o decyzje wydane dla działek położonych na terenach zagrożonych powodzią raz na 10 lub 100 lat. To precedens.
Nie przypominam sobie, by w ostatnich 20 latach jakiekolwiek przepisy pozbawiły ważności na taką skalę tylu decyzji.
Jaki jest powód?
Chodzi o bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. Administracja wodna chce mieć większy wpływ na to, co się buduje w pobliżu rzek czy potoków.
W obrocie prawnym jest zaś wiele starych warunków zabudowy, wydanych przed 14–12 laty, kiedy nikt specjalnie się nie przejmował, czy zalewa raz na 100 lat czy też nie.
Nie przeszkadzało to również urzędnikom wydającym warunki zabudowy oraz pozwolenia na budowę. Po kilku większych powodziach podejście zaczęło się jednak zmieniać.
W ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wprowadzano zakaz budowy na terenach zalewowych. Zwolnić z tego zakazu mógł
jedynie regionalny zarząd gospodarki wodnej.
Jeszcze bardziej śrubę przykręca prawo wodne, obowiązujące od 1 stycznia 2018 r.
W porównaniu ze starym prawem wodnym stawia bowiem dużo wyższe wymagania. Nie tak łatwo będzie już uzgodnić z nową administracją wodną warunki zabudowy. Po Nowym Roku nie ma już zwolnień z zakazów. Nowa administracja wodna, czyli Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie", nie zwalania już z zakazów, tylko wydaje decyzję uzgodnieniową, w której ma prawo stawiać wymagania co do tego, jak ma wyglądać zagospodarowanie działki.
Co stanie się więc z działkami, którym wygasły warunki zabudowy? Inwestorzy nie mają wyjścia, jeśli chcą budować, muszą uzyskać
warunki zabudowy na nowych zasadach albo czekać na uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Nie ma jednak żadnej gwarancji, że je otrzymają. Muszą się liczyć z tym, że w ogóle nie dostaną warunków, a wtedy z inwestycją trzeba będzie się pożegnać.
W nowych przepisach zabrakło też logiki. Z jednej strony unieważniają one stare warunki zabudowy wydane przed 1 stycznia br. Z drugiej jednak strony przewidują, że jeżeli inwestor wystąpił o wydanie warunków zabudowy przed 1 stycznia i postępowanie w tej sprawie się nie zakończyło, to dostanie warunki na starych zasadach. Zdaniem prawników jest to błąd legislacyjny, jakich wiele teraz w prawie. Fakt jest jednak faktem. Taki przepis wszedł w życie i stosuje się go, dopóki nikt nie zakwestionuje jego konstytucyjności lub nie uchyli.
Natomiast Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej zapewnia, że nadal ważne są te warunki, na podstawie których wydano pozwolenia na budowę albo zgłoszono zamiar budowy.
Podobnie jest w wypadku wieloetapowych inwestycji. Warunki również nie będą wygasać i roboty będą mogły być kontynuowane.
Jest jeszcze jeden problem. To, czy dana nieruchomość znajduje się na obszarze szczególnego zagrożenia powodzią, wynika z dość niedawno opracowanych map ryzyka powodziowego, a dla mniejszych cieków nadal ze starszych studiów ochrony przeciwpowodziowych. Niestety, szczególnie wiele z tych dokumentów zawiera błędy. Zdarza się, że obejmują one obszary, które przez kilkaset lat nie były zalewane. Skorygowanie tego typu błędów nie jest proste.
Inwestor, który chce budować na tych terenach, jeżeli nie uda mu się zmienić studium czy mapy, też musi ponownie ubiegać się o warunki zabudowy. Oficjalnie bowiem jego nieruchomość znajduje się na terenach, na których powódź może wystąpić raz na 10 lub 100 lat. ©?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA