fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Większość Polaków myśli o powrocie do kraju po brexicie

Polakom pobyt na Wyspach przestaje się opłacać
shutterstock
Tylko 38 proc. Polaków na Wyspach wystąpiło o prawo do pobytu po brexicie. Większość myśli o powrocie.

Ci, co stawiają w największej firmie hazardowej Ladbrokes na wyjście Królestwa z Unii przed 1 lutego przyszłego roku, mogą na każdym funcie wygrać 40 pensów. Ale jeśli ktoś zaryzykuje scenariusz odwrotny, wygra 175 pensów.

Bo choć 3,5 roku po referendum rozwodowym nie brzmi to zbyt przekonująco, perspektywa, że raz jeszcze dojdzie do odłożenia brexitu jest mało prawdopodobna. Przed wyborami 12 grudnia za duża jest w sondażach przewaga torysów, aby ich porażka wydawała się możliwa.

Ucieczka przed brexitem

Zgodnie z umową rozwodową obywatele UE, którzy do końca 2020 roku nie uzyskają statusu osoby osiedlonej lub ubiegającej się o taki status, nie będą mieli prawa mieszkać i pracować legalnie w Wielkiej Brytanii, pobierać tu zasiłków czy otworzyć konta w banku. 80 proc. Rumunów czy Bułgarów wystąpiło więc o taki dokument.

Ale Polacy nie.

– W negocjacjach umowy brexitowej zachowanie praw Polaków żyjących na Wyspach było naszym najważniejszym celem. Brytyjczycy uwzględnili bardzo wiele naszych sugestii, w tym to, że formularz dla uzyskania statusu osoby osiedlonej jest bardzo prosty. Aby zmobilizować Polaków do podjęcia tej procedury napisałem list otwarty, który spotkał się z poważnym odzewem w mediach brytyjskich i polskich. Udział naszych rodaków, którzy wypełnili ten wniosek skoczył z 27 do 38 proc. Mimo to wciąż jest to mało – mówi „Rz” ambasador RP w Londynie, Arkady Rzegocki.

Odkładanie wszystkiego na ostatni moment? Brak informacji? Strach przed ujawnieniem brytyjskim władzom, że nie płaciło się brytyjskich podatków czy alimentów wyznaczonych przez polski sąd? Trudno uwierzyć, że postawa Polaków aż tak różni się od na przykład Rumunów. Część wytłumaczenia leży więc chyba w planach powrotu do kraju.

Dziecko zmienia wszystko

– W ubiegłym roku 116 tys. Polaków wyjechało z Wielkiej Brytanii, przez co liczba tych, którzy pozostali, spadła do nieco ponad 900 tys. Z naszych szacunków wynika, że 80 proc. rodaków, którzy opuszczają Wielką Brytania, przenoszą się do Polski. Danych za ten rok jeszcze nie ma, ale sądzimy, że trend powrotów trwa, o ile się nie nasilił. Można to usłyszeć w polskich parafiach, polskich szkołach sobotnich, polskich sklepach. Polacy wracają, bo spadł kurs funta, panuje niepewność z powodu brexitu, styl i jakość życia w Polsce się przeobraża. Ale najważniejsza jest zmiana stosunku do własnego kraju, coraz większa pewność Polaków – tłumaczy ambasador Rzegocki.

Joanna 15 lat temu przyjechała ze swoim partnerem Piotrem do Londynu z Piły. On pracuje jako hydraulik, ona opiekowała się starszymi osobami. Dwie pensje pozwalały odłożyć pieniądze na otrzymanie kredytu na mieszkanie na obrzeżach stolicy. Ale gdy w ubiegłym roku Joanna urodziła dziecko i przestała pracować, układ przestał się opłacać.

– Trzy godziny dojazdów dziennie wypaliło Piotra. Chce wracać do kraju, choć ja bym jeszcze tu trochę została. Żeby dziecko złapało akcent – mówi Joanna.

Większość Polaków zarabia w Wielkiej Brytanii ok. 1–1,3 tys. funtów miesięcznie. Ale w Londynie, gdzie mieszka ok. 250 tys. rodaków, wynajem kawalerki na peryferiach stolicy to ok. 1 tys. funtów na miesiąc. A inne koszty życia są o wiele wyższe niż u nas. Dlatego Jakub Krupa, członek zarządu ośrodka polonijnego POSK, uważa, że to wcale nie brexit jest główny powodem coraz bardziej masowych powrotów.

– Polacy przyjechali tu kilkanaście lat temu, po przystąpieniu kraju do Unii. Dziś są na innym etapie. Gdy pojawi się dziecko lub starsi rodzice w Polsce wymagają opieki, okazuje się, że pobyt na Wyspach przestaje się opłacać. Do tego dochodzą młodzi profesjonaliści, absolwenci dobrych, brytyjskich uczelni, którzy dochodzą do wniosku, że szybciej karierę zrobią w biznesie w Polsce. Konieczność wystąpienia o status osoby osiedlonej jest okazją do takiego rachunku sumienia – mówi Krupa.

„Polsce zawdzięczamy demokrację”

Brak polskich rąk do pracy w fabrykach, hotelach czy służbie zdrowia wywołuje coraz większe zaniepokojenie Brytyjczyków. I każe zmienić stosunek do naszego kraju.

– Jesteśmy sojusznikami od II wojny światowej. Gdyby nie wielu walecznych Polaków, którzy przybyli wtedy do Wielkiej Brytanii, dziś nie bylibyśmy demokracją. W bitwie o Anglię w 1940 r. największe straty Niemcom zadał polski dywizjon 303. Lepszego nie było. Nigdy nie zapomnimy tego, co zawdzięczamy polskiemu narodowi – mówi „Rzeczpospolitej” lider eurosceptycznej frakcji torysów, deputowany Izby Gmin Mark Francois.

Ambasador Rzegocki podkreśla zaś: – Po stronie brytyjskiej nastąpiło poważne przewartościowanie stosunku do Polski. Jeszcze kilka lat temu zdarzały się wypowiedzi liderów brytyjskich partii stygmatyzujące Polaków, podawali ich za przykład, mówiąc o złych skutkach niekontrolowanej imigracji. Początek mojej misji przypadł na bardzo trudny czas, kiedy po referendum w sprawie brexitu policja zanotowała wzrost o 40 proc. przemocy wobec imigrantów. Ale dziś premier, ministrowie, wszyscy ważni politycy podkreślają wkład Polaków w II wojnę światową, a odnosząc się do dzisiejszych czasów – w rozwój brytyjskiej gospodarki. Tego Polakom bardzo brakowało.

Tylko, czy nie za późno?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA