fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Cambridge i Oksford boją się Brexitu

Na Uniwersytet w Oksfordzie ciągną nie tylko studenci z całego świata, ale i turyści
Shutterstock
Brytyjczycy zarabiają 32 mld euro rocznie na zagranicznych studentach. Poza Unią może się to skończyć.

– Znamy zasady rekrutacji dla obywateli Unii, którzy rozpoczną studia w przyszłym roku. Dalej jest wielka niewiadoma – mówi „Rzeczpospolitej” Yohei Guy, który zajmuje się naborem na London School of Economics (LSE).

Na razie poza USA żaden kraj świata nie przyciąga tak wielu studentów zza granicy jak Wielka Brytania. To ok. 450 tys. osób rocznie, z czego 1/3 pochodzi z Unii. W opublikowanym wiosną tego roku raporcie Uniwersytet w Oksfordzie obliczył, że jeśli uwzględnić nie tylko dochody z czesnego, ale także koszty, jakie studenci ponoszą poza uniwersytetem (wyżywienie, zakwaterowanie, transport etc), to jest to dochód brytyjskiej gospodarki sięgający 32 mld euro rocznie. Żyje z niego na samych uczelniach i poza nimi 350 tys. Brytyjczyków.

King's College jak FC Barcelona

Czy to się utrzyma – nie wiadomo.

– Trzy kraje świata zrobiły z edukacji biznes: Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Australia. Teraz my możemy z tego wypaść – przyznaje „Rz” Brett O’Shaughnessy, szef działu rekrutacji w Queen Mary University of London.

Do tej pory studenci z Unii mieli takie same warunki na brytyjskich uczelniach co obywatele Zjednoczonego Królestwa. Zasadniczo płacili czesne wysokości ok. 9 tys. funtów rocznie. Mogli też liczyć na korzystną, rządową pożyczkę na pokrycie tych kosztów z 30-letnim okresem spłaty (źle zarabiającym zostanie nawet umorzona). Studenci z UE nie mieli też kłopotów z uzyskaniem prawa pobytu w Wielkiej Brytanii.

– Nie wiemy, czy od 2019 r. czesne nie zostanie podwyższone do poziomu, jaki obowiązuje studentów spoza Unii, co będzie z wizami i czy pożyczki rządowe się nie skończą – martwi się w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Przemysław Jezierski z warszawskiej firmy Elab Education Laboratory, która pomaga Polakom dostać się na studia na Wyspy.

Dziś przyjezdni spoza zjednoczonej Europy płacą 15 tys. funtów rocznie za studia na szkołach biznesowych czy humanistycznych, ale też dużo więcej gdy idzie o uczelnie inżynieryjne. Aby ograniczyć imigrację jeszcze przed referendum w sprawie brexitu konserwatywny rząd mocno utrudnił wydawanie wiz dla studentów spoza Europy.

Z tego powodu gwałtownie spadła np. liczba studentów z Indii. Dziś zdecydowanie najwięcej przyjeżdża do Wielkiej Brytanii dzieci chińskiej elity finansowej, nieraz komunistycznej: to ok. 100 tys. osób rocznie.

– Brytyjskie uniwersytety zbudowały wspaniały model biznesowy dzięki kultywowanemu od lat wizerunkowi. To tak, jak z FC Barcelona: drużyna wcale nie jest dobra dlatego, że Katalończycy potrafią lepiej od innych grać w piłkę tylko dlatego, że przyciąga najlepszych graczy z całego świata oferując im wyjątkowe dochody. 40-50 proc. naszych wykładowców przyjeżdża z innych krajów Unii bo ma tu doskonałe warunki pracy.

Ale nigdzie nie jest powiedziane, że taką samą strukturę nie można zbudować na kontynencie, gdzie z kolei wyjeżdżaliby wykładać brytyjscy naukowcy. Niemcy, Holandia, Francja już szykują się, aby zająć nasze miejsce – mówi Brett O’Shaughnessy.

Na razie w Wielkiej Brytanii studiuje po ok. 12-15 tys. studentów z Niemiec, Francji i Włoch, 8 tys. z Hiszpanii i 6 tys. z Polski. Jednak poza Szkocją wszystkie brytyjskie uczelnie są płatne, podczas gdy na kontynencie większość nie pobiera czesnego. Ale nawet prywatne uczelnie są o wiele tańsze niż brytyjskie – z tego powodu Polska zdołała przyciągnąć w ostatnich latach rosnącą liczbę Hindusów, którzy nie dostali się na studia do Wielkiej Brytanii.

Russell Group naciska na May

Do tej pory, dzięki najlepszym wykładowcom z Unii a także najlepszym studentom, brytyjskie uniwersytetu zajmowały najwyższe pozycje w rankingach czołowych uczelni świata.

– W tym roku mamy 18 tys. kandydatów na 1,2 tys. miejsc. Możemy wybierać spośród najlepszych – mówi o LSE Yohei Guy.

Jednak jeszcze niedawno inny kluczowy sektor brytyjskiej gospodarki, londyńska City, był przekonany, że nie zagraża mu konkurencja zza granicy, nawet po brexicie. Dopiero decyzje czołowych banków, w tym Goldman Sachs, J.P. Morgan czy Citybank, o przeniesieniu części działalności do Frankfurtu, Paryża czy nawet Warszawy, zmieniło to nastawienie. Teraz to samo zaniepokojenie zaczyna być wyczuwalne także w brytyjskich środowiskach akademickich.

Russell Group, założone w 1994 r. stowarzyszenie 24 czołowych brytyjskich uniwersytetów (m.in. Oksford, Cambridge czy londyński King’s College) coraz mocniej naciska na rząd Theresy May aby utrzymał dotychczasowe warunki współpracy z Unią i ogłosił decyzję w tej sprawie możliwie szybko. Status organizacji zakłada, że ma ona nie tylko przyciągać największe talenty na Wyspy, ale także dbać o „maksymalizację” dochodów dla brytyjskich uczelni.

Jednak pójście na rękę studentom z UE spotkałoby się w gwałtownym oporem zwolenników twardego rozwodu ze Wspólnotą, także w samym rządzie May.

I tak już wiadomo, że wraz z wyjściem z Unii brytyjskie uczelnie stracą ok. 700 mln euro rocznie (15 proc. ich dochodów), jakie uzyskiwały z unijnych funduszy strukturalnych. Z tej puli spośród 28 krajów UE tylko Niemcy potrafiły wyciągnąć więcej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA