fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Głowa z betonu

Adam Kownacki zadaje mnóstwo ciosów, ale równie dużo przyjmuje
AFP
Pomimo nadwagi Adam Kownacki wygrał w Nowym Jorku z Chrisem Arreolą i jest coraz bliżej walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej.

Sędziowie znacznie wyżej ocenili występ urodzonego pod Łomżą 30-letniego Polaka od tego, co pokazał starszy od niego osiem lat Amerykanin meksykańskiego pochodzenia. Dwóch punktowało 117:111, trzeci 118:110 dla Kownackiego, choć jego przewaga nie była aż tak duża. Były rundy, chociażby dwie ostatnie, w których lepszy był Arreola, mimo że od połowy tego pojedynku walczył z bolesną kontuzją lewej ręki.

Kownacki raz jeszcze zaimponował ambicją i wolą walki oraz odpornością na ciosy, ale tym razem za dużo ważył (120,65 kg), więc zabrakło dynamiki, która być może pozwoliłaby mu wygrać przed czasem.

W Barclays Center na Brooklynie większość z liczącej prawie dziewięć tysięcy publiczności stanowili Polacy i dla nich niepokonany „Babyface" jest bohaterem. Miał wprawdzie wygrać przez nokaut, ale teraz nie ma to już znaczenia, najważniejsze, że był górą w starciu z rywalem, który trzykrotnie walczył o mistrzostwo świata i że Polonia znów ma komu kibicować. Tak jak kiedyś Andrzejowi Gołocie, a później Tomaszowi Adamkowi. Z tej trójki tylko Kownacki wychował się w USA, tam nauczył się boksu i biegle posługuje się językiem angielskim. Ale podobnie jak tamci dwaj, nie zapomina, gdzie się urodził.

Rekord zamiast nokautu

Kownacki i Arreola przez 12 rund nie szczędzili sobie w Barclays Center ciężkich ciosów, ustanawiając przy okazji trudne do pobicia rekordy. Obaj łącznie wyprowadzili aż 2172 uderzenia, trafiając 667 razy. W wadze ciężkiej nikt tego wcześniej nie dokonał. Polak trafiał częściej, co potwierdzają statystyki, ale do walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej w niczym to go nie przybliża. To tylko rekordy, w których lubują się Amerykanie.

Arreola pomimo dobrej postawy to już historia. Amerykanin sam mówi o emeryturze i nawet gdyby stoczył jeszcze jeden lub dwa pojedynki, mistrzem nie będzie.

Co innego Kownacki, on wierzy, że zostanie pierwszym polskim czempionem królewskiej kategorii, choć styl, w jakim odniósł swoje ostatnie zwycięstwo, niczego nie gwarantuje.

Kownacki zadaje mnóstwo celnych ciosów i jeszcze więcej ich wyprowadza, ale za dużo przyjmuje. Owszem, ma głowę z betonu i serce wojownika, strach jednak pomyśleć, co będzie, jak zmierzy się np. z Deontayem Wilderem, posiadaczem pasa WBC i największego współczynnika nokautów w tej wadze.

Niepokonany „Bronze Bomber" z Alabamy z 41 wygranych pojedynków 40 rozstrzygnął przez nokaut, a jeden zremisował, z Tysonem Furym, którego miał dwukrotnie na deskach.

Może tylko plotki

Wilder w Barclays Center komentował walkę Kownackiego dla telewizji FOX, podobnie jak Lennox Lewis. Po jej zakończeniu Polak spotkał się z mistrzem WBC i na potrzeby tej telewizji zamienili kilka słów. Kownacki mówi wprawdzie, że to nie czas na poważne rozmowy i podejmowanie wiążących decyzji, ale jeden z możliwych scenariuszy na najbliższą przyszłość zakłada jego walkę z Wilderem jeszcze w tym roku.

Jest bowiem duże prawdopodobieństwo, że planowany na 9 listopada rewanżowy pojedynek Wildera z Kubańczykiem Luisem Ortizem nie dojdzie do skutku. I to właśnie nasz rodak z Nowego Jorku ma szansę go zastąpić.

Być może to tylko słowa, może jedynie plotki, ale jeśli Sam Watson, prawa ręka Ala Haymona, doradcy Kownackiego, mówi, by „Babyface" nie planował długich wakacji, to coś chyba jest na rzeczy.

Potwierdza to zresztą, choć nie wprost, sam Kownacki. Jego żona pod koniec sierpnia spodziewa się dziecka, więc chciałby w tym czasie być jak najbliżej rodziny, ale później szybko wróci na salę treningową, by nie zaprzepaścić szansy, jeśli ta nagle się pojawi.

Kownacki doskonale wie, że z taką formą i nadwagą jak w minioną sobotę Wilderowi, Fury'emu, Joshui czy Andy Ruizowi Jr nie zagrozi. Po prostu musi być znacznie lepszy i lżejszy niż w starciu z Arreolą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA