fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Najlepsze uczelnie gotowe na zmiany

Uczestnicy debaty; od lewej: prof. Jacek Prokop, SGH; prof. Jan Szambelańczyk, UEP; dr hab. Katarzyna Kopczewska, UW; prof. Robert Tomanek, UE w Katowicach; dr hab. Sebastian Skuza, MNiSW; prof. Krzysztof Jajuga; dr Olaf Gajl
Fotorzepa, Robert Gardziński
Laureaci naszego IV już rankingu uczelni i studiów ekonomicznych dostosowują się do nowych trendów w kształceniu, chociaż ich bolączką jest mała konkurencyjność wynagrodzeń w porównaniu z biznesem.

Jaka będzie przyszłość edukacji ekonomicznej w Polsce i co zrobić, by zapewnić na krajowych uczelniach kształcenie na najwyższym poziomie, a przy tym odpowiedzieć też na potrzeby pracodawców? – to pytanie zadałam członkom kapituły i laureatom IV już edycji rankingu uczelni i studiów ekonomicznych podczas debaty towarzyszącej ogłoszeniu wyników zestawienia. Prof. Krzysztof Jajuga, prezes CFA Society Poland i członek kapituły rankingu, mówił o potrzebie większego włączenia się pracodawców w proces edukacji, co umożliwia im teraz konstytucja dla nauki. Jak zaznaczał, nie chodzi tu o sponsoring, ale o rzeczowy wkład („in kind") w postaci wiedzy i umiejętności.

Czytaj także: Najlepsze studia dla szefów są też w Polsce

Przykładem takiego wkładu mogłyby być dłuższe, np. semestralne staże w firmach w trakcie studiów licencjackich, bo studiach magisterskich studenci często już pracują, nierzadko kosztem udziału w zajęciach. – Obserwujemy też, że studenci często nie pojawiają się na wykładach, gdyż bardzo wcześnie są zatrudniani. Zajęci pracą, niekiedy nie mają nawet czasu czytać materiałów – przyznał Jacek Prokop, profesor i prorektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, która po raz czwarty okazała się najlepszą uczelnią ekonomiczną w Polsce.

Oferta dla młodych

O wyzwaniu, jakim jest intensywna często praca zawodowa studentów, także tych na studiach dziennych, mówił też prof. Jan Szambelańczyk, dyrektor Instytutu Ekonomiczno-Społecznego Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, wicelidera rankingu uczelni. W takiej sytuacji studia to fikcja. – Zatrudnienie studenta to mniejsze koszty pracy, więc pracodawcy mają taniego pracownika. Wycisną go jak cytrynę, ale potem po studiach często nie jest im już potrzebny – stwierdził prof. Szambelańczyk. Zaznaczał, że nie jest przeciwny pracy studentów, ale nie kosztem nauki. A pracodawcy, chcąc zapewnić sobie dobre kadry, powinni raczej fundować stypendia czy złożyć na uczelni zapotrzebowania na rozwiązanie jakiegoś problemu, w którego rozwiązaniu uczestniczyliby studenci. Dr hab. Katarzyna Kopczewska, prodziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, laureata rankingu studiów ekonomicznych na uczelniach nieekonomicznych, mówiła, że na jej wydziale obowiązuje zasada, że studenci studiów licencjackich nie pracują, bo nie podołaliby nauce.

Czytaj także: Gdzie warto studiować kierunki ekonomiczne? Już wiemy

Jednak nowe pokolenia studentów wymuszają zmiany w nauczaniu. Jak podkreślał prof. Jajuga, pokolenie Z nie usiedzi na wykładzie przez 1,5 godziny – wykłady będą musiały się więc przekształcać w dynamiczne konwersatoria z wykorzystaniem nowych technologii. Jego zdaniem coraz mniej ludzi będzie przychodzić na studia po dyplom – będą szukać na uczelni ekspertów w danej dziedzinie, uzupełniać naukę na kursach i poprzez praktykę zawodową, budując sobie w ten sposób zawodowe portfolio. Do tych zmian dostosowują się m.in. SGH i UW, a jak zaznaczała Katarzyna Kopczewska, na jej wydziale duża część zajęć odbywa się w małych grupach, w salach komputerowych. Dla uczelni jest to większe wyzwanie (i koszt) niż tradycyjne wykłady. – Ale to jedyny sposób, by uzyskać kształcenie porównywalne z czołowymi uczelniami brytyjskimi – zaznaczała prodziekan WNE UW.

Wygląda więc na to, że to nowe pokolenia studentów mogą wymusić rewolucję w edukacji, choć, jak stwierdził dr hab. Sebastian Skuza, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, członek kapituły rankingu, ustawa 2.0 zakłada raczej ewolucję. Zwracał uwagę, że technika pomaga, ale ma też ograniczenia. A młodzi ludzie nadal są gotowi siedzieć na wykładach, o ile są to prawdziwe wykłady, a nie prezentacje, i doceniają bezpośredni kontakt z wykładowcą.

– W edukacji liczy się nie tylko wiedza, ale też aspekt społeczny – zaznaczał wiceminister Skuza i dodawał, że chciałby, by dydaktyka była tak samo ewaluowana na uczelniach jak nauka. Przypomniał też, że konstytucja dla nauki zwiększa autonomię uczelni, które wiele zmian mogą wprowadzać same. – Efekty zmian w sposobie edukacji będzie można zauważyć za ok. pięć lat, gdy obecni studenci zakończą studia – zwracał uwagę Olaf Gajl, b. dyrektor OPI-PIB (partnera merytorycznego naszego rankingu) i członek kapituły rankingu.

Czytaj także: Techniczne szkoły prezesów

Bariera finansowa

– Jeśli uczelnie wyższe nie będą kształciły dla przyszłości, a dla jutra, to niespecjalnie będą miały rację bytu. Chcąc się kształcić dla jutra, trzeba iść na kurs – zaznaczał prof. Jan Szambelańczyk. Podkreślał, że uczelnia powinna rozwijać metaumiejętności, pełniąc też rolę selekcjonera, by wybrać tych, którzy potrafią samodzielnie zdobywać wiedzę i umiejętności. – Kształcenie ekonomistów jest piekielnie trudne, nie jesteśmy w wstanie dać pracodawcom takiego absolwenta, jakiego w danym momencie potrzebują. Nie wiemy też, jaki będzie świat biznesu za 10 lat – zaznaczał dr hab. Robert Tomanek, profesor i rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, zdobywcy 3. miejsca w rankingu uczelni. Według niego przy budowaniu swojej oferty uczelnie powinny być w stałym, ale partnerskim dialogu z biznesem, pamiętając przy tym, że uniwersytet nie jest fabryką. Katarzyna Kopczewska zwracała uwagę na problem deficytów kadrowych związanych z zarobkami nauczycieli akademickich, w tym doktorantów. – Jeśli mamy być konkurencyjni, musimy mieć najlepszych wykładowców, tymczasem rozdźwięk pomiędzy tym, co dobremu ekonomiście oferuje rynek, a tym, co daje mu uczelnia, jest ogromny. Będzie to największą przeszkodą w podnoszeniu jakości kształcenia – zaznaczała. – Nigdzie na świecie uczelnie nie wygrywają pensjami z przemysłem, ale możemy np. rozwijać działalność doradczą dla biznesu na uczelniach – podkreślał prof. Tomanek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA