Biznes

#RZECZoBIZNESIE: Jan Wróblewski: Sezonowość nad Bałtykiem to mit

tv.rp.pl
Ponad 50 procent klientów w naszych hotelach to Niemcy. Jednak większe przychody generują klienci z Polski – mówi Jan Wróblewski, członek zarządu i współwłaściciel Zdrojowa Invest & Hotels, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Zajmuje się pan condohotelami. To działalność hotelarska, deweloperska czy inwestycyjna?

Zasadniczo jesteśmy firmą hotelarską, ale mamy specyficzny sposób finansowania. Sprzedajemy poszczególne jednostki mieszkalne w hotelu pojedynczym inwestorom. Pracujemy też trochę na rynku finansowym, bo oferujemy inwestorom stopy zwrotu.

Na czym polega specyfika tego rynku? Mówi się, że hotelarstwo to jeden z najtrudniejszych biznesów świata.

Po stronie hotelarskiej to jest praca 24 godzin na dobę. Po stronie inwestycyjnej występują ryzyka. Jeżeli hotel nie jest położony w bardzo dobrym miejscu, znanym kurorcie, i nie ma obłożenia cały rok, to realizacja stóp zwrotu może być trudna. Kiedy zaczynaliśmy 10 lat temu był boom na rynku nieruchomości. Mieliśmy konkurentów, którzy oferowali wysokie stopy zwrotu z obiektów stojących w lokalizacjach drugiej kategorii. Tych podmiotów już nie ma. Można włożyć między bajki obietnice siedmiu procent zwrotu.

Inwestujecie głównie nad Bałtykiem. Jak sobie radzicie z sezonowością?

Sezonowość to mit. Większa sezonowość jest w górach. Na Pomorzu Zachodnim jest dużo klientów z Niemiec, którzy przyjeżdżają głównie poza sezonem. W sezonie przyjeżdżają Polacy. Dzięki temu mamy duże obłożenie, średnio 70 procent. Oczywiście ceny nie są tak wysokie jak w Krakowie, ale można na tym zarabiać.

Co oni robią zimą nad polskim morzem?

Jodu jest najwięcej po sezonie, jesienią i zimą. Niemieccy turyści zwracają na to uwagę. Jest też dużo rzadkich atrakcji, do których klienci przywiązują coraz większą wagę.

Ponad 50 procent klientów w naszych hotelach to Niemcy. Jednak więcej pieniędzy zostawiają klienci z Polski.

Zdrojowa to przykład szybkiej budowy wielkiej firmy w Polsce. Założył pan firmę z bratem 10 lat temu. Skąd wzięliście inspiracje?

Inspiracją był rynek amerykański. Jednak teraz to w Polsce rynek condohoteli jest bardziej rozwinięty. Tam nie jest to aż tak skrojone dla klienta, od A do Z. U nas klient przychodzi, może kupić apartament, od razu może podpisać umowę na zarządzanie nim. Nawet doradzamy w kwestiach podatkowych. Jest to gotowy, zorganizowany produkt inwestycyjny.

Ile warta jest firma?

W dziesięć lat zrealizowaliśmy dziesięć obiektów. Dwa z nich są finansowane konwencjonalnie. Nie jesteśmy spółką publiczną, nie musimy więc ujawniać wszystkich danych. Mogę tylko powiedzieć, że jesteśmy warci kilkaset milionów złotych.

Myślicie o wejściu na giełdę?

W naszej sytuacji nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu nie musimy się dzielić zyskami.

Jak udało się stworzyć tak szybko, tak dużą firmę? Co było decydujące w tej branży?

Najważniejszy na początku był nowatorski pomysł. Ważna była determinacja, wymagało to wiele pracy i wyrzeczeń.

Jakie są wasze plany?

Obecnie mamy cztery obiekty w budowie za 250 milionów złotych a kolejne cztery budowy mamy uruchomić w tym roku, to będzie zależało od sytuacji na rynku.

Myślicie o nowej branży?

W biznesie pieniądz przyciąga pieniądz. Jeżeli dobrze prowadzi się biznes, to dostaje się mnóstwo propozycji. Chcemy kapitał lokować najbardziej efektywnie i na razie nasz biznes wydaje się rozsądny. Nie ukrywam, że mamy pomysły i nasze portfolio powinno się rozszerzyć w ciągu kilku lat. Będą to biznesy z wykorzystaniem synergii.

Na jaką stopę zwrotu można liczyć korzystając z waszej oferty?

Około pięciu procent rocznie od ceny apartamentu. To jest bardzo rozsądna stopa zwrotu w dzisiejszych czasach.

Jest jeszcze miejsce na rynku condohoteli dla innych firm?

Niektóre miejscowości już są bardzo konkurencyjne, jak Sopot, Kołobrzeg czy Zakopane. Ale można jeszcze wypełnić nisze w dobrych lokalizacjach.

Kto jest waszym głównym rywalem?

Pojawiają się pojedynczy inwestorzy, niestety, niektórzy spoza branży hotelarskiej. To może rodzić problemy dla potencjalnych inwestorów, bo w Polsce dużo hoteli jest na granicy opłacalności. Często oferują wysokie stopy zwrotu, a później się okazuje, że w tych lokalizacjach i przy tym doświadczeniu na rynku hotelarskim, nie są w stanie tych obietnic spełnić. Widać, że jest apogeum takich firm.

Może pan coś powiedzieć o wynikach finansowych tego biznesu?

W zależności od segmentu są jednocyfrowe lub dwucyfrowe marże. Roczny wzrost rynku jest podobny. Jednak w Polsce rosną koszty pracy, nawet powyżej dziesięciu procent. To jest bariera. Zatrudniamy bardzo dużo pracowników, więc to czujemy.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL