fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wybory pogrążą Pocztę Polską. Spółka zawiesi inne usługi?

Fotorzepa, Miachał Walczak
Państwowy operator, którego PiS wmanewrował w środku pandemii koronawirusa w organizację korespondencyjnych wyborów prezydenckich, może zostać mocno pokiereszowany.

Spółka, która w poprzednich latach generowała straty, a w minionym roku wreszcie przekroczyła próg rentowności, prawdopodobnie znowu będzie na minusie. To w dużej mierze efekt epidemii, przez którą - jak wynika z naszych ustaleń - przychody Poczty Polskiej (PP) w ostatnich tygodniach runęły o 30 proc. Operatora przed jeszcze większymi problemami ratuje jedynie rosnący popyt na usługi kurierskie (co jest efektem wzrostów w branży e-handlu). Ale i ta „kroplówka” zostanie na pewien czas zakręcona. Przez polityków.

Czytaj także:  Wybory korespondencyjne: Listonosze mówią „nie” 

Przygotowany przez PiS projekt nowej ustawy o zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych zakłada, że operator wyznaczony (Poczta Polska) - w czasie wykonywania zadań związanych z doręczeniem pakietów do głosowania - zwolniony jest z obowiązku świadczenia innych usług pocztowych. A to oznacza, że PP przez cały tydzień przed majowymi wyborami (zgodnie z projektem operator ma siedem dni na dostarczenie pakietów) nie będzie robić nic innego, niż dostarczać karty do głosowania. Listonosze nie doręczą przesyłek, a kurierzy paczek. Przedstawiciele PP, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają: przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych będzie wymagało od nas skupienia się wyłącznie na tym zadaniu.

- Sami listonosze nie wystarczą, będzie trzeba zaangażować do tego również kurierów - mówi Bogumił Nowicki, przewodniczący pocztowej „Solidarności”.

Związkowcy wskazują, że technicznie PP jest w stanie podołać temu wyzwaniu. - By to było możliwe, należałoby jednak zrezygnować ze świadczenia innych usług i cały nasz potencjał skoncentrować na wyborach - dodaje Nowicki.

Jak mocno finansowo PP na tym straci? Co z umowami na doręczenia, jakie ma zawarte z licznymi przedsiębiorstwami i instytucjami? Te pytania pozostają na razie bez odpowiedzi.

Poczta nie chce odnosić się do tego tematu i podkreśla, że nie komentuje trwającego procesu legislacyjnego. Z kolei wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki zapewniał niedawno, że PP na organizacji wyborów z pewnością dobrze zarobi. Żadnych szczegółów jednak nie podał. Związkowcy widzą na razie minusy nowej roli, jaką wyznaczył operatorowi PiS.

- Tradycyjnie okres wyborów to dla naszej spółki czas zarabiania pieniędzy, co ma związek ze wzmożonym ruchem wynikającym z doręczaniem ulotek komitetów wyborczych. Teraz to źródło przychodów wyschło - zaznacza Sławomir Redmer, przewodniczący OPZZ Poczty Polskiej.

I tłumaczy, że abstrahując do wątków ekonomicznych, kluczowa będzie ochrona pracowników PP narażonych na zakażenie. - Czy za pieniądze ryzykować życie i zdrowie, taką decyzję każdy listonosze będzie musiał podjąć sam – dodaje Redmer.

Obecnie pracownicy PP są niechętni podejmowaniu tego ryzyka, tym bardziej, że są źle opłacani. Zarabiają 80 proc. średniej krajowej i od półtora roku bezskutecznie walczą o podwyżki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA