fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Łukaszenko sugeruje Putinowi, że może się dogadać z USA

Shutterstock
Białoruś i Stany Zjednoczone mogą podpisać umowę o współpracy wojskowej. Wcześniej Mińsk również poprzez media rozważał wspólne manewry z NATO.

Na początku grudnia Białoruś i Stany Zjednoczone podpisały porozumienie „otwarte niebo", które – jak informuje Departament Stanu USA – ma „sprzyjać wzrostowi podróży i kontaktów biznesowych".

Chodzi przede wszystkim o to, że białoruskie władze nie będą miały możliwości ingerowania w sprawy zagranicznych przewoźników lotniczych odnośnie do cen biletów i tras przelotów. To musiało dużo kosztować władze w Mińsku, które od lat rygorystycznie kontrolują białoruskie niebo i nie wpuszczają na swój rynek międzynarodowych przewoźników.

Białoruski niezależny magazyn „Nasza Niwa" twierdzi, że pomiędzy Mińskiem a Waszyngtonem trwają obecnie nieco poważniejsze rozmowy. Powołując się na źródła, gazeta podaje, że niebawem może zostać podpisany plan współpracy wojskowej, na podstawie którego powstanie odpowiednia umowa międzypaństwowa.

To byłaby pierwsza w historii Białorusi umowa określająca zasady współpracy wojskowej z USA. Tymczasem zaledwie kilka dni temu były szef sztabu generalnego białoruskiej gen. Aleh Biełakoniew mówił w białoruskich mediach o współpracy z NATO, a nawet o wspólnych manewrach z sojuszem. Opowiadał o niedawnym spotkaniu ze swoim włoskim odpowiednikiem Enzem Vecciarellim, który odwiedzał Mińsk. Białoruski generał na początku grudnia odszedł z resortu obrony, gdyż został deputowanym białoruskiego parlamentu. Swoją wypowiedzią wywołał burzę nie tylko w białoruskich, ale też w zagranicznych mediach.

Nagła chęć współpracy militarnej Białorusi z Zachodem nikogo by zapewne nie zdziwiła, gdyby nie fakt, że Białoruś pozostaje jednym z kluczowych sojuszników militarnych Rosji i członkiem kontrolowanej przez Moskwę Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Z drugiej strony Białoruś do dzisiaj nie poparła „niepodległości" oderwanych od Gruzji Osetii Południowej i Abchazji, czego chciałaby Rosja.

Rozmówcy „Rzeczpospolitej" w Mińsku twierdzą, że do takiej współpracy białoruskie władze skłaniają przyszłoroczne manewry NATO „Defender Europe 2020", największe od 30 lat ćwiczenia sojuszu, które odbędą się m.in. na terenie Polski.

– Mińsk chce wykluczyć wszelkie ryzyko i nie chce, by doszło do jakichkolwiek przypadkowych starć czy nieporozumień w trakcie tych manewrów. Wszelkie wojny wybuchały w wyniku nieporozumień – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksandr Alesiń, czołowy niezależny białoruski analityk wojskowy.

– Wcześniej na Białorusi nikt nie mówił o współpracy wojskowej z Zachodem, ponieważ nie było takiej potrzeby. Dzisiaj napięcie pomiędzy Rosją a Zachodem jest zbyt wysokie, Łukaszenko chce mieć pewność, że po drugiej stronie granicy nikt nie chce eskalacji i wojny. Białoruskie manewry z NATO są jak najbardziej możliwe i byłyby korzystne dla Białorusi. Podobno rozmowy w tej sprawie już trwają – dodaje.

Białoruś mówi o współpracy militarnej z NATO i USA tuż przed kolejnym spotkaniem Aleksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem, które ma się odbyć 20 grudnia w Petersburgu. Poprzednie w sobotę zakończyło się fiaskiem, program „głębszej integracji" Białorusi i Rosji nie został uroczyście podpisany na Kremlu, jak to planowano wcześniej. Wiadomo, że jeszcze w tym roku Białoruś ma poznać przyszłoroczną cenę rosyjskiego gazu i ropy, od których bezpośrednio zależy stan białoruskiego budżetu.

Nikt nie ujawnia, czego dokładnie dotyczy integracja, ale wiadomo, że opiera się na zawartym w 1999 r. porozumieniu „o utworzeniu Państwa Związkowego Białorusi i Rosji". Tam z kolei jest mowa o wspólnej walucie, parlamencie, a nawet rządzie. Politycy w Mińsku od miesięcy zapewniają jednak, że chodzi wyłącznie o integrację gospodarczą.

– Nie chodzi tylko o gospodarkę. Negocjacje przebiegają trudno i nawet nerwowo. Łukaszenko zaczyna naśladować Trumpa, który groził opuszczeniem różnych sojuszy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, rosyjski politolog związany z Kremlem. – Rozmowy Mińska z NATO i USA w Rosji są odbierane jako próba wywierania presji na Putina. Obawiam się tego, że jeżeli Łukaszenko będzie konsekwentny w swoich działaniach, to będzie musiał opuścić ODKB, a to boleśnie odbije się na białoruskiej gospodarce – twierdzi.

W środę Łukaszenko zasugerował, że do podpisania końcowego programu integracji Białorusi i Rosji w Petersburgu może nie dojść i że będzie potrzebne jeszcze jedno spotkanie, by postawić „wszystkie kropki nad i".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA