fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Jest pomysł na odsunięcie Łukaszenki

Łukaszenko i Putin w lipcu odsłonili pomnik żołnierzy radzieckich w rosyjskim Rżewie
afp
Kompromisowy plan pomocy Unii dla Białorusi może zyskać poparcie części władz w Mińsku, a nawet Kremla.

To jest bardzo delikatna, dyplomatyczna gra. Aby plan pomocy dla Białorusi miał szanse powodzenia, musi najpierw zyskać poparcie nawet najbardziej przychylnych Kremlowi krajów UE, jak Francja czy Włochy (w sprawach zagranicznych decyzje są podejmowane w Brukseli jednomyślnie). To znacznie zwiększa jednak szanse na jego akceptację tak przez Białoruś, jak i Rosję.

Dyktator wypadł z listy

Dlatego Polska od początku idzie tu na kompromis. Wielkość wsparcia z poszczególnych programów pomocowych nie będzie więc najprawdopodobniej znana ani po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych 22 września, ani po szczycie przywódców UE dwa dni później. To zadanie, którym zajmie się Komisja Europejska już po zatwierdzeniu podstawowych założeń programu.

Dowiedz się więcej: Polska ma pomysł na przełamanie kryzysu na Białorusi. I ma poparcie w UE

– Nie chcemy na tym etapie tworzyć dodatkowych punktów spornych – mówią źródła dyplomatyczne.

Gotowość do kompromisu Polska pokazała już wcześniej, przy ustalaniu listy przedstawicieli białoruskich władz, którzy mają zostać objęci sankcjami. W szczególności z tego powodu nie znalazł się na nich sam Aleksander Łukaszenko.

USA pozostają w cieniu

Z naszych informacji wynika, że przychylnym okiem na polski plan patrzy Ameryka, nawet jeśli na sześć tygodni przed wyborami prezydenckimi jej aktywność we wschodniej Europie zmalała. W lutym w Mińsku był sekretarz stanu Mike Pompeo. Zaproponował wtedy prezydentowi Łukaszence rozwój stosunków gospodarczych (w szczególności dostawy nośników energii), Waszyngton miał też po raz pierwszy od dziesięciu lat wysłać do Mińska ambasadora (Julie Fisher). Jednak od tego czasu Amerykanie zmienili front: zdają sobie sprawę, że Łukaszenko nie może już być gwarantem utrzymania suwerenności kraju względem Rosji. Mimo wszystko USA wolą pozostawać w cieniu polskiej inicjatywy, aby nie dawać paliwa białoruskiej propagandzie, że rewolucja jest sterowana z USA.

Protesty na Białorusi wybuchły wieczorem 9 sierpnia, gdy oficjalnie ogłoszono szóste z rzędu „zwycięstwo” Łukaszenki z ponad „80-proc. poparciem”
afp

Nasz kraj stale próbuje też nawiązać kontakt z władzami Białorusi. W pierwszych tygodniach protestów to się udawało poprzez białoruski MSZ, choć już nie resorty siłowe. Z naszych informacji wynika jednak, że po wywiadzie, jakiego 21 sierpnia premier Morawiecki udzielił opozycyjnej platformie Nexta, i te kontakty zostały właściwie zawieszone. Szef rządu chciał poprzez to niezwykle popularne za Bugiem medium zareagować na oskarżenie Aleksandra Łukaszenki o plany przejęcie przez Polskę Grodzieńszczyzny i innych części zachodniej Białorusi.

Groźba aneksji przez Rosję

Mimo to polskie władze wiedzą, że coraz więcej osób na najwyższych szczeblach władzy w Mińsku jest niezadowolonych z obrotu spraw w ostatnich tygodniach. Zdają sobie one sprawę, że niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń Łukaszenko już nigdy nie odzyska dawnej legitymizacji. I pod pewnymi warunkami byłyby skłonne do dialogu z opozycją.

– W otoczeniu prezydenta i jego starszego syna Wiktora (doradca Łukaszenki ds. bezpieczeństwa) są ludzie, którzy całkiem poważnie obawiają się inkorporacji Białorusi przez Rosję. Są patriotami, widzą, co się dzieje i nie chcą stracić kraju. Ale boją się też wykonać jakiś nagły ruch – mówi „Rzeczpospolitej” rozmówca w Mińsku. Polski plan, którego realizacja będzie rozłożona na lata, mógłby im więc odpowiadać.

Już teraz niektórzy członkowie władz otwarcie przeszli na drugą stronę. Jednym z nich jest Paweł Łatuszka, były minister kultury i wieloletni dyplomata (był ambasadorem Białorusi w Polsce i we Francji), który do niedawna zajmował stanowisko dyrektora najstarszego w kraju Teatru im. Janki Kupały w Mińsku. Został zwolniony, gdy poparł protestujących i przystąpił do prezydium powołanej z inicjatywy Swiatłany Cichanouskiej (czołowej rywalki Łukaszenki w wyborach 9 sierpnia) opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. Z powodów bezpieczeństwa musiał wyjechać z kraju na początku września.

Drogą Pawła Łatuszki poszło już kilku białoruskich dyplomatów i pracowników MSZ, wśród nich znaleźli się m.in. ambasadorowie Białorusi w Słowacji czy Hiszpanii, którzy opowiedzieli się za dialogiem pomiędzy rządzącymi a społeczeństwem. Buntują się pracownicy prokuratury, a nawet MSW. W sieci roi się od zdjęć i nagrań mundurowych publicznie odchodzących ze służby.

Zapaść gospodarki

– Na Białorusi trwa już strajk włoski nie tylko w przedsiębiorstwach, ale również w urzędach państwowych. Ludzie przychodzą do pracy i pozorują jakieś działania. Nie wprowadzają w życie żadnych programów rządowych czy ministerialnych. Ta sytuacja powoduje kryzys w zarządzaniu krajem i niesie za sobą negatywne skutki gospodarcze – mówi „Rzeczpospolitej” Łatuszka. Ale też przyznaje: urzędnicy i politycy najwyższego szczebla bardzo się boją, patrzą chociażby na mój przykład, gdy straciłem wszystko i musiałem opuścić kraj.

Kryzys rosyjskiego budżetu

Powodzenie polskiego planu jest też uzależnione od reakcji Rosji.

– Trzeba być realistą: w Europie Wschodniej niczego nie da się zrobić, nie uwzględniając stanowiska Kremla – mówią „Rzeczpospolitej” źródła dyplomatyczne.

Jednak przedłużające się protesty, które trwają już od pięciu tygodni, powodują, że także Moskwa w coraz większym stopniu będzie się dystansowała od białoruskiego przywódcy. Kilka dni temu szef rosyjskiej dypomacji Siergiej Ławrow zaapelował nawet o „dialog” z białoruskim społeczeństwem.

Pogrążonej w coraz większym kryzysie Rosji nie stać na pomoc dla Białorusi wykraczającą poza 1,5 mld dolarów kredytów, które Władimir Putin obiecał Łukaszence w Soczi. We wtorek rosyjski dziennik „Kommiersant”, powołując się na źródła, informował, że sytuacja rosyjskiego budżetu jest tak napięta, iż już niebawem resort finansów ogłosi podwyższenie podatków, które uderzą w wydobycie gazu i ropy oraz przemysł metalurgiczny.

Reforma konstytucji

Mimo to pogodzenie się Kremla z ofertą Unii dla Białorusi, jeśli nastąpi, to po upływie pewnego czasu.

– W obecnej sytuacji nie widzę możliwości jakiegoś konsensusu pomiędzy Unią Europejską a Rosją w sprawie Białorusi. Zwłaszcza biorąc pod uwagę krytykę Brukseli wobec Moskwy w sprawie Aleksieja Nawalnego. Ale nie wiemy, co będzie za kilka miesięcy i takiego dialogu nie można wykluczyć, taki kompromis jest przede wszystkim w interesie Europy – mówi „Rzeczpospolitej” Aleksiej Muchin, znany rosyjski politolog, bliski Kremlowi.

– Rosja stawia na pogłębienie integracji w ramach Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, przyśpieszonej integracji. Nie wiem, do jakiego porozumienia doszedł Putin z Łukaszenką w Soczi, ale wygląda na to, że Łukaszenko zrozumiał tam, jak trudne jest jego położenie. Wie, że jedynie Rosja może zagwarantować mu bezpieczeństwo, i myślę, że takie gwarancje już otrzymał – dodaje. Zdaniem Muchina Rosja opowiada się za przeprowadzeniem reformy konstytucyjnej na Białorusi, o której ostatnio w Soczi wspominał Putin. – Osobiście mam wrażenie, że Łukaszenko utrzyma władzę najwyżej rok, ale dalej nie widzę już go na tym stanowisku. Rada Koordynacyjna nie wzbudza zaufania w Moskwie, nie wiemy, kim są ci ludzie. Rosja ma z kim rozmawiać na Białorusi, te rozmowy już trwały przed wyborami – dodaje.

W środę do Mińska udał się szef rosyjskiego resortu obrony Siergiej Szojgu. Z krótkiego komunikatu wynika, że w białoruskiej stolicy ma omówić współpracę wojskową Białorusi i Rosji. W poniedziałek w Soczi Łukaszenko proponował Putinowi „rozpisać na kilka lat do przodu” plan wspólnych manewrów wojskowych. Wspólne białorusko-rosyjskie manewry „Słowiańskie Braterstwo” rozpoczęły się w poniedziałek pod Brześciem i mają potrwać do 25 września. Z udziału w tych ćwiczeniach zrezygnowała Serbia.

– Rada Bezpieczeństwa Rosji w ostatnim czasie już co najmniej dziesięć razy zbierała się wyłącznie w sprawie Białorusi. Rosyjskie elity oglądają się na Kreml, tam dzisiaj waży się los Białorusi – mówi „Rzeczpospolitej” dobrze poinformowane źródło w Moskwie, które pragnie zachować anonimowość.

Wenezuela w Europie

Pole manewru Aleksandra Łukaszenki jeszcze bardziej się zawęzi 5 listopada. Tego dnia kończy się jego obecna, piąta z rzędu kadencja.

– Nie uznajemy Aleksandra Łukaszenki za prawowitego prezydenta Białorusi – mówił w poniedziałek szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. A to oznacza, że rządzący od 1994 roku przywódca może powtórzyć los swojego wenezuelskiego przyjaciela Nicolasa Maduro, którego większość państw Zachodu nie uznaje za prawowitego prezydenta od stycznia 2019 roku.

– Byłaby to bezprecedensowa sytuacja w Europie. Łukaszenko straciłby podmiotowość prawną. W takiej sytuacji kraj miałby problemy z zawieraniem umów i porozumień międzynarodowych, problematyczne byłoby przyjmowanie list uwierzytelniających od ambasadorów z Mińska. Boleśnie odbiłoby się to na białoruskiej gospodarce – tłumaczy Paweł Łatuszka.

Polska na czele OBWE

To jeszcze jeden czynnik, który może skłonić Mińsk do przyjęcia kompromisowej, unijnej oferty.

– Nie chcemy przyjaźni z Rosją przeciwko Unii Europejskiej i nie chcemy przyjaźni z UE przeciwko Rosji. Jesteśmy zainteresowani jak najgłębszymi relacjami z Federacją Rosyjską jak również z UE. Chcemy być mostem, który buduje i łączy – mówi Łatuszka. – Postulujemy więc dialog pomiędzy białoruskim społeczeństwem a Rosją, bo taki dialog z Unią Europejską istnieje, o czym świadczy polska propozycja pomocy dla Białorusi. Przecież można byłoby skorzystać z pomocy zarówno jednego, jak i drugiego sąsiada. Jako dyplomata zdaję sobie sprawę z tego, że to cel idealistyczny, ale czemu mielibyśmy do tego nie dążyć? – twierdzi.

Od nowego roku Polska wejdzie do grupy trzech państw, które przewodzą pracom OBWE. Da to przez kolejne trzy lata naszemu krajowi niezwykłą możliwość kontaktów z wysokimi przedstawicielami zarówno Kremla, jak i rządu Białorusi. Gdy Polska zabiegała o to stanowisko, nikt nie przewidywał kryzysu za Bugiem. Kalendarz prac OBWE może jednak teraz okazać się ważnym atutem w rękach polskiej dyplomacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA