fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Koronawirus: Sejm razem, ale w różnych salach

Fotorzepa, Andrzej Cynka
Kierownictwo niższej izby parlamentu chyba w końcu dopracowało się formy rozproszonego, czyli bezpiecznego sanitarnie, posiedzenia, do której nie będzie poważniejszych konstytucyjnych zastrzeżeń.

Prezydium Sejmu zmieniło swą pierwotną, powszechnie krytykowaną, decyzję o zatwierdzeniu regulaminu izby. Sejm ma się jednak zebrać w czwartek celem zmiany regulaminu, aby posiedzenia mogły się odbywać nie tylko w sali plenarnej, bo obecność 460 posłów (nawet wyjąwszy tych na kwarantannie) mogłaby stanowić zagrożenie epidemiczne – nie mówiąc o najnowszych przepisach sanitarnych (rozporządzenie ministra zdrowia) zakazujących kilkuosobowych zgromadzeń, gdyż one co do zasady parlamentu nie dotyczą. Dotąd Sejm i Senat obradowały zawsze w jednym miejscu, choć były przypadki, że działo się to poza gmachem Sejmu, a nawet poza stolicą.

Wynika to z faktu, że uchwalanie ustawy, podobnie zresztą uchwały, a taki status ma regulamin Sejmu, wymaga obecności na tej samej przestrzeni co najmniej 230 posłów. I nawet gdyby dokonać wykładni regulaminu izby – czy to z duchem czasu czy funkcjonalnej, motywowanej nadzwyczajną sytuacją epidemiologiczną – wymagałoby to zachowania dotychczasowej formy, czyli głosowania w jednej sali. A tego chcemy obecnie uniknąć.

Poza tym są zastrzeżenia zwłaszcza do zdalnego uczestniczenia w sesji Sejmu i głosowania np. przez posłów objętych kwarantanną, z którymi wprawdzie byłby kontakt audiowizualny, i do udziału w nim mediów, w końcu do kwestii zabezpieczenia się przed fałszerstwem czy zablokowaniem czyjegoś głosowania. Zastrzeżenia brały się z tego, że wymóg obecności parlamentarzystów rozciągano też na sąsiednie sale parlamentu, ale już nie na mieszkanie posła – uważa konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.

Według ostatnich ustaleń Prezydium Sejmu na sali plenarnej mogłaby przebywać ograniczona liczba posłów reprezentujących każdy z klubów, a pozostali będą uczestniczyć w obradach w formie zdalnej. Posłowie będą mogli zabierać głos i zadawać pytania za pomocą specjalnego komunikatora. Mniej więcej taki pomysł sformułował przed kilkoma dniami na łamach „Rzeczpospolitej" prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW.

Dla ekspertów kluczowe jest określenie „zdalne" uczestnictwo w obradach. Jeśli posłowie niebędący na sali plenarnej i galerii byliby w sąsiednich salach obszernego przecież gmachu Sejmu, to byłoby to do zaakceptowania, ale nie wyobrażają sobie zdalności sięgającej aż do domów posłów.

Drugim istotnym postanowieniem ma być to, że te częściowo zdalne posiedzenia odbywać się mają tylko w stanie epidemii lub któregoś z trzech stanów nadzwyczajnych: wyjątkowego, wojennego lub klęski żywiołowej, jakie przewiduje konstytucja (do tej pory żadnego z nich nie wprowadzono). Dodajmy, że nawet gdyby ogłoszono postulowany przez ekspertów stan klęski żywiołowej czy wyjątkowy, parlament musiałby wykonywać obowiązki, bo wydawanie przez prezydenta (na wniosek rządu) rozporządzeń z mocą ustawy jest możliwe tylko po ogłoszeniu stanu wojennego (art. 233 konstytucji). Dlatego ustanowienie jakiejś awaryjnej formy posiedzeń parlamentu jest wręcz konieczne.

Sukces Sejmu w tym względzie może tym łatwiej wdrożyć Senat, ponieważ liczy „jedynie" 100 senatorów.

Ustanowienie niebudzących większych kontrowersji zasad awaryjnego obradowania parlamentu jest ważne, aby nie było później poważniejszych zastrzeżeń do konstytucyjności uchwalonych w tym trybie ustaw. Formalne stwierdzenie takich ewentualnych wad należy do Trybunału Konstytucyjnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA