fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Porażka znanej frankowiczki przed sądem

Bloomberg
Sąd Okręgowy w Warszawie w całości oddalił powództwo Barbary Husiew, wiceprzewodniczącej stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, która pozwała jeden z banków.

Wyrok ogłoszono w środę, 11 grudnia. Sędzia Sądu Okręgowego Agnieszka Derejczyk w całości oddaliła powództwo Barbary Husiew, która pozwała Santandera, sąd obciążył ją kosztami postępowania. Sprawa dotyczyła umowy kredytu denominowanego do waluty. Sąd uznał, że klauzula przeliczająca wartość kredytu nie była abuzywna.

Czytaj także: W sądach górę biorą frankowicze. A liczba pozwów rośnie

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła, że umowa podpisana przez klientkę miała tytuł „umowa walutowa”, nie można więc podnosić argumentu, że była to umowa w złotych, była negocjowana w dwóch aspektach – marży i spłaty od razu w walucie obcej – nie można więc podnosić, że umowy nie można było negocjować w bankiem.

Sąd stwierdził, że klientka nie była zmuszona do wyboru oferty banku i nie miała możliwości szukania innej oferty innego banku (wniosek kredytowy był w październiku, a ostateczne podpisanie umowy nastąpiło w styczniu – miała zatem sporo czasu). Sędzina nie podzieliła też argumentacji klientki, że odmówiono jej wyniesienia umowy z banku i konsultacji z prawnikiem. W umowie był jednak zapis, że można od niej odstąpić w ciągu 10 dni, a p. Husiew ją podpisała, czyli de facto była świadoma tej możliwości – miała możliwość konsultacji. Poza tym musiała być świadoma ryzyka kursowego, bo podpisując umowę złożyła oświadczenie, że ma świadomość, że kurs może się wahać.

Czytaj także: #RZECZoBIZNESIE: Kamil Sobolewski: Wyrok TSUE to zagrożenie dla złotego

Klientka argumentowała, że umowa była sprzeczna z zasadami współżycia społecznego. Sędzia podkreśliła, że nikt z kredytobiorców nie podnosił argumentu o sprzeczności z zasadami współżycia społecznego w momencie zaciągania kredytu i tym samym podpisywania umowy, bo wtedy kurs CHF był niski. Dodała, że prawa ekonomii dyktują, że banki jako instytucje, zarabiają na swoich usługach, nie są zaś instytucjami charytatywnymi. Bank ustalał kurs na podstawie określonego w umowie mechanizmu, uwzględniającego warunki rynkowe. Sędzina stwierdziła, że wysokości kursu nie bank czy jego zarząd nie "wymyślał". Zwróciła uwagę, że osoba udająca się do banku po kredyt powinna mieć świadomość, że biorąc kredyt na tak długi okres zmienność kursu jest naturalna. Świadomość tę klient powinien mieć niezależnie od wykształcenia czy rodzaju wykonywanego zawodu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA