fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Wybory do PE: PiS zastawiło na siebie pułapkę

Fotorzepa, Michał Kolanko
Od kilku dni PiS zdaje się robić wszystko, by mobilizować... swoich przeciwników. A ogłaszając się obrońcą Kościoła, samo zastawiło na siebie pułapkę.

Wybory wygrywają nie ci, którzy prowadzą w sondażach ani którzy mają rację. Wygrywają ci, którzy lepiej potrafią zmobilizować swoich wyborców, by poszli do urn. Dlatego choć w większości sondaży Prawo i Sprawiedliwość prowadzi – co może odzwierciedlać realne sympatie polityczne w społeczeństwie – to jednak coraz bardziej możliwy staje się scenariusz, w którym to Koalicja Europejska wyprzedzi rządzących.

Od kilku dni partia Jarosława Kaczyńskiego zdaje się robić wszystko, by mobilizować... swoich przeciwników. PiS nie doceniło skali emocji, jakie wywołało zatrzymanie przez policję Elżbiety Podleśnej, krytycznej wobec rządu aktywistki, która rozlepiała plakaty z Matką Boską w tęczowej aureoli. Temat ten pojawiał się kilkanaście milionów razy każdego dnia w sieci, w dodatku w kontekście bardzo krytycznym i dla PiS, i dla Kościoła. Ponieważ jednak to PiS obwołało się obrońcą Kościoła i tradycyjnych wartości, duża część tej mobilizacji może obrócić się właśnie przeciwko partii rządzącej. Liberalni i centrowi wyborcy dwa tygodnie przed głosowaniem dostali silny impuls do tego, by ruszyć się w dzień wyborów z domu i wyrazić przy urnie sprzeciw wobec PiS.

Ale Prawo i Sprawiedliwość może też zebrać żniwo błędów, jakie popełniło w tej kampanii. Na przykład podjęcia tematyki LGBT. Na krótką metę było to dla rządzących korzystne, bo odwracało uwagę od poważnych problemów partii – nagranych negocjacji prezesa w sprawie inwestycji spółki Srebrna, aresztu dla Bartłomieja M., afery KNF itp. Ale na dłuższą metę to ryzykowne. Trudno bowiem przewidzieć efekt wojny religijnej w sytuacji, w której jesteśmy świadkami bardzo szybkiego procesu laicyzacji społeczeństwa.

W tych wyborach głosować może 1,5 mln osób, które od poprzedniego zwycięstwa PiS zdążyły skończyć 18 lat. Ich stanowisko w sprawach obyczajowych jest zupełnie inne, niż może się PiS-owi wydawać. Inne niż dawniej mogą być reakcje społeczne na wojnę religijną. W sytuacji, w której sondaże pokazują nie tylko, że społeczeństwo jest coraz bardziej liberalne, ale też, że pokolenie poniżej 35. roku życia szybko odchodzi od religii (pisał o tym w ostatnim „Plusie Minusie" Michał Kolanko).

Choć w piątek wydawało się, że emocje wyborcze może zmienić publikacja „Super Expressu" na temat adopcji dzieci przez premiera, co wyglądało na cios poniżej pasa, później wiele osób uznało, że cała sprawa może być tzw. ustawką z tabloidem. Redakcja pisma zapewnia, że tak nie było i że nie chciała urazić premiera, publikując jego zdjęcia z dziećmi z podpisem, że nie wiadomo, czy wiedzą, że były adoptowane. Ale sprawa ta zniknęła zupełnie w obliczu filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu".

Ponad 3 mln widzów w ciągu pierwszej doby oraz bardzo gorące emocje, jakie on wywołał – to stwarza zupełnie nową sytuację kampanijną. PiS, ogłaszając się obrońcą Kościoła, samo zastawiło na siebie pułapkę. Poruszający każdego dokument nie stawia Kościoła w dobrym świetle, a wstrząśnięci jego treścią prymas i przewodniczący episkopatu publicznie jeszcze raz przeprosili za zło i podziękowali autorowi za pracę, jaką wykonał. Jeśli PiS nie ma w zanadrzu tzw. gejmczendżera, to ostatnie dwa tygodnie kampanii mogą być dla niego bardzo trudne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA