fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jacek Nizinkiewicz: Zaproszenie dla prezydenta Dudy

Prezydent Andrzej Duda. W tle obraz z Lechem Kaczyńskim
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Prezydent mówi, że jego mistrzem jest Lech Kaczyński. Może kiedyś tak było, ale dziś wzoruje się na obrażającym media Donaldzie Trumpie. A przecież można inaczej.

Zaatakował mnie Andrzej Duda. Ataki polityków nie robią już na mnie wrażenia, ale prezydent to prezydent.

Po tym jak minister Michał Wójcik przyznał m.in., że „nad pandemią nie da się w pełni zapanować”, zwróciłem uwagę, że minister powiedział coś przeciwnego, niż w kampanii wyborczej mówili przedstawiciele władz. Uderzyłem w stół i Andrzej Duda się odezwał.

Najpierw forma wypowiedzi prezydenta: nie wyobrażam sobie, żeby prezydenci Komorowski, Kaczyński czy Kwaśniewski łajali dziennikarza, szczując na niego, że „podle” postępuje, że to, co robi, „nie jest dziennikarstwem”, że „manipuluje”, „ściemnia” i „bałamuci”. Czy idąc śladem prezydenta, powinienem odpowiedzieć Andrzejowi Dudzie, że zachowuje się niegodnie głowy państwa? Tak atakuje dziennikarzy Donald Trump. Mistrz Andrzeja Dudy – prezydent Lech Kaczyński – nie obrażał, a gdy się zapędził, to potrafił publicznie przeprosić. Czy Andrzeja Dudę stać na przeprosiny?

Przyjrzyjmy się teraz treści wypowiedzi prezydenta. Pierwsza, sprzed dwóch dni: „Zawsze mówiłem, że sytuacja jest pod kontrolą, bo dla nikogo potrzebującego nie brakuje łóżka w szpitalu ani respiratora”. Dziwne, że prezydent pisze takie rzeczy, kiedy w Polsce było głośno o przypadku 77-letniego pacjenta zakażonego koronawirusem, którego przez dwa dni woziła karetka, bo w szpitalach nie było miejsca. Szpitale nie mogły też przyjąć 61-letniego chorego mieszkańca powiatu prudnickiego, który zmarł w karetce. O pacjencie w kujawsko-pomorskim, który zmarł, zanim udało się znaleźć dla niego miejsce na OIOM-ie, prezydent też nie słyszał?

Kolejne cytaty z Andrzeja Dudy: „Wychodzimy z tej epidemii koronawirusa w miarę obronną ręką” (5 VI), „Nie lubię nosić (masek). Ani mi to nie ułatwia życia, ani nie jest to dla mnie przyjemne” (6 VIII), „Absolutnie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych” (7 VII).

Prezydent potrzebował głosów seniorów, antyszczepionkowców i wyborców Konfederacji, więc kokietował ich przed wyborami. Teraz milczy. Milczał też, gdy premier mówił w lipcu: „Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii, i to jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się jego bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca”, mimo że oburzenie lekarzy na te słowa było powszechne, podobnie jak prośby o więcej testów, bo przez ich małą liczbę wskaźnik zakażeń również był zaniżony przed wyborami. Władza biła lekarzom brawo, ale ich nie słuchała. Dzisiaj, gdy wicepremier Jacek Sasin mówi, że „problemem jest brak zaangażowania części personelu medycznego”, prezydent nie uważa tego za „podłość”.

Jeszcze we wrześniu Andrzej Duda o pandemii mówił tak: „Jest wzrost zachorowań, ale cały czas panujemy nad tą pandemią, nie ma dzisiaj żadnego zagrożenia wybuchem”, i dodawał: „wypłaszczenia spodziewamy się od połowy października”. Czy naprawdę prezydent potrzebuje więcej cytatów?

W przepychanki z Andrzejem Dudą nie chcę się wdawać, bo mam szacunek dla głowy państwa.

Panie prezydencie, pan jest też moim prezydentem, nawet jeśli ja nie jestem pańskim dziennikarzem. Bo nie od tego są media, żeby sprzyjać politykom, ale żeby patrzeć im na ręce, zadawać trudne pytania i dociekać odpowiedzi. Moje zaproszenie dla pana na wywiad dla „Rzeczpospolitej” jest aktualne. Wystarczy porozmawiać, nie trzeba obrażać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA