fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zuzanna Dąbrowska: Kto odpowiada za wzrost zachorowań

Eksperci coraz głośniej mówią, że może niektóre luzujące decyzje były przedwczesne.
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Rząd z przyczyn politycznych trwoni kapitał zbudowany na wprowadzeniu surowych reguł sanitarnych. I za wszelką cenę broni totalnego odmrażania kraju.

Koronawirusowy sceptycyzm wynika z ludowego poczucia, że ponad naszymi głowami ktoś gra w durnia. Stąd różne spiskowe teorie czy wręcz niewiara w epidemię. – Wie pani, to wymysł jest z tym wirusem – poinformował mnie ostatnio wulkanizator, kiedy podjechałam naprawić oponę. – Może i tam coś gdzieś się dzieje, ale na pewno nie tak, jak ONI to pokazują – dodał. I ja się mu nie dziwię. Bo od sprzecznych komunikatów władzy aż kręci się w głowie. Więc przeciętny człowiek wypiera te dylematy, odrzuca opinie autorytetów i mówi: „Do diabła z tym wszystkim. Wirus nie istnieje”. I ściąga maseczkę.

Jeżeli na skutek nagłego i szerokiego poluzowania rygorów pandemia w Polsce znów przybierze na sile, pojawi się temat politycznej odpowiedzialności za te decyzje. 500–600 zachorowań dziennie stawia nas obecnie w czołówce państw zagrożonych SARS-CoV-2. I o ile zdecydowany ruch z narzuceniem obywatelom izolacji domowej na pewno pozytywnie wpłynął na zmniejszenie liczby zachorowań, co z dumą podkreśla minister Łukasz Szumowski, o tyle wiele dalszych rozstrzygnięć kompletnie zachwiało wiarę obywateli w logikę decydentów i ich czyste intencje. Bo jeśli zamyka się ludzi w domach, a jednocześnie tłumaczy, że za dwa tygodnie będą się mogli spotkać w lokalach wyborczych, to obywatele mają prawo podejrzewać, że coś tu nie gra. Jeśli zaraz potem wprowadza się – dla bezpieczeństwa – pomysł wyborów wyłącznie korespondencyjnych, a jednocześnie przedstawiciele władzy pojawiają się bez maseczek i środków ochronnych – to musi to budzić zastrzeżenia. I w końcu, jeśli władza się chwali, że panuje nad epidemią, a jednocześnie wyraźnie rośnie liczba zachorowań, sytuacja robi się groteskowa.

Minister Szumowski przyznał w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF, że liczba zachorowań jest wyższa, bo na Śląsku prowadzone są badania przesiewowe. A to znaczy, że różne teorie, które wydawały się spiskowe, o tym, że chorych jest w rzeczywistości dużo więcej, ale specjalnie robi się za mało testów, żeby nie powodować paniki i szybko przeprowadzić wybory – były prawdziwe. Zupełnie jak w filmie „Teoria spisku”, w którym Mel Gibson przekonuje się, że wszystkie najgorsze podejrzenia co do tego, kto rządzi światem – to prawda. „Śląsk jest tak samo wolny albo zajęty przez koronawirusa jak reszta kraju” – powiedział minister zdrowia. A to przecież znaczy, że zarażonych byłoby kilkanaście razy więcej, gdyby badania przesiewowe robić w całej Polsce, a nie tylko na Śląsku.

Sytuacja jest tak poważna, że Polski zaczynają się bać inne kraje. I nawet jeśli minister ma rację, mówiąc o tym, że epidemia w Polsce ma „charakter ogniskowy”, to każdy wie, co dzieje się z ogniskiem, jeśli zawieje wiatr, a ziemia jest sucha. Poluzowanie reguł bezpieczeństwa, zgoda na duże imprezy, wesela, nabożeństwa, widowiska itd. to czynniki które mogą ogniska rozdmuchać. Pozytywne jest przynajmniej to, że z powodu wakacji rząd ma z głowy szkoły i rodziców, którym nie musi wypłacać zasiłku opiekuńczego.

Eksperci coraz głośniej mówią, że coś szybko trzeba zrobić, że może niektóre luzujące decyzje były przedwczesne. Ale rządzący nie chcą się cofnąć, mimo szczerych słów Szumowskiego. Mamy przecież kampanię wyborczą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA