fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Michał Kolanko: W czasie koronawirusa zobaczyliśmy polityków naprawdę

Borys Budka z PO wyczuł, że to nie jest czas, w którym wyborcy oczekują, że ich przedstawiciele schowają się do swoich domów. Krzysztof Gawkowski w kryzysowej chwili wziął na siebie główny ciężar reakcji Lewicy
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Epidemia koronawirusa nie sprawiła, że polityka zamarła. Wręcz przeciwnie. Wydarzenia ostatnich tygodni przyspieszyły procesy w polskiej polityce. Ujawniły, kto wytrzymuje ciśnienie, a kto nie. Poznaliśmy polityków w czasie prawdziwego kryzysu. Ta sytuacja niektórych znanych nam buduje, niektórych poznajemy na nowo, chociaż wydawało się, że już ich dobrze znaliśmy. Sprawy, które zabierają czasami lata, teraz stały się kwestiami tygodni. Tak wielkie jest teraz przyspieszenie - na tysiąc procent.

Prawdziwa polityka zaczyna się gdy zaczyna się kryzys. Kampania wyborcza, zwłaszcza prezydencka - skupiona na jednostce w jej centrum - to czas, w którym kryzysy są niemal permanentne, a reakcje na nie ujawniają prawdziwą naturę polityków. W tych krótkich momentach maski spadają, a opinia publiczna zderza się z prawdą o swoich wybrańcach. Koronawirus to ten sam mechanizm, tylko w jeszcze większym stężeniu. Przez to chwila, która zwykle trwa najwyżej godziny czy kilka dni, teraz trwa miesiące.

Widać to było w ostatnich tygodniach. W Sejmie lider PO Borys Budka wyczuł chwilę. Że to nie jest czas, w którym wyborcy oczekują, że ich przedstawiciele schowają się do swoich domów, zwłaszcza jeśli oni sami muszą pracować - na pierwszej linii frontu, którymi są teraz sklepy, kioski, stacje benzynowe i apteki. Budka z sejmowej mównicy o nich się upominał, gdy Sejm zmieniał swój regulamin. To PiS nalegało na zmianę regulaminu z mocą wsteczną. Ludzie pracy to teraz kluczowy elektorat. Jest do wzięcia. I lider PO - który już wcześniej mówił o tym, że jego partia musi stać się partia ludzi ciężkiej pracy - konsekwentnie o nich zagrał. Wcale nie jest powiedziane, że ten elektorat „należy” do kogokolwiek. Ani do Lewicy, ani do PiS. Zmieniły się bowiem reguły gry. Opinia publiczna zobaczyła też, jak w chwili kryzysu działa i zachowuje się Małgorzata Kidawa-Błońska. I trudno uznać, że to był zdany test.

Przed lewicą w dobie kryzysu pojawiła się gigantyczna szansa. Pytanie, czy to okno możliwości zostanie wykorzystane. Na lewicy - między innymi dzięki dobrze przyjmowanym przemówieniom w Sejmie - widać coraz większą rolę Krzysztofa Gawkowskiego. To on w kryzysowej chwili wziął na siebie główny ciężar reakcji Lewicy na to, co się dzieje. To pod jego kierownictwem, jako szefa klubu, Lewica zgłosiła ponad 200 poprawek do „tarczy antykryzysowej”. Rzeczywistość jest coraz bardziej dramatyczna. Upadające zakłady pracy, przedsiębiorcy zwalniają pod ciężarem kryzysu swoim pracowników, nie zawsze z poszanowaniem reguł kodeksu pracy. Na to energicznie reaguje Agnieszka Dziemianowicz-Bak. To ona teraz nie poprzestaje na słowach, ale konsekwentnie dba, dzięki założonej przez siebie „Poselskiej Pomocy Pracowniczej”, o prawa pracowników np. polskiego oddziału Amazon czy Poczty Polskiej. To zakorzenienie w realnych problemach jest bardzo potrzebne odradzającej się Lewicy. Bo koronawirus przyspieszył proces podziału sceny politycznej nie na dwa bloki, ale na różne siły. To było widać już w wyborach w 2019 i po nich, ale teraz widać jeszcze lepiej. Powrotu do polaryzacji już nie ma.

Swoje pięć minut - być może pięć miesięcy, a nawet pięć lat - mają też ludowcy. Ich lider budował kampanię na przesłaniu, że w trudnych czasach politycznego podziału tylko Władysław Kosiniak-Kamysz jest nadzieją na to, że uda się skleić i zszyć wspólnotę. Lider PSL pozycjonował się jako bezpieczna, stabilna alternatywa. W kryzysie działał tak, jak zapowiadał i w tym stylu, który był od niego oczekiwany. I nie tylko. Nie stracił głowy, a nawet on jego otoczenie pokazali twardość, która do tej pory nie była z nim kojarzona. Dlatego zaczął tak zyskiwać. Kryzys wydobył z niego to, o czym jeszcze nie do końca wiedzieliśmy: twardość i zdolność do prowadzenia politycznej gry, wbicia szpilki w konkurencję nawet w trudnych warunkach. Ta gra mocno irytuje dawnego koalicjanta - Platformę, ale też przyspiesza proces emancypacji PSL-u jako niezależnej siły politycznej.

W Sejmie i poza nim konsekwentnie rząd punktuje Krzysztof Bosak. Jego umiejętności retoryczne, sprawność w wyrażaniu i przedstawiania poglądów, były chwalone już wcześniej. Teraz okazały się ważne w punktowaniu obozu władzy, zwłaszcza na tle gospodarczym. Bosak nie stracił zimnej krwi i zbudował się na reakcji wobec tarczy antykryzysowej. To nie przeszło bez echa.

Bohaterowie tego kryzysu to oczywiście przede wszystkich lekarze, pielęgniarki, pracownicy medyczni, pracownicy domów opieki. Ich zawód nie będzie już nigdy postrzegany tak samo. Ale polityczni liderzy też w kryzysie się pojawiają. Po stronie obozu władzy truizmem jest stwierdzenie, że stał się nim Łukasz Szumowski. Ale są i inni - jak Michał Dworczyk, działający na zapleczu politycy młodego pokolenia, jak wiceminister Paweł Szefernaker, Marcin Przydacz i wielu innych. Też na opozycji. Kryzys ujawnia, o co ludziom chodzi. Tak jak Gabrieli Morawskiej-Staneckiej szyjącej maseczki, posłance Monice Rosie rozwożącej na Śląsku żywność najbardziej potrzebującym, prezydentowi Wrocławia Jackowi Sutrykowi który dzięki bezpośredniości, wytrwałości i opanowaniu zyskuje pozycję dużo większą, niż tylko prezydenta jednego, dużego miasta. W kryzysie wyzwanie obecnie najsilniejszemu politykowi w Polsce rzucił Jarosław Gowin, który w tym tygodniu opiera się forsowanemu przez Jarosława Kaczyńskiemu głosowaniu 10 maja. Rezultat tej rozgrywki nie jest jeszcze znany, ale na pewno będzie miał długofalowe konsekwencje. Bo rozgrywka o siłę polityczną po koronawirusy dopiero się zaczęła.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA