fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Ograniczenie handlu w niedzielę. Złuda stabilizacji

Fotorzepa/ Adam Burakowski
Kościół nie wykorzystał szansy, jaką dawało mu wprowadzenie ograniczeń handlu w niedzielę. Ci, którzy wcześniej w tym dniu robili zakupy, na mszę i tak nie poszli.

W 2018 roku w niedzielnych mszach uczestniczyło 38,2 proc. zobowiązanych katolików, a 17,3 proc. z nich przystępowało do komunii. W porównaniu z rokiem 2017 niewiele się zmieniło. Do kościołów w niedziele chodziło wtedy 38,3 proc. wiernych, zaś komunię przyjmowało 17 proc.

Najwyższy poziom uczestnictwa w niedzielnej mszy św. odnotowano w diecezjach tarnowskiej (71,3 proc.), rzeszowskiej (64,3 proc.) oraz przemyskiej (60,4 proc.). Najniższy był w diecezjach szczecińsko-kamieńskiej (24,1 proc.), łódzkiej (24,5 proc.) i koszalińsko-kołobrzeskiej (25 proc.).

Dowiedz się więcej: Badania: Praktyki religijne Polaków bez zmian

Niewielkie różnice, właściwie na granicy błędu statystycznego, są oznaką pewnej stabilizacji. – Można twierdzić, że praktyki religijne katolików w Polsce są na stałym poziomie – mówi ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Stabilizację tę można byłoby nawet uznać za sukces. Zwłaszcza że od roku 2013, gdy liczba wiernych chodzących na msze spadła poniżej 40 proc., trzyma się ona mniej więcej na tym samym poziomie.

Trudno jednak mówić o sukcesie w sytuacji, gdy właśnie w roku 2018 Kościół miał szansę trend ten nieco odwrócić. Przez dziesięć miesięcy (od 1 marca) obowiązywało w Polsce ograniczenie handlu w niedzielę. Supermarkety, w których widziano konkurencję dla Kościoła, były nieczynne przez dwie niedziele w miesiącu. Wielu hierarchów, księży oraz publicystów było przekonanych, że w sposób naturalny wzrośnie frekwencja w kościołach.

Nie wzrosła. Na liturgię poszli ci sami co zwykle, a ci, którzy wcześniej chodzili na zakupy, czas zagospodarowali w inny sposób. Duchowni nie zrobili nic albo prawie nic, by do nich dotrzeć.

Jeszcze przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki, przekonywał, że każda parafia powinna mieć na niedzielę ofertę pozaliturgiczną. Tezę tę powtórzył w wywiadzie dla KAI w październiku ub. roku. – My oferujemy tylko mszę świętą. Chodzi o taką ofertę pozaliturgiczną na popołudnie, dla rodzin, dla dzieci, dla młodzieży, dla osób starszych, która zostałaby stworzona we współpracy z samorządami – tłumaczył i dodawał, że księża powinni przemyśleć też czas celebracji niedzielnych mszy.

– Czas ten przesunął się z godzin porannych, popołudniowych, na godziny późnowieczorne, kiedy weekendowicze wracają. Wtedy powinniśmy oferować jakąś możliwość przeżywania niedzieli, doświadczenia spotkania z Chrystusem – stwierdzał. Wie, co mówi. Niedzielna msza u dominikanów w Warszawie o godz. 21.30 cieszy się dużą popularnością. Ale kiedy swego czasu rzuciłem hasło, by msza o 21 była odprawiana w jednym z podwarszawskich sanktuariów, gdzie księży nie brakuje, usłyszałem od jednego z duszpasterzy, że nie znajdzie się chętny, by ją tak późno odprawić.

Takie podejście nie jest przypadkiem odosobnionym, ale wciąż pozwala na cieszenie się ze złudnej stabilizacji. Pytanie tylko jak długo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA