fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Amber Gold

Protest Wojtunika przeciw komisji

Były szef CBA Paweł Wojtunik zeznawał przed komisją śledczą 24 stycznia
Reporter
Były szef CBA nie podpisze protokołu przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold – ustaliła „Rzeczpospolita”.

– Pytania były pod z góry założoną tezę, komisji nie interesowała odpowiedzi. To był atak, nawet nie mogłem dokończyć zdania – tłumaczy swoją decyzję Paweł Wojtunik, były szef CBA.

Będzie on pierwszym świadkiem komisji ds. Amber Gold, który odmówił podpisu pod protokołem.

– Brak jego podpisu w żaden sposób nie osłabi wartości dowodowej protokołu – komentuje poseł Stanisław Pięta z PiS, członek komisji.

Pięć godzin emocji

Przed komisją Wojtunik stanął 24 stycznia. W ogniu pytań był przez pięć godzin. Posłów, głównie z PiS, drażniło, że przy części pytań zasłaniał się tajemnicą lub niepamięcią. Doszło do kilku spięć. „Ze mną nie będzie pan tak rozmawiał naokoło" – mówiła przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann. Dyskredytowała go pytaniami: „A pan zna w ogóle przedmiot działania CBA?".

Wojtunik to były szef CBŚ policji, rozpracowywał aferę starachowicką, a gdy kierował CBA, biuro wytropiło infoaferę – największą korupcję III RP.

Szefem CBA był przez sześć lat – na jaw wyszła w tym czasie afera Amber Gold z 851 mln zł strat. „Nie wykonaliście państwo nic" – zarzucała Wojtunikowi szefowa komisji, wytykając, że CBA nie interesowało się nadużyciami Marcina P.

Wojtunik twierdził, że Biuro zrobiło, „co mogło". – Przekazaliśmy ostrzeżenie dotyczące luk w systemie prawnym – mówił były szef CBA, które zalecało zmianę przepisów, by prezesami spółek nie mogli być przestępcy. Zmiany weszły po dwóch latach. Dlaczego nie od razu? – Biuro nie ma kompetencji do rozliczania innych organów państwowych – bronił się Wojtunik, ale posłów PiS nie przekonał. Nie uwierzyli, że za aferą nie stała korupcja.

Były szef CBA uważa, że złamano wobec niego zasady przesłuchań świadków.

– Przesłuchanie polegało na dyskredytowaniu, przerywaniu, szydzeniu i wywieraniu presji – Wojtunik nie szczędzi mocnych słów. – Mimo to starałem się być otwarty, nie korzystałem z pełnomocnika, nie zasłaniałem się immunitetem dyplomatycznym i nie chciałem robić politycznego „show", a byłoby to łatwe – zaznacza.

Jak w prokuraturze

Świadkowie przed komisją śledczą muszą być przesłuchiwani tak jak świadkowie w prokuraturze. Wskazał to Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 22 września 2006 r. Wobec osób wezwanych przed komisję śledczą „obowiązują reguły ochronne procedury karnej" – stwierdził. Dlatego pytania nie mogą być m.in. „sugerujące, znieważające, poniżające, wyśmiewające, obraźliwe". Konieczne są „najwyższe standardy moralne" związane z szacunkiem dla osób przesłuchiwanych „będących w słabszej pozycji wobec przesłuchujących".

Odmowa podpisu to protest Wojtunika przeciwko sposobowi przesłuchań świadków.

Były szef CBA uważa, że komisja powinna wiedzieć, że działalność Amber Gold – prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia – mieści się w kompetencjach nie CBA, ale ABW. – Jednak bezzasadnie zarzucano mi bezczynność – mówi Wojtunik, uważając, że chciano go „wmanipulować" w odpowiedzialność za aferę.

– To taktyka wybielenia swojej bezczynności na ważnym państwowym stanowisku – komentuje poseł Stanisław Pięta. – CBA w swoich ustawowych zadaniach ma ochronę ekonomicznych interesów państwa. Instytucja kierowana przez pana Wojtunika pomimo możliwości, delegatury w Gdańsku, ewidentnej bezczynności prokuratorów, sędziów, urzędników skarbowych nie uczyniła nic, by rozpoznać sprawę i przeciwdziałać niebezpieczczeństwu – dodaje poseł i przyznaje, że dotychczas nie było przypadku odmowy złożenia podpisu pod protokołem.

Poseł Marek Biernacki, były minister sprawiedliwości, ma inną ocenę. – Świadek, także zeznający przed komisją śledczą, ma swoje prawa i obowiązki. Niestety, patrząc na niektóre przesłuchania, mam wrażenie, że świadka traktuje się jak podejrzanego czy oskarżonego – komentuje. Uważa, że to fatalne podejście. – Świadek często chce pomóc komisji coś wyjaśnić, ale widząc napastliwość, chowa się i woli milczeć – dodaje.

Faktem jest, że komisja po przesłuchaniu Wojtunika nie wzbogaciła swojej wiedzy o aferze.

W ustawie o sejmowej komisji śledczej z 1999 r. zapisano, że jeśli wezwana osoba odmówi „podpisania protokołu lub nie może go podpisać, przewodniczący komisji zaznacza w protokole przyczynę braku podpisu". Nie precyzuje, co dalej z takim protokołem się dzieje. Czy komisja może go wykorzystać w końcowym raporcie? – Niestety, ustawa zawiera wiele luk, a sprawozdanie jest głosowane przez członków – mówi Marek Biernacki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA