fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Narasta frustracja młodych adwokatów

123RF
O adwokackim proteście, czemu ustawa o bezpłatnej pomocy została nazwana „pakamerową" i jak znaleźć więcej pracy dla prawników – mówi wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej Jacek Trela.

Rz: Zaczyna się kadencja nowego rządu. Jakie problemy wykonywania zawodu przez adwokatów trzeba rozwiązać?

Jacek Trela: Przede wszystkim młodzi adwokaci mają problem z rozpoczęciem działalności. W tej chwili około 10–15 proc. osób po zdanym egzaminie adwokackim nie wchodzi do zawodu. Z roku na rok takich osób jest coraz więcej. To duży potencjał społeczny, którego nie należy bagatelizować. Jeśli ktoś kończy niełatwą, trzyletnią aplikację, która niemało kosztowała, a później okazuje się, że nie ma dla niego miejsca na rynku, to trudno się dziwić jego frustracji. Dlatego rządzący powinni się zastanowić, jak mogą ułatwić wykonywanie zawodu w coraz trudniejszych realiach.

Odchodzący minister sprawiedliwości Borys Budka podpisał nowe rozporządzenia o stawkach adwokackich i radcowskich. Czy to krok w dobrym kierunku?

Są plusy i minusy tych rozwiązań. Pozytywne jest to, że przekonaliśmy wspólnie z radcami prawnymi ministra sprawiedliwości, że nieprawidłowym rozwiązaniem są wspólne rozporządzenia dla stawek wynagrodzenia adwokata z urzędu i z wyboru. Teraz zostały rozdzielone.

Co udało się zyskać dzięki przyjęciu takiego rozwiązania?

Stawki za sprawy z wyboru zostały podwyższone i zbliżone do rynkowych. Rozporządzenie określa stawki minimalne, sąd może je zwielokrotnić.

Ze środowiska adwokackiego i radcowskiego słychać było do tej pory, że sądy nie zwielokrotniają stawek, mimo że mają taką możliwość. I przyznają wynagrodzenia obliczone na podstawie minimalnych...

Teraz wprowadzono jednak mechanizm ich zwielokrotniania. Mamy nadzieję, że to zmieni praktykę i sędziowie będą częściej zasądzali nie stawkę minimalną, tylko jej wielokrotność.

Zmiany powodują, że przegrany zapłaci więcej za proces. Czy może to wpłynąć na podejście Polaków do sądu?

Może spowodować refleksję, czy warto w każdej sprawie się procesować. Być może strony dłużej się zastanowią, zanim zwrócą się do sądu.

Skoro w rozporządzeniach jest tyle pozytywnych rozwiązań, to czemu środowisko adwokackie odstąpiło w lipcu od rozmów z ministrem?

Propozycja dotycząca stawek z urzędu pokazała bowiem, że minister w sposób niepoważny podchodzi do rozmów z przedstawicielami samorządów prawniczych. Zaproponował podwyższenie stawek o 100 proc., ale przy założeniu, że zasadą będzie zasądzanie połowy. To fikcyjna zmiana, nie mogliśmy jej firmować, dalej uczestnicząc w rozmowach.

Rozpoczęliście też protest polegający na nieprzekazywaniu do sądów tzw. list b z nazwiskami uprawnionych do obrony, którzy jednak nie zgłosili się na ochotnika do urzędówek. Sąd Najwyższy orzekł ostatnio, że uchwały dotyczące protestu są niezgodne z przepisami.

Tak to ocenił Sąd Najwyższy. My jednak uważamy, że mieliśmy prawo do protestu. W takiej formie nie wyrządził on nikomu szkody, obrońcy byli wyznaczani, nikt nie został pozbawiony pomocy prawnej. A nam udało się zwrócić uwagę opinii publicznej na problem niskich stawek z urzędu.

Skoro taka forma została zakwestionowana, to w jaki sposób adwokaci mogą pana zdaniem protestować?

Mamy nadzieję, że w najbliższej przyszłości nie będzie to konieczne. Przede wszystkim chcemy rozmawiać z nowym ministrem sprawiedliwości o problemie niskich stawek z urzędu. Będziemy też proponowali inne rozwiązania, np. wprowadzenie przymusu adwokacko-radckowskiego w sądach niższych szczebli, tak jak dziś funkcjonuje to w Sądzie Najwyższym czy Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Zapobiegnie to bezrobociu wśród profesjonalnych prawników, którego symptomy już są dostrzegalne. Ponadto usprawni postępowanie przed sądem i przyspieszy rozpoznawanie spraw. Powinno to dać wymierne korzyści finansowe Skarbowi Państwa (krócej trwające sprawy mniej kosztują) oraz poprawę wizerunku wymiaru sprawiedliwości w odbiorze społecznym. Wierzę, że tego rodzaju rozwiązanie będzie leżało na sercu nowemu ministrowi.

Stołeczni radcy prawni proponują z kolei poszerzenie uprawnień – np. przez danie adwokatom i radcom prawnym możliwości wydawania poświadczeń (m.in. podpisu, zgodności odpisu). Dziś są to kompetencje zastrzeżone dla notariuszy.

Jest to jakiś sposób na poszerzenie uprawnień, niestety kosztem środowiska notarialnego. Dlatego nie jestem entuzjastą takiego rozwiązania.

Od 1 stycznia 2016 r. mają ruszyć w całej Polsce punkty bezpłatnych porad prawnych. Czy ten system może poprawić sytuację młodych prawników?

Ta ustawa była krytykowana przez nasze środowisko. O ile bowiem sam system przedsądowej bezpłatnej pomocy prawnej jest potrzebny, o tyle poszczególne rozwiązania budzą wątpliwości. Do bezpłatnej pomocy prawnej będą uprawnieni wszyscy, którzy nie skończyli 26. roku życia, oraz ci, którzy ukończyli 65 lat. Państwo będzie finansowało pomoc prawną dla nich niezależnie od tego, jaki jest poziom ich zamożności. Z jednej strony mówi się więc, że nie ma środków w budżecie na podwyższenie skandalicznie niskich stawek za urzędówki, z drugiej wydaje się pieniądze na pomoc dla tych, których spokojnie stać na adwokata lub radcę prawnego. Jest też obawa, że skurczy się rynek komercyjnych usług prawnych – jeśli duże grupy będą mogły skorzystać z darmowej pomocy.

Podczas prac nad ustawą adwokatura była też przeciwna włączeniu w system organizacji pozarządowych zatrudniających do pomocy magistrów prawa.

Polacy nie będą bowiem mieli równej pomocy. Najlepiej przygotowani do udzielania porad są właśnie adwokaci i radcy prawni. Ci, którzy skorzystają z pomocy magistra prawa zatrudnionego przez organizację pozarządową, będą musieli podpisać oświadczenie, że zgadzają się, by udzielający porady nie ponosił odpowiedzialności za konsekwencje swoich rad, chyba że działał z winy umyślnej. To kuriozum. Adwokaci i radcy prawni ponoszą natomiast pełną odpowiedzialność, dlatego też są objęci obowiązkowym ubezpieczeniem OC.

Ustawa jest źle odbierana przez środowisko także z innego powodu. Została nawet nazwana „ustawą pakamerową". Nasze środowisko postulowało, by dyżury mogły być pełnione w kancelariach radców prawnych lub adwokatów. W ustawie przyjęto jednak, że punkty będą się znajdowały w siedzibach satmorządów terytorialnych. Teraz pojawiają się problemy organizacyjne: jak mają być wyposażone te punkty, kto będzie je utrzymywał.

Jest jednak wielu chętnych wśród adwokatów i radców prawnych do obsługi tych punktów. W każdej izbie zgłasza się ich 10–20 proc. W niektórych mają być nawet losowania, chętnych jest bowiem zbyt wielu.

Sytuacja na rynku jest trudna, dlatego wiele osób szuka dodatkowych dochodów. To, że są chętni, nie oznacza jednak, że mogą być niewłaściwie traktowani.

—rozmawiała Katarzyna Borowska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA