Za zniszczenia spowodowane wylewem rzek w 2010 r. odpowiada samorząd województwa. Obciążają go bowiem zaniedbania marszałka województwa. Powołane dopiero w 2018 r. Polskie Wody za nie nie odpowiadają.

To sedno czwartkowej uchwały Sądu Najwyższego, ważnej zwłaszcza dla poszkodowanych podczas tamtej powodzi, z których wielu nadal prowadzi procesy indywidualne lub zbiorowe – jak w tej sprawie – o odszkodowania.

Czytaj także:

Prawo wodne może zatopić inwestycje nad rzekami

Nowe prawo

Chodzi o to, że 1 stycznia 2018 r. weszło w życie nowe prawo wodne, które obowiązki przeciwpowodziowe przekazało nowemu Państwowemu Gospodarstwu Wodnemu Wody Polskie. I chociaż nowe prawo wypowiada się w kwestii przejęcia zobowiązań poprzednika wynikających z kontraktów czy decyzji administracyjnych, milczy o szkodach wynikłych z zaniedbań obowiązków związanych z ochroną przeciwpowodziową.

Przed zmianą przepisów, według art. 75 ust. 1, dawnego prawa wodnego z 2001 r. planowanie, nadzorowanie i wykonywania urządzeń melioracji wodnych i przeciwpowodziowe należało do marszałka województwa, jako zadania administracji rządowej. Dlatego pozywane były miejscowe województwa, w których doszło do przełamania wałów, jak pod Sandomierzem czy w okolicach Płocka, czego dotyczy inny pozew zbiorowy.

W przedmiotowej sprawie grupa kilku przedsiębiorców i ok. 20 osób fizycznych domaga się od województwa świętokrzyskiego (a od niedawna także Wód Polskich) uznania odpowiedzialności za straty, jakie ponieśli oni podczas przerwania wałów wiślanych pod Sandomierzem. Zarzucili jego władzom, że przez brak melioracji rzek, złe utrzymanie wałów przeciwpowodziowych i fatalnie zorganizowaną akcję ratunkową ich domy i firmy zostały zalane. A ubezpieczenia i pomoc rządu w niewielkim stopniu zrekompensowały straty.

Krakowski Sąd Okręgowy uznał ich roszczenie co do zasady, natomiast tamtejszy Sąd Apelacyjny powziął wątpliwości, kto po zmianie prawa wodnego ma być pozwany. Inaczej mówiąc, czy województwo jako wspólnota samorządowa odpowiada odszkodowawczo za niezgodne z prawem działanie (zaniechanie) marszałka województwa przy wykonywaniu zadań administracji rządowej powstałe przed zmianą prawa. I o rozstrzygnięcie tej kwestii zwrócił się do Sądu Najwyższego.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Musi być wyraźny przepis

Pełnomocnicy powodów adwokaci Dominik Gałkowski i Agnieszka Trzaska przekonywali SN, że nowa ustawa w tej kwestii milczy, a przeniesienie odpowiedzialności za zawinione działanie wymaga wyraźnego przepisu. Zasadą jest, że za skutki zawinionego działania odpowiada jego sprawca.

Takie same stanowisko prezentowali radcowie Prokuratorii Generalnej. Tylko mec. Damian Burczak w imieniu województwa świętokrzyskiego przekonywał, by zostało ono zwolnione z występowania w tej sprawie.

Sąd Najwyższy nie przychylił się do tego stanowiska.

– Decydujący argument jest taki, że nie ma przepisu rozstrzygającego, iż roszczenia tego rodzaju (materialnoprawne) wynikłe w czasie obowiązywania starych przepisów zostały przeniesione na nowo powstałą osobę prawną Wody Polskie – powiedziała w uzasadnieniu sędzia SN Monika Koba.

Sygnatura akt: III CZP 57/19

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Stefan Jacyno, adwokat z kancelarii Wardyński i Wspólnicy

Kto ma obowiązek, ten ponosi odpowiedzialność. Nawet jeżeli obowiązek zdjęto, to za szkody wcześniej powstałe odpowiedzialność trzeba ponieść, bo obowiązek wyrównania szkody powstaje z chwilą jej zaistnienia, a nie z chwilą złożenia żądania przez poszkodowanego. Można to zilustrować przykładem – jeżeli mieliśmy polisę OC i wyrządziliśmy komuś szkodę, to fakt, że w kolejnym roku wybraliśmy innego ubezpieczyciela, nie powoduje, że ten drugi ma zapłacić za nas odszkodowanie. Wydaje się, że problem powstaje z tego, że często władza samorządowa i rządowa wydaje się tożsama, bo to jest po prostu władza. Tymczasem władza jest podzielona na państwową i samorządową, na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Istniały i istnieją systemy, w których wszystko jest proste, bo władza jest jedna. Ale, mimo zalet prostoty, ja bym do tego nie wraca.