W niektórych gminach odpady zbiera się z podziałem na dwie frakcje. Do jednego pojemnika trafiają suche śmieci (np. papier, puszki, butelki), a do drugiego mokre, czyli waciki, pieluchy, resztki jedzenia. Gdzie indziej stawia się osobne kubły na papier, plastik i szkło. Sytuację miało zmienić rozporządzenie ministra środowiska określające standard segregacji odpadów w gminach zgodny z wymaganiami dyrektyw Unii Europejskiej. Już jednak nieoficjalnie się mówi, że ministerstwo wycofa się z pomysłu ujednolicenia zasad selektywnej zbiórki śmieci.

Resort środowiska opracował dokument, na podstawie którego miało powstać rozporządzenie dotyczące segregacji. Zgodnie z nim w każdej gminie byłyby minimum cztery pojemniki. Jeden na odpady zmieszane, drugi na szklane butelki, trzeci na papier, a czwarty na plastik, metale (np. puszki), opakowania wielomateriałowe (kartoniki po sokach). Gminy mogłyby jeszcze osobno zbierać odpady zielone oraz popiół.

Zbiórka odpadów miała być zatem prowadzona na wzór innych państw UE. Ale takie wymagania byłyby problemem dla gmin.

– Trzeba by przyzwyczaić mieszkańców do nowych zasad. A koszty, które pociągnęłoby za sobą wprowadzenie zmian, w tym zakupu dodatkowych pojemników, ponieśliby mieszkańcy w opłatach za odbiór odpadów – mówi Agnieszka Kłąb z Urzędu m.st. Warszawy.

I prawdopodobnie to głos samorządów zadecydował o tym, że ministerstwo nie będzie im podnosiło poprzeczki i zostawi to w gestii gmin.

– Wprowadzanie standardów w segregacji odpadów komunalnych miałoby sens przed rewolucją śmieciową, czyli przed 1 lipca 2013 r. Od tego czasu gminy poczyniły duże nakłady finansowe na budowę własnych systemów, zakup pojemników czy edukację mieszkańców – mówi Maciej Kiełbus z kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners.

Ocenia, że wprowadzanie nowych zasad nie tylko generowałoby dodatkowe koszty dla mieszkańców, ale także mogłoby przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Pomysł ministerstwa miał jednak swoich zwolenników. Okazuje się bowiem, że Polacy nie potrafią segregować odpadów, co powoduje, że niewiele z tego, co wyrzucamy, nadaje się do odzysku i recyklingu.

– Narzucenie określonych standardów jest potrzebne. Część gmin poszła na łatwiznę i wprowadziła system dwupojemnikowy. Jednak ludzie nie potrafią nawet w ten sposób rozdzielić odpadów. I gdy do sortowni trafia to, co ma być suche, okazuje się, że jest tak zanieczyszczone, np. olejami czy innymi resztkami, że niewiele można z tym zrobić – mówi Krzysztof Kawczyński z Polskiej Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych. Dodaje, że tak samo jest wówczas, gdy oddzielnie zbiera się papier, szkło czy opakowania z plastiku. Ludzie i tak mieszają ze sobą różne odpady.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Okazuje się, że nikt nie pilnuje, jak mieszkańcy gmin segregują śmieci.

– Dlatego warto pomóc samorządom w ustaleniu, kiedy selektywna zbiórka jest prowadzona przez mieszkańców, a kiedy nie – mówi Maciej Kiełbus. Dodaje, że obecnie ustalenie przez gminę, czy mieszkańcy segregują śmieci, jest w praktyce niemożliwe.